Były niemiecki kanclerz Olaf Scholz uznał (po 2022 r.), że w związku z powyższym, sprawa reparacji jest zamknięta. Podobne stanowisko od „zawsze” prezentuje Erika Steinbach, która stawia publicznie kwestię odszkodowań dla Niemców z Ziem Odzyskanych. Stanowisko Niemców ma – niestety - oparcie także w rokowaniach zjednoczeniowych z przełomu 1990 i 1991 r., gdy doszło do rozmów „2+4”, tj. NRD-RFN oraz ZSRR-USA-Wielkiej Brytanii-Francji. Rezultatem był podpisany w Moskwie we wrześniu 1990 r. traktat o ostatecznej regulacji w stosunku do Niemiec. Dokument ten nie miał jednak charakteru traktatu pokojowego, co zdaniem wielu jest sukcesem dyplomatów i polityków Berlina. Dzięki temu – zdaniem wielu badaczy – Niemcy nie muszą uregulować, m.in. kwestii związanych z reparacjami. Także ówczesny prezydent Bush stwierdził, że USA nie są skłonne rozpatrywać polskich roszczeń (G.Kucharczyk, K. Rak, Piekielni sąsiedzi. Wyd. „Bellona” 2024, s. 470-471).
22 lipca 1944 r. w Chełmie ogłoszony został „Manifest Lipcowy”, będący programem politycznym utworzonego w ZSRR „Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego” (PKWN). Działo się to w czasie, gdy w Londynie funkcjonowały emigracyjne, ale legalne władze Rzeczypospolitej, uznane przez wszystkich koalicjantów (a do 25 kwietnia 1943 r. także przez ZSRR). PKWN, tj. ustanowiony w Moskwie przez Stalina „organ władzy”, już 26 lipca 1944 r. podpisał porozumienia w sprawie wschodniej granicy Polski („na Bugu”) oraz w sprawie przesiedleń ludności. Tego samego dnia rząd ZSRR uznał PKWN za pełnoprawnego gospodarza ziem polskich, mogącego nabywać prawa i zaciągać zobowiązania w imieniu państwa polskiego, co w rok później – ze zmianami wprowadzonymi przez Roosevelta i Churchilla – zostało potwierdzone przez prawnomiędzynarodowe uznanie władz w Warszawie.
W sierpniu 1945 r. w Moskwie delegacja „Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej” z B. Bierutem na czele, prowadziła negocjacje w sprawie ostatecznego kształtu polskiej granicy z ZSRR oraz w sprawie podziału niemieckich reparacji pomiędzy ZSRR a Polskę, zgodnie z układem poczdamskim. Dnia 16 sierpnia podpisano na Kremlu umowę o granicy oraz umowę o reparacjach za szkody podczas niemieckiej okupacji.
W.T. Kowalski – historyk dziejów PRL stwierdził, że Mołotow przedstawił wówczas, m.in. wyliczenie zysków i strat związanych z przesunięciem granic Polski. „Z jego oceny wynikało, że wartość gospodarcza ziem przyłączonych do ZSRR określa się cyfrą 3600 mln dolarów, podczas gdy wartość ziem zachodnich określa się cyfrą 9500 mln dolarów, w tym wartość instalacji i maszyn 1750 mln dolarów. Z tej ostatniej sumy przed konferencją poczdamską ZSRR wywiózł sprzęt wartości 500 mln dolarów. Ogólne saldo jest więc korzystne dla Polski, a różnica wynosi prawie 6 miliardów dolarów. Dojdą do tego jeszcze reparacje, które zgodnie z układem poczdamskim mają się zawierać w kwocie reparacji dla ZSRR”.
Sowieci chcieli, aby w zamian (za ów zysk) Polska dostarczała do ZSRR, przez pięć lat, węgiel po cenie umownej. „… delegacja polska w Moskwie postanowiła przyjąć propozycje radzieckie w sprawie węgla, tym bardziej że ZSRR zobowiązał się dostarczyć Polsce 50 tys. jeńców niemieckich do wydobywania węgla. Natomiast ze swej strony rząd ZSRR zrzekła się >> na rzecz Polski wszelkich pretensji do mienia niemieckiego i innych aktywów, jak również do akcji niemieckich przedsiębiorstw przemysłowych i transportowych na całym terytorium Polski, łącznie z tą częścią Niemiec, która przechodzi do Polski<<”.
W czasach PRL krążył taki dowcip-pytanie: jakiemu zawodowi powinni być Polacy najbardziej wdzięczni? – Kolejarzom! Dlaczego? Bo gdyby nie oni, to węgiel na własnych plecach nosilibyśmy do Rosji!
