Muszę przyznać, że forma informowania Czytelników, a przy okazji organów ścigania, iż jestem ciemny typ, którego należy mieć na oku, gościu podaje w wyjątkowo wyrafinowanym i subtelnym w smaku sosie. Jak to Prawdziwy Polak poucza mnie też co powinienem pisać i w jakiej formie, a o czym nie powinienem pisać. Prawdziwi Polacy pouczanie oraz strojenie się w piórka patriotów mają w genotypie. „Lewacka interpretacja źródeł agresji społecznej, niekompletne informacje faktograficzne, asymetria oceny źródeł agresji i chamstwo języka, to m.in. wyróżniki tego tekstu” – prawi w swoim liście. Zwróćcie uwagę na dobór słów, chłop za wszelką cenę chce robić za intelektualistę i zaznaczyć różnicę jaka dzieli człowieka wykształconego(?) od dziennikarzyny – chama. Na koniec wali z grubej rury: „Przy tym nazwanie profesora Czarnka chamem, zupełnie dyskwalifikuje autora tekstu i pozwala podważać jego kompetencje dziennikarskie (poddaję to pod rozwagę sponsorów dziennikarza)”.
Cny Prawdziwy Polaku, wyjaśnijmy coś sobie. Napisałem z 10 kg felietonów i tekstów interwencyjnych, dzięki których m.in. mieszkańcy budynku Narbutta 60 na Mokotowie nie zostali wyrzuceni na bruk po próbie złodziejskiej reprywatyzacji. Przez dwa lata toczyłem na łamach tej gazety, której wizerunek usiłujesz podważyć, bój na śmierć i życie z nierobami z prokuratury i złodziejami z nieistniejącego Biura Gospodarki Nieruchomościami. Jako jedynemu dziennikarzowi udało mi się zablokować wykonanie prawomocnej decyzji reprywatyzacyjnej. Nie miałem znikąd wsparcia, nie miałem sponsora i żadnych korzyści - poza zawałem serca w lipcu 2017 r. Wybacz, Prawdziwy Polaku, ale mój wizerunek zamieszczany przy felietonach to wyłącznie moja działka, a twoja opinia w tym przedmiocie obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.
Może i nie mam dziennikarskich kompetencji, za to napisałem i wydałem drukiem dwie powieści, więc chyba jednak jakieś pojęcie o pisaniu posiadam. Moja mini powieść „Turnus” będzie sfilmowana pod tym samym tytułem. Zdjęcia już od 19 sierpnia w jednym z najsłynniejszych polskich uzdrowisk z udziałem tak popularnych aktorów jak Cezary Pazura, Nikodem Rozbicki, Katarzyna Kwiatkowska, czy Magda Stużyńska. Jestem również autorem scenariusza do tego filmu, co może dodatkowo potwierdzać, że z czym jak z czym, ale z pisaniem to ja problemów nie mam. W przyszłym roku zabierzemy się za sfilmowanie mojego opartego na faktach thrillera psychologicznego. Stworzenie tej powieści zajęło mi trzy lata – przez dwa lata zbierałem materiały, rok zajęło mi pisanie i łączenie czterech skomplikowanych wątków. To tyle, co do moich dziennikarskich kompetencji, które raczy podważać dzielny Prawdziwy Polak. I na koniec glosa do niego: nie miałem i nie mam żadnych sponsorów, w moim długim życiu zwykłem radzić sobie sam.
Czy „OZE-sroze” Czarnek, także Prawdziwy Polak, jest chamem? To nie tylko moja opinia. Doczekał się takiej oceny za prostackie zachowanie wobec wielu osób, m.in. europosłanki Róży Thun. Z mównicy sejmowej padła z jego ust chamska uwaga dotycząca nazwiska Thun, potem próba odebrania jej prawa do wypowiadania się, ponieważ jest niemieckie. Profesor „OZE-sroze” chyba nie wie, że Róża Thun z domu Woźniakowska urodziła się w Krakowie, a nazwisko von Thun und Hohenstein przyjęła po mężu Franzu, z którym wzięła ślub w czerwcu 1981 r. Podczas inauguracyjnego posiedzenia Sejmu X kadencji, które śledziła rekordowa ilość telewidzów i internautów, Czarnek znieważył europosła Krzysztofa Śmiszka: „Demokracja polega na tym, że to ludzie mają głos, a nie jakieś Śmiszki, które nie potrafią liczyć” (słowo „jakieś” chyba miało odnosić się do orientacji seksualnej Śmiszka). Ostatnim wyczynem chłystka z profesorskim tytułem było publiczne nazwanie prezydenta Ukrainy głupkiem.
