Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy – najlepiej jednak, gdy kończy się muzyczną ucztą. Na finał trwającego od 4 lipca jazzowego maratonu zdecydowanie warto się wybrać. Adam Bałdych wraz ze swoim nowym kwartetem zapowiada wieczór pełen emocji, improwizacji i muzycznych kontrastów. Zespół wystąpi w składzie: Adam Bałdych – skrzypce i skrzypce renesansowe, Jacob Karlzon – fortepian, Daniele di Bonaventura – bandoneon oraz Michel Benita – kontrabas.
Każdy z tych artystów wnosi do projektu własny, niepowtarzalny świat muzyczny. Razem tworzą jednak wyjątkową całość, łącząc jazzową swobodę z precyzją i wrażliwością charakterystyczną dla muzyki klasycznej. W ich muzyce chwile skupienia przeplatają się z emocjonalnym napięciem, a wirtuozerskie improwizacje i odważne eksperymenty budują nowoczesną, wielobarwną narrację.
Warszawski koncert będzie polską premierą nowego projektu. Publiczność usłyszy materiał z albumu „Endless”, który ukaże się w sierpniu 2026 roku nakładem ACT i Imaginary Music. Bałdych zaprosił do współpracy znakomitych muzyków europejskiej sceny: włoskiego bandoneonistę Daniele di Bonaventurę, szwedzkiego pianistę Jacoba Karlzona oraz francuskiego kontrabasistę Michela Benitę. Wspólnie wyruszają w kontemplacyjną podróż przez muzyczne dziedzictwo Starego Kontynentu.
Adam Bałdych należy do grona najbardziej oryginalnych i cenionych europejskich skrzypków jazzowych. Koncertował i nagrywał z takimi artystami, jak Paolo Fresu, Joachim Kühn, Leszek Możdżer, Aaron Parks, Lars Danielsson, Nils Landgren czy Billy Cobham. Jest laureatem wielu prestiżowych nagród i wyróżnień, w tym niemieckiej nagrody ECHO Jazz oraz Fryderyka 2026 w kategorii muzyka klasyczna – crossover za album „Laeta Mundus”. Był również wielokrotnie nominowany do Fryderyków i nagrody „Koryfeusz Muzyki Polskiej”.
Festiwal dobiega końca, ale – sądząc po tytule koncertu – ta muzyczna opowieść może pozostać z publicznością znacznie dłużej niż jeden wieczór. „Endless” będzie więc nie tylko finałem tegorocznego Jazz na Starówce, lecz także zaproszeniem do podróży, do której – być może – rzeczywiście będzie chciało się wracać bez końca.