W wyniku negocjacji w Moskwie ustalono także, iż Polska jest uprawniona do 1/7 reparacji otrzymywanych przez ZSRR z Niemiec. Zapisano to następująco:
„Polska uzyska 15% wszystkich dostaw reparacyjnych z radzieckiej strefy okupacyjnej, które będą realizowane po konferencji poczdamskiej.
Polska uzyska 30% wszystkich dostaw, jakie przekazane zostaną ZSRR ze stref zachodnich, po konferencji poczdamskiej, z tym, że połowa tej kwoty, tj. 15%, zostanie zrekompensowana równowartością innych towarów pochodzących z Polski”.
(Wszystkie dane za: W.T. Kowalski, Walka dyplomatyczna o miejsce Polski w Europie 1939-1945. „Książka i Wiedza”, Warszawa 1972, s. 753-755).
Czy znane są rozliczenia zobowiązań opisanych wyżej? Co opinia publiczna w Polsce wie na ten temat? W tym miejscu należy przypomnieć także, iż: Według danych sowieckiego Centralnego Urzędu Statystycznego Sowieci zdemontowali w granicach dzisiejszej Polski łącznie 1119 przedsiębiorstw. Podpisane 6 marca 1945 r. przez Stalina rozporządzenia (nr 16) Państwowego Komitetu Obrony w sprawie demontażu fabryk, obejmowało nie tylko tereny należące przed II wojną światową do Rzeszy Niemieckiej, ale także m.in. Sosnowiec, Dąbrowę Górniczą, Częstochowę, Katowice, Zgodę, Chorzów, Siemianowice, Poznań, Bydgoszcz, Grudziądz, Chojnice, Dziedzice, Oświęcim i Chrzanów (B.Musiał, Wojna Stalina. 1939-1945. Terror, grabieże, demontaże, Wyd. Zysk i S-ka, Poznań, b.d.w., s. 283).
Sowieci zabierali wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Oprócz maszyn i innych dóbr inwestycyjnych rekwirowano płody rolne, artykułu spożywcze, nawet sól (9 tys. ton z Inowrocławia), a z Torunia wywieziono również 8 miejskich śmieciarek. W Oświęcimiu „Sowieci zdemontowali część baraków, wyposażenie pralni, rzeźni, kuchni dla esesmanów, stacji transformatorów i kotłowni zakładów zbrojeniowych „Union Werke” położonych na terenie obozu” (D. Kaliński, Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski? Wydawnictwo „Ciekawostki Historyczne Pl.”, Kraków 2017, s. 138 i 140).
Dla sowieckiej propagandy (w stosunku do Zachodu) szczególnie trudne było uzasadnienie tych grabieży, albowiem byliśmy w grupie sojuszników ZSRR, a wojnę z Rzeszą prowadziliśmy prawie dwa lata dłużej. Być może właśnie dlatego Sowieci w pierwszej kolejności (jeszcze w trakcie działań wojennych) grabili terytoria polskie, a dopiero później tereny przyszłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Chodziło o stworzenie sytuacji, w której dokonane zniszczenia mogłyby być zarówno efektem działalności wycofujących się Niemców, jak też wynikiem działań wojennych. Takie prawdopodobieństwo zwiększał fakt podpalenia przez czerwonoarmistów wielu ograbionych obiektów. Na przełomie 1944 i 1945 r., wobec przekraczania przez sowieckie armie przedwojennych granic Rzeszy, władze radziecki stworzyły „państwowe” ramy grabieży. „prawdę mówiąc, zmierzając do Niemiec przez Polskę, Czechosłowację i Węgry, nie zawsze miały one (oddziały radzieckie – przyp. LK) jasne wyobrażenie o tym, gdzie właściwie zaczynają się Niemcy” (N. Davies, Europa walczy 1939-1945. Nie takie proste zwycięstwo. Kraków 2008, s. 437).
