Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Kaczyński skazany na ośmiokrotne dożywocie...

13-09-2023 21:10 | Autor: Maciej Petruczenko
Osobom decydującym się na robienie kariery politycznej publiczność i media zwykły przyglądać się ze szczególną bacznością. Tym bardziej, że – jak wiadomo – polityka, mimo nieustannych deklaracji zaangażowanych w nią osób, podnoszących wagę kwestii moralnych – tak naprawdę z moralnością ma niewiele wspólnego. Zawsze bowiem najbardziej liczy się określona korzyść, materialna lub propagandowa. Media ujawniają, jak pozujący na bezinteresownego dobroczyńcę premier Mateusz Morawiecki może liczyć kolejne miliony złotych, wzbogacające faktycznie majątek rodzinny, choć oficjalnie nowe dobra spływają na konto jego żony, z którą ma we właściwym czasie wybraną rozdzielność majątkową.

Braciom bliźniakom Lechowi i Jarosławowi Kaczyńskim zanadto się nie przyglądano, gdy na przełomie politycznych epok, czyli po przełomie 1989, zajmowali wysokie stanowiska w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy i poprzez wspierane dzięki jego autorytetowi spółkę Telegraf i Fundację Prasową Solidarność uwłaszczyli swoje środowisko za pieniądze peerelowskich dygnitarzy na znaczącej części majątku utworzonego na pozór w formie spółdzielni koncernu prasowego RSW „Prasa, Książka, Ruch”. Cała rzecz była majstersztykiem polityczno-prawnym, w którym wykorzystano z jednej strony pozycje Kaczyńskich w nowym establishmencie, z drugiej zaś ciężkie miliony złotych finansowego wsparcia, którego chętnie udzielili wciąż jeszcze funkcjonujący, liczący zaś na załapanie się w nowej Polsce decydenci poprzedniego reżimu, a jak twierdzą niektórzy – również włoska mafia. W tamtym momencie istotny wkład finansowy w przedsięwzięcie dwóch braci, co na ekranie filmowym ukradli Księżyc, wniosła podobno skompromitowana później bankowym oscylatorem spółka Art-Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego.

W oczach opinii publicznej walczono wówczas o chodliwe tytuły prasowe, rozdzielane poniekąd po uważaniu przez Komisję Likwidacyjną RSW. Stąd przyznanie załodze mojej ukochanej firmy„Przegląd Sportowy”, mającej siedzibę przy alejach Jerozolimskich 125/127, własności wydawanego od 1921 roku tytułu – wszyscy (łącznie z nami, dziennikarzami) przyjęli z wielką radością. Będący również złotym jabłkiem na pozór „Express Wieczorny” przejęła Fundacja Solidarność z pomocą spółki Telegraf. Nie wdając się w szczegóły, wystarczy powiedzieć, że na wolnym już rynku parę osób zyskało gigantyczny, milionowy majątek, w którym sama popołudniówka „Express Wieczorny” nie miała wielkiego znaczenia, tym bardziej, że pod egidą nowych włodarzy rychło została doprowadzona do faktycznego upadku.

W rękach politycznego teamu Kaczyńskich znalazły się bowiem niezwykle wartościowe nieruchomości przy al. Jerozolimskich 125/127, Nowogrodzkiej 84/86 i Srebrnej 16. Jak dziś wspominają eksperci, w czasie zaledwie 10 miesięcy majątek spółki Telegraf wzrósł aż 140-krotnie... No i dał znakomity punkt wyjścia do działalności politycznej, a konkretnie – partyjnej, już w nowej RP.

W operacjach nominalnie biznesowych pomógł braciom m. in. obecny prezes Narodowego Banku Polskiego, a wtedy minister budownictwa Adam Glapiński. Nic dziwnego, że wkrótce powstała partia Porozumienie Centrum, a w dalszej perspektywie kolejne ugrupowanie – Prawo i Sprawiedliwość, na które niechcący sam zapracowałem kiedyś jako dziennikarz Przeglądu Sportowego, który obok Expressu Wieczornego był w okresie PRL dochodowym dziennikiem w obrębie RSW „Prasa, Książka, Ruch” – a obydwa pisma sprzedawano w kioskach spod lady.

Wszystkich tamtych ruchów bynajmniej nie mam braciom Kaczyńskim za złe. Choćby dlatego, że obaj angażowali się w działania opozycyjne wobec władców PRL. Szczerze mówiąc jednak, z wielkim szacunkiem traktowałem jedynie działania śp. Lecha Kaczyńskiego, bardzo porządnego prawnika, profesora nadzwyczajnego na Uniwersytecie Gdańskim, wcześniej dającego istotne oparcie rewolucji robotniczej w Trójmieście, a potem bardzo dobrego, moim zdaniem, prezesa Naczelnej Izby Kontroli, ministra sprawiedliwości i wreszcie prezydenta RP. Lech szanował prawo międzynarodowe i nasze relacje z Unią Europejską – w przeciwieństwie do swego brata Jarosława, który im mniej świata widział, tym bardziej się od niego odwraca. Tak samo, jak się odwraca w praktyce od kobiet, którym stwarza swoiste piekło przy poparciu podobnie jak on bezżennych ludzi Kościoła.

Jakże łatwo jest niemal całkowicie wykluczać aborcję, gdy nie grozi komuś opiekowanie się przez całe życie dzieckiem, które już w łonie matki było kaleką! Cóż to za sztuka, machnąć kropidłem w celu ochrzczenia nowo narodzonej istoty i na tym skończyć? A ta istota jest później skazana wraz z rodzicielką na wieloletnią mękę, uniemożliwiającą normalne życie. Ano właśnie: normalne, zgodne z prawem naturalnym, jak lubią pouczać księża. Tylko czy ich celibat jest zgodny z prawami natury i nie prowadzi w wielu wypadkach do dewiacji – co już w szerokim świecie udowodniono ponad wszelką wątpliwość, wskazując chociażby jakże liczne, odrażające wprost przypadki pedofilii?

Na arenie międzynarodowej nazwisko „Kaczyński” zyskało najpierw rozgłos za sprawą obywatela USA o polskich korzeniach – Theodore'a Johna Kaczyńskiego, skądinąd znakomity matematyka, który urodził się w maju 1942, a zmarł w czerwcu 2023 w drodze samobójstwa w więzieniu, skazany przez sąd na... ośmiokrotne dożywocie. Okazało się, że w pewnym sensie był podobnym nihilistą życiowym jak Kaczyński Jarosław, który nigdy nie założył rodziny i długo stronił od posługiwania się internetem, bo ten, jego zdaniem, służył tylko pijącym piwo degeneratom do oglądania filmów porno.

Theodore w pewnym momencie życia zamieszkał w chatce pozbawionej wszelkich wygód, albowiem przeciwstawiał się efektom rewolucji przemysłowej. Jednocześnie wysyłał pocztą różnym ludziom pakunki z bombą własnej roboty, w następstwie czego spowodował pomiędzy 1978 i 1995 zranienie 23 i śmierć trzech osób. W międzyczasie, będąc jeszcze nierozpoznanym mordercą, zdążył zamieścić w prestiżowych dziennikach USA swój przeciwstawiający się nowoczesności manifest. Takich manifestów Jarosław Kaczyński zdążył ogłosić już wiele. Czy musimy czekać na opłakane skutki działań człowieka, który w porównaniu z niewiele mogącym Kaczyńskim w USA, słynnym Unabomberem – stał się faktycznym dyktatorem Polski?

Wróć