Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Polskimi ścieżkami po Wiecznym Mieście – Polacy nad Tybrem

15-07-2026 21:42 | Autor: Tekst i zdjęcia: dr Krzysztof Czubaszek, dyrektor Ursynowskiego Centrum Kultury „Alternatywy”
Rzym jest pełen polskich śladów. Silne związki z Wiecznym Miastem miała rodzina Sobieskich – przez kilkanaście lat brylowała tu na salonach królowa Marysieńka, a syn, wnuczka i dwaj prawnukowie króla Jana III zostali tu pochowani.

Największe zagęszczenie „polskich miejsc” znajduje się w okolicy słynnych Schodów Hiszpańskich, które z tej racji powinny nazywać się Schodami Polskimi (nazwa taka była zresztą rozważana). Naprzeciwko nich, przy via dei Condotti, znajduje się słynna Cafe Greco, założona w 1760 r. – a raczej znajdowała się, bo od kilku lat jest już niestety zamknięta. Na małą czarną zachodzili do niej nasi wielcy artyści, pisarze, malarze i inni twórcy, m.in. Adam Mickiewicza, Cyprian Kamil Norwid, Zygmunt Krasiński, Juliusz Słowacki, Henryk Sienkiewicz, Józef Ignacy Kraszewski, Władysław Reymont, Stefan Żeromski, Jan Parandowski, Jan Matejko, Aleksander Gierymski, Henryk Siemiradzki.

Ściśle rzecz biorąc, Schody Hiszpańskie to nazwa zwyczajowa i funkcjonująca w innych językach, bo po włosku nazywają się one Scalinata di Trinita dei Monti – od górującego nad nimi Kościoła Świętej Trójcy. Jego dwie wieże i ustawiony naprzeciwko fasady egipski obelisk stanowią charakterystyczny punkt widokowy w tej okolicy.

Norwid i Mickiewicz

W znajdującym się obok tego kościoła domu zakonnym często bywał Norwid. Zachwycał się znajdującym się tam freskiem Madonny z Lilią, zwanej Mater Admirabilis. Opisał go w 1852 r. w utworze „Legenda”. W 2001 r. odsłonięta została w klasztorze tablica z tekstem tego utworu oraz napisem w języku polskim i włoskim: „Na progu trzeciego tysiąclecia i w 180. rocznicę urodzin poety (1821–1883), który swą poezją sławił Mater Admirabilis, Rodacy”.

Z Kościoła Świętej Trójcy jest parę kroków do domu księży zmartwychwstańców przy via Sebastianello – zgromadzenia założonego w 1836 r. w Paryżu, m.in. przy udziale Adama Mickiewicza, którego członkowie pierwsze śluby zakonne przyjęli w 1842 r. w Rzymie. Oprócz pracy duszpasterskiej zajmowali się oni wspieraniem polskich emigrantów, w tym wielu naszych wybitnych twórców. Na dziedzińcu ich obecnej siedziby stoi marmurowa rzeźba Mikołaja Kopernika z 1873 r., dłuta Tomasza Oskara Sosnowskiego.

Wracając zaś do Norwida, to w latach 1847–1848 mieszkał on niedaleko Kościoła Świętej Trójcy – przy via Sistina 123. Upamiętnia to tablica na fasadzie kamienicy, zawieszona w 150. rocznicę urodzin poety. Z swego mieszkania autor „Promethidiona” miał blisko do Kościoła św. Klaudiusza przy Piazza di San Silvestro, który w tym czasie użytkowany był przez księży zmartwychwstańców. To tam właśnie 27 marca 1845 r. przystąpił do bierzmowania, przyjmując imię Kamil, którym się później posługiwał razem z imieniem z chrztu. Świątynia ta była też przystanią dla innych Polaków, a wielu zostało tu nawet pochowanych. Podczas remontu przeprowadzonego w latach 1956–1958 usunięte zostały ich epitafia, a nazwiska ich umieszczono na zbiorczej tablicy zawieszonej w zakrystii.

Do kościoła tego miał też blisko Adam Mickiewicz, który w 1848 r. mieszkał przy via del Pozzetto 113. Upamiętnia to tablica zawieszona w 1877 r. na domu, w którym podczas Wiosny Ludów nasz wieszcz zakładał Legion Polski i pisał „Skład zasad”, w którym postulował równość wszystkich obywateli wobec prawa i urzędów, uwłaszczenie chłopów i przyznanie im ziemi na własność, równouprawnienie kobiet oraz wszystkich narodowości, a także specjalne poszanowanie dla narodu żydowskiego, nazywanego w tekście „starszymi braćmi”. Stąd udał się na audiencję u Piusa IX, by prosić go o poparcie dla walki o wolność narodów (tak zwanej „sprawy włoskiej i słowiańskiej”) oraz błogosławieństwo dla tworzonych oddziałów. Papież jednak odesłał go z kwitkiem. Nie on pierwszy i nie ostatni ponad naszą niepodległość przedkładał swój święty spokój, a demokratyzację życia społecznego miał za radykalizm i herezję.