W ZSRR utworzono rozbudowany, państwowy system grabieży. Szefem Głównego Zarządu Zdobyczy Wojennych, przy Sztabie Generalnym Armii Czerwonej, został gen. dyw. Fiodor Wachitow. Gen. Nikołaj Bułganin – zastępca ludowego komisarza obrony – wydał rozkaz, w którym doprecyzował, co należy rozumieć pod pojęciem „zdobyczy wojennych”. Są to następujące obiekty i dobra: „zakłady, majątki ziemskie, dwory, magazyny, spichlerze, sklepy z wszelkim asortymentem, maszyny rolnicze, artykuły spożywcze, paliwo, pasza, bydło, porzucony sprzęt gospodarstwa domowego i inne przedmioty, które nasze wojska zdobyły w miastach, wsiach i centrach przemysłowych znajdujących się na terytorium nieprzyjaciela”. (B. Musiał, Wojna Stalina. 1939-1945. Terror, grabieże, demontaże, Wyd. Zysk i S-ka, Poznań, b.d.w., s. 265). Pod koniec lutego 1945 r. w oddziałach „trofiejnych” Armii Czerwonej służyło 80 tys. osób. Do tego należy doliczyć jeńców oraz cywilną ludność niemiecką, ale także polską, którą zmuszano do prac rozbiórkowych. Demontowano elektrownie (np. w Zabrzu), co często wstrzymywało produkcję w okolicznych fabrykach i kopalniach. Rabowano wszelkiego rodzaju obrabiarki (do listopada 1946 r. – 40971 obrabiarek skrawających) oraz silniki elektryczne (66127) i spalinowe. Demontowano linie kolejowe, lub system trakcji elektrycznych tych linii, czego przykładem jest linia kolejowa z Wrocławia, przez Jelenią Górę do Szklarskiej Poręby i Zgorzelca (decyzja Stalina z 8 lipca 1945 r.). Łącznie Sowieci na terenach w granicach obecnej Polski zdemontowali ok. 5500 km linii normalnotorowych. Największym jednak zainteresowaniem cieszyły się niemieckie zakłady produkcji paliw syntetycznych w Blachowni Śląskiej, Zdzieszowicach i Policach. Podczas czterech miesięcy demontażu Blachowni, trofiejne oddziały wywiozły 164400 ton materiałów i urządzeń na 9723 wagonach. Z Polic Sowieci wywieźli 180 tys. ton na 13856 wagonach.
Sowieci po zajęciu niemieckich terenów, przyznanych międzynarodowymi umowami Polsce, ustanawiali tam swoje komendantury wojenne. Komendanci mieli ogromne (wojenne) uprawnienia, mogli także powoływać polską administrację, ale w wielu miejscach ociągali się z tym niekiedy przez wiele miesięcy. Zazwyczaj opóźnienia te związane były z nieukończonym rabunkiem wielkich zakładów przemysłowych, np. stoczni w Szczecinie, Gdańsku i Elblągu. Także tam, gdzie istniała już polska administracja, komendantury sowieckie administrowały obiektami przemysłowymi i dopiero po ich zgodzie, przekazywane były w polskie ręce. Bardzo często powołana administracja obsadzana była Niemcami, których wielu komendantów wyraźnie faworyzowało, np. we Wrocławiu, Jeleniej Górze i Białogardzie. Często okazywało się, że sowieckie trofiejne oddziały przeoczyły jakiś składnik mienia, a obiekt został przekazany już Polakom. Niekiedy Sowieci wracali po „swoje”, ale często polska administracja stawiała opór. Dariusz Kaliński przytoczył taki przypadek z Gdańska, gdzie do obrony mienia stoczni przed Sowietami, wezwany został stacjonujący we Wrzeszczu 55. Pułk Piechoty Wojska Polskiego. (D. Kaliński, Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski? Wydawnictwo „Ciekawostki Historyczne Pl.”, Kraków 2017, s. 132).
Znaczna część zrabowanych dóbr nie została nigdy spożytkowana zgodnie z przeznaczeniem. Tym niemniej „ogromne łupy wojenne w postaci nowoczesnych maszyn i technologii umożliwiły temu krajowi (ZSRR – przyp. LK) gruntowną modernizację i znaczącą rozbudowę gospodarki – przede wszystkim przemysłu zbrojeniowego”. (B.Musiał, Wojna Stalina. 1939-1945. Terror, grabieże, demontaże. Poznań, b.d.w., s. 371).
Powyższy tekst jest przyczynkiem do próby szerszego spojrzenia na zagadnienie reparacji. Nie stawiam wniosków, ale zachęcam do głębszych przemyśleń i badań, np. na temat realizacji zobowiązań zawartych w umowie z 16 sierpnia 1945 r. (Polsko-radziecka umowa w spraw wynagrodzenia szkód wyrządzonych przez okupację niemiecką – tzw. umowa reparacyjna i węglowa). Zachęcam także do lektury źródłowych opracowań, takich jak: K.H.Roth, H. Ruebner, Wyparte, odroczone, odrzucone. Niemiecki dług reparacyjny wobec Polski i Europy, Poznań 2020.
Niemieckie reparacje wojenne dla Polski stały się w naszym państwie atutem politycznym w walce o władzę. Nie ma chyba Polaka, który nie chciałby aby stały się faktem, stąd poparcie, ale...
Fot. NAC