Z zasady nie polemizuję z tymi, którzy próbują mnie obrazić, ale Prawdziwy Polak od listu do redakcji, usiłujący pozować na intelektualistę i mentora, po prostu mnie rozśmieszył. Wyjątkowo komiczna postać. „Już niedługo mogą nadejść czasy, że PASSA może okazać się bessą...” - złowrogo wieszczy w końcówce listu. Przez ponad ćwierć wieku wielu wieszczyło naszemu tygodnikowi upadek, ale były to pobożne życzenia ludzi definiujących „normalność” wyłącznie na własnych zasadach. Na szczęście większość Polaków odcina się od nacjonalistycznego, agresywnego motłochu, służącego nie wiadomo komu(?) i wprowadzającego chaos oraz społeczne podziały w kraju. W PiS zgodnie z moimi przewidywaniami skoczyli sobie do gardeł powodując rozłam, co bardzo dobrze rokuje dla Polski przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
Na koniec kilka słów o Powstaniu Warszawskim, którego kolejną rocznicę niedawno obchodziliśmy. Narasta spór w kwestii zasadności wywołania wybuchu powstania. Czytałem ostatnio ciekawą analizę autorstwa prof. Antoniego Dudka i powoli przychylam się do postawionej przez niego tezy, że zryw z 1 sierpnia 1944 r. był narodową klęską. „Liczba ponad 150 tysięcy zabitych cywilów i 16 tysięcy poległych powstańców musi skłaniać do bardzo smutnej refleksji. Dlatego właśnie mam duży dystans do dominującej obecnie narracji, w której zamiast głębokiej żałoby, próbuje się sugerować, że powstanie było w jakimkolwiek wymiarze naszym sukcesem. Przeciwnie, było dramatyczną klęską, która obciąża ówczesne dowództwo AK z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim na czele”.
Podobne zdanie ma prof. Jan Ciechanowski: „Dla mnie, jako 14-letniego chłopca, powstanie było chyba najpiękniejszym okresem w moim życiu. Właściwie wszystko było proste. Trzeba bić się z Niemcami, bo jeżeli ktoś się podda, to go zabiją. Ale dzisiaj, jako historyk i dojrzały człowiek, jak pomyślę, że zginęło 200 tysięcy ludzi, 83 procent miasta zostało zniszczone, a Niemcy mieli tylko 1570 zabitych i 9043 rannych, to właściwie ich straty były niewspółmierne. Tak jak generał Anders powiedział kiedyś - powstanie ułatwiło komunistom skomunizowanie tego kraju, a Niemcom wyniszczenie całej naszej Warszawy, elity, skarbów narodowych. Czy to się opłacało? Są ludzie, którzy mówią: A tak, opłacało się, bo przez 63 dni byliśmy wolni. Co to znaczy wolni? Siedzieli ludzie w piwnicy, dostawali rozgrzeszenie i czekali. Na co? Bo myśmy jednak byli w akcji, a ci ludzie? Ginęli starcy, kobiety, dzieci. Nie, tu trzeba się poważnie zastanowić, czy to było warte”.
Jedna tylko kwestia nie wywołuje sporów: Niemcy wykazali się wobec stolicy Polski wyjątkowym bestialstwem. Oprócz szturmowej dywizji SS rzucono do walki wyróżniające się niewyobrażalnym okrucieństwem odziały RONA (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa) renegata Bronisława Kamińskiego oraz opryszków z brygady SS-Oberführera Oskara Dirlewangera - degenerata, pedofila, zapiekłego nazisty. Ta wyjątkowa kanalia była człowiekiem walecznym i utalentowanym. Doktoryzował się w Wyższej Szkole Handlowej w Mannheim. Podczas I wojny światowej otrzymał Złoty Wirtemberski Medal za Odwagę, Żelazny Krzyż I klasy oraz Czarną Odznakę za Rany. To jego oddziały są odpowiedzialne za rzeź Woli i wyrżnięcie dużej części ludności Ochoty. Po wojnie Kamiński uniknął procesu i kary. Dirlewanger natomiast został aresztowany 1 czerwca 1945 r. we francuskiej strefie okupacyjnej i osadzony w więzieniu w Altshausen. Tydzień później znaleziono go w celi dosłownie rozszarpanego na kawałki. Służbę wartowniczą pełnili tam m.in. polscy żołnierze z 3. kompanii 29. Zgrupowania Piechoty Polskiej (3 compagne 29eme Groupement d’Infanterie Polonaise).