Quo vadis, Domine?

Niedaleko Schodów Hiszpańskich znajduje się jeszcze jeden polski ślad – tablica na Hotelu d’Inghilterra przy via Bocca di Leone 14, informująca o pobycie w tym miejscu w 1893 r. Henryka Sienkiewicza, zawieszona w 50. rocznicę śmierci autora „Quo vadis” (w 1966 r.). To zresztą niejedyne upamiętnienie naszego pisarza. Całkiem niedaleko, bo w Parku Villa Borghese, stoi jego okazały pomnik, autorstwa Czesława Dźwigaja, odsłonięty w 2006 r. Dodajmy, że idąc doń z Placu Hiszpańskiego, przy via del Babuino 165 zobaczymy dom, w którym w 1836 r. mieszkał Juliusz Słowacki, co upamiętnia tablica umieszczona tam z okazji 150. rocznicy urodzin poety (w 1959 r.). Natomiast jedna z alejek we wspomnianym parku nosi imię Adama Mickiewicza.

Komu mało Sienkiewicza w Rzymie, może udać się na południowo-wschodnie przedmieścia, do kościółka Santa Maria delle Piante, zwanego „Domine Quo Vadis”, stoi on bowiem przy starożytnej Via Appia (Drodze Appijskiej), na której, według legendy, uciekający z Wiecznego Miasta przed prześladowaniami św. Piotr spotkał Jezusa. Gdy go zapytał, dokąd idzie, usłyszał, że jego zmartwychwstały Pan wraca do miasta, by zostać ponownie ukrzyżowanym. Zawstydzony apostoł zawrócił i zginął jak jego Mistrz, tyle że zawisł na wzgórzu watykańskim głową do dołu.

Autobus z centrum miasta jedzie tam ponad godzinę, ale warto poświęcić tyle czasu na dojazd nie tylko ze względu na związaną z tym miejscem legendę będącą zaczynem powieści, która rozsławiła naszego krajana na całym świecie i przyniosła mu literackiego Nobla. Od 1977 r. w kościele „Domine Quo Vadis” znajduje się popiersie Henryka Sienkiewicza, autorstwa Bogusława Langmana. Można też zobaczyć kopię kamienia, w którym odciśnięte zostały stopy Jezusa (to kwestia wiary) – pierwowzór znajduje się w Bazylice św. Sebastiana.

Jest tam jeszcze jedna interesująca kopia – figury Chrystusa Odkupiciela. Oryginalne dzieło, które wyrzeźbił Michał Anioł, znajduje się w Bazylice Santa Maria sopra Minerva. Uwagę zwraca materiałowa spódniczka, w którą został ubrany Zbawiciel z kościoła przy Via Appia. Temu z bazyliki w dobie potrydenckiej kontrreformacji dodano metalową przepaskę okrywającą wstydliwe miejsca. Pierwotnie jednak Syn Boży był zupełnie nagi, jak greccy i rzymscy herosi, stworzony został bowiem w duchu renesansowej fascynacji ludzkim ciałem. Jak się okazuje, istnieje jeszcze trzeci egzemplarz tego dzieła, rozpoczęty przez Michała Anioła i dokończony przez nieznanego artystę. Podziwiać go można w Kościele San Vincenzo w Bassano Romano – tamten Mesjasz nie ma na sobie niczego.

Gdy mowa o krzyżu, to warto dodać, że Via Appia jest powiązana z tym narzędziem tortur i egzekucji nie tylko przez osoby Jezusa i św. Piotra. Pod koniec powstania Spartakusa (lata 73–71 p.n.e.) rzymski wódz Marek Licyniusz Krassus ukrzyżował wzdłuż całej stukilometrowej trasy z Kapui do Rzymu ok. 6 tysięcy pojmanych niewolników. Egzekucje te miały być ostrzeżeniem przed kolejnymi buntami. Do dziś natomiast stoją przy tej bodaj najsłynniejszej antycznej drodze pozostałości starożytnych budowli. Jedną z nich jest Grób Gety z III w. n.e., przypisywany synowi Septymiusza Sewera i Julii Domny, bratu Karakalli.

Gniazdo rodzinne Sobieskich

Idąc od Schodów Hiszpańskich w stronę via Sistina, warto zatrzymać się przy Palazzo Zuccari. W tym zbudowanym pod koniec XVI w. pałacu, nazywanym Domem Potworów z powodu portalu i okien w kształcie wielkich paszcz, zatrzymywali się przybywający do Rzymu polscy wysłannicy królewscy, m.in. kanclerz wielki koronny Jerzy Ossoliński, który zasłynął tym, że wjeżdżając w 1633 r. do Wiecznego Miasta, gubił złote podkowy, by pokazać potęgę kraju, z którego przybywał. Później przez dwanaście lat (1702–1714) mieszkała tu królowa Marysieńka, wdowa po Janie III Sobieskim. Uczyniła z tego miejsca centrum życia kulturalnego XVIII-wiecznego Rzymu. Na jej polecenie dobudowano sześciokolumnowy portyk w stylu toskańskim i umieszczono w nim herby Rzeczypospolitej Obojga Narodów (Orzeł i Pogoń) oraz rodów Sobieskich (tarcza) i d’Arquien (trzy jelenie). W XIX w. w miejscu tym bywali luminarze polskiej kultury – m.in. Zygmunt Krasiński i Józef Ignacy Kraszewski, który zatrzymał się w nim na pewien czas podczas pobytu nad Tybrem i opisał to miejsce w „Kartkach z podróży 1858–1864 r.”.

W Pałacu Zuccari mieszkał też syn króla Jana III – Aleksander Sobieski, który osiadł na stałe w Rzymie w 1710 r. i przebywał w nim do przedwczesnej śmierci (w wieku 37 lat) w 1714 r. Kazał pochować się w habicie mnicha w Kościele Kapucynów – jego nagrobek, wyrzeźbiony przez Camilla Rusconiego, do dziś jest ozdobą tej świątyni.

Jeszcze krócej żyła jego bratanica, wnuczka króla Jana III – Maria Klementyna Sobieska (1701–1734), ale za to spoczęła w Bazylice św. Piotra! Jej okazały nagrobek stworzył Antonio Canova. Była żoną Jakuba III Stuarta (1688–1766), katolickiego pretendenta do tronu Anglii, Szkocji i Irlandii. Do Rzymu zaprosił ich sam papież Klemens XI, który widział w nich obrońców wiary, dlatego też i ona, i jej mąż oraz dwaj synowie, Karol Edward Stuart (1720–1788) oraz kardynał Henryk Benedykt Stuart (1725–1807), dostąpili zaszczytu pochówku w sercu Watykanu (prochy tego pierwszego zostały pośmiertnie sprowadzone z Frascati). Ich pomniki usytuowane są naprzeciwko siebie po prawej stronie bazyliki (patrząc od ołtarza), tuż przy głównym wyjściu.

Święci i uczony

Polskie ślady w Rzymie sięgają głębiej niż XIX i XVIII w. Z XVI stulecia mamy dwóch naszych rodaków pochowanych w ważnych świątyniach.

W Bazylice Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu spoczywa i jest upamiętniony naściennym nagrobkiem z popiersiem, tuż przy prezbiterium, Stanisław Hozjusz (1504–1579) – humanista, poeta, sekretarz króla Zygmunta Starego, biskup chełmiński i warmiński, kardynał, przedstawiciel dyplomatyczny Rzeczypospolitej w Państwie Kościelnym. W latach 1569–1579 przebywał w Rzymie. Był członkiem kilku watykańskich dykasterii i prowadził starania o spadek po królowej Bonie. Będąc jednym z czołowych przywódców polskiej i europejskiej kontrreformacji, prowadził uczone dysputy z ewangelikami, zaciekle sprzeciwiał się tłumaczeniu Biblii na języki narodowe i odprawianiu w nich nabożeństw, tym samym opowiadając się za utrzymywaniem ludu w ciemnocie. Twierdził: „ten co mniej rozumie, jest zazwyczaj bardziej pobożny. Ci, którzy wszystko w kościele rozumieją, nabierają łatwo pogardy dla religii, ci, którzy niczego nie rozumieją, są pełni podziwu dla wszystkiego, co związane z Kościołem” („Dzieje Polski a współczesność”, Warszawa 1966). Gdy dodamy do tego, że wieść o masakrze protestantów w noc św. Bartłomieja w Paryżu sprawiła mu „niewysłowioną rozkosz”, będziemy mieli obraz zaiste wysoce nieprzyjemnej postaci.

Hozjusz miał wpływ na życie Stanisława Kostki (1550–1568), któremu ułatwił dostanie się do jezuickiego Collegium Nobilium w Wiedniu. Przyszły święty, jeden z najbardziej znanych i czczonych w Polsce, trafił do tej elitarnej szkoły w 1564 r., a trzy lata później przybył do Rzymu. Tam ów chorowity chłopaczyna oddawał się przeróżnym umartwieniom i modlitewnym ekstazom, co spowodowało wycieńczenie organizmu i śmierć. I za to został w 1606 r. beatyfikowany, a w 1726 r. wyniesiony na ołtarze.

Stanisław Kostka pochowany został w Kościele św. Andrzeja na Kwirynale. W świątyni jest jego sarkofag, a w klasztorze, w celi na pierwszym piętrze, urządzono poświęconą mu kaplicę, w której znajduje się rzeźba przedstawiająca 18-latka na łożu śmierci, autorstwa Pierre’a Legrosa z około 1700 r., wykonana z marmuru o różnych barwach. Z kolei w 1960 r. na ścianie w przedsionku zawisła tablica z polskim tekstem Cypriana Kamila Norwida, w którym znany z religijnych uniesień poeta, bywający w tym miejscu i zachwycający się nim, opisał je kwiecistymi słowy.

Inny nasz święty związany jest z Bazyliką św. Bartłomieja na Wyspie Tybryjskiej. Znajduje się tam najstarsza podobizna św. Wojciecha (ok. 956–997), który był wprawdzie Czechem, ale został patronem Polski, więc jest jakby nasz.

Św. Wojciech przebywał w Rzymie dwa razy – w latach 990–992 oraz w 996 r. Niedługo po jego śmierci z rąk Prusów, bo już w 998 r., jego przyjaciel cesarz Otto III ufundował na wysepce pośrodku nurtu Tybru kościół pod wezwaniem świętego (Sławnikowic został nim formalnie w 999 r.), w 1000 r. przekazał doń relikwie misjonarza, a w XI w. wizerunek patrona Polski został umieszczony na kamiennej studzience. Jest on o sto lat starszy od tego z naszych Drzwi Gnieźnieńskich. W późniejszych wiekach świątynia była wielokrotnie przebudowywana, w XII w. zyskała nowego patrona (św. Bartłomieja), ale owa cenna cembrowina dotrwała do dziś i umieszczona jest w schodach do prezbiterium.

Mitoraj i Jan Paweł II

Chodząc po Wiecznym Mieście polskimi ścieżkami, nie można pominąć rzeźb Igora Mitoraja (o którym w ostatnim czasie jest głośno z racji otwarcia jego muzeum w toskańskim mieście Pietrasanta). By je zobaczyć, trzeba udać się do Bazyliki Santa Maria degli Angeli e dei Martiri, zbudowanej w XVI w. na ruinach starożytnych Term Dioklecjana, gdzie podziwiać można drzwi naszego artysty, z charakterystycznymi dla niego postaciami aniołów i świętych. Ukończył je w 2005 r., a cztery lata później podobne wykonał dla Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na warszawskim Starym Mieście.

Stamtąd trzeba przedostać się na Piazza Monte Grappa, żeby zobaczyć fontannę z potężną głową kobiety – bogini uosabiającej Wieczne Miasto (Dea Roma). Tworząc ją, Mitoraj nie sięgnął po ulubiony materiał, czyli brąz – wykuł swoje dzieło w jakże rzymskim kamieniu, jakim jest trawertyn. Stanęło ono pośrodku niewielkiego zieleńca w 2003 r.

Niedaleko wspomnianej wyżej Bazyliki Matki Bożej Anielskiej i Męczenników, na placu o wdzięcznej nazwie Piazza dei Cinquecento, stoi rzeźba wprawdzie nie Mitoraja, ale także „nasza”, bo przedstawiająca papieża Jana Pawła II. To oryginalne dzieło (postać jest wydrążona w środku tak, że można się w niej schować) stworzył w 2012 r. Oliviero Rinaldi i nazwał je „Rozmowa”.

A o tym, że jest w Rzymie jeszcze jedno miejsce związane z „naszym papieżem”, czyli jego grób w bocznej nawie Bazyliki św. Piotra, można by nawet nie wspominać, bo wiedzą o tym wszyscy przybywający do Wiecznego Miasta Polacy.

To oczywiście nie wszystkie „polskie miejsca” w Wiecznym Mieście. Jest ich znacznie więcej, a tu opisałem tylko te, które udało mi się zobaczyć podczas trzydniowego wypadu nad Tybr. Tym, którzy chcieliby się dobrze przygotować do wędrówek śladami naszych rodaków w Rzymie, polecam przykładowe lektury, z którymi zapoznałem się przed podróżą: Marek Bogucki, „Polacy w Rzymie. Od czasów Mieszka I do Jana Pawła II”; Adam Broż, „Rzym po polsku” (pozycje lżejsze, przewodnikowe); Maria Irena Kwiatkowska, „Polacy w Rzymie w wiekach XIX–XX” (opracowanie o walorach naukowych).

Wróć