Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

ZAWINIŁEM...

13-09-2023 21:08 | Autor: Wojciech Dąbrowski
Przemyślenia nauczyciela z 58-letnim stażem.

Zaczynając rok szkolny, będę nieco frywolny,

I o swoich rozterkach opowiem.

Jaki błąd popełniłem, kiedy w szkole uczyłem?

Jacy teraz są moi uczniowie?

 

Wielu z nich to doktorzy, profesorzy, aktorzy,

Ich dorobek powiększa się z wiekiem.

Mam powody do dumy, kształtowałem ich umysł,

Każdy z nich został dobrym człowiekiem.

 

Gdy się z nimi widuję, każdy szczerze dziękuje,

Za mój trud, wspólny czas, dobre rady.

Mówią: Rzecz to niezwykła, dobry dałeś nam przykład,

I wpoiłeś nam pewne zasady.

 

Dziennikarze, lekarze, naukowcy ze stażem,

I sportowcy bijący rekordy,

Mimo dobrych wyników, słyszę z ust polityków,

Że to same zdradzieckie są mordy!

 

Moja wina! Cholera! Okazuje się teraz,

Że bon ton nie przydaje się w życiu,

Żeby na wierzch wypłynąć, trzeba być szumowiną,

Razem z mafią sPiSkować w ukryciu.

 

Smutny los pedagoga. Dokąd wiodła ta droga?

Komu bardziej należą się piątki?

Wybrać rozwój talentu, czy nauczyć przekrętów?

Jak na lewo pomnażać majątki?

 

Mogłem uczyć machlojek, kręcić lody we dwoje,

By miał uczeń smykałkę do kantów,

By przykładem dziś świecił, czerpiąc zysk z chorych dzieci

I łapówki brał od imigrantów.

 

Gdybym miał choć jednego wychowanka takiego,

Co był w szkole łobuzem i drabem,

Co kolegów okradał (to zaleta, nie wada),

Dziś wyborczym kierowałby sztabem.

 

Gdybym kiedyś pozwolił bić sadyście do woli,

Żeby w klasie dał łomot dziewczynkom,

By kobietom ubliżał, nie szanował, poniżał,

Byłby teraz wyborczą jedynką.

 

Mógłby ktoś, dajmy na to, zostać dzbanem lub szmatą,

A ja, cóż? Nie sprawdziłem się całkiem.

Mogłem przecież hippisa, na swych rękach kołysać,

To by w sejmie był wicemarszałkiem.

 

Czy nie lepiej by było, żeby tak się zdarzyło,

By ktoś był hochsztaplerem i zerem?

A mnie, z żalem to piszę, inny trafił się Zbyszek,

Lecz bez szans na partyjną karierę.

 

Gdybym dla polityki tolerował wybryki,

Do matury dopuściłbym osła,

Chociaż raz przymknął oko, to by zaszedł wysoko,

A ja bym znajomego miał posła.

 

Gdybym was, ananasy przepchnął z klasy do klasy,

Zwłaszcza gdy sam kurator naciskał,

Mógłbym wznieść toast szkocką, pijąc za Nowogrodzką

I intratne miał dziś stanowiska.

 

Rolą nauczyciela - za wzór stawiać Daniela,

O Prezesie już nawet nie wspomnę.

Gdybym wiązał nadzieje z Mateuszem, Andrzejem,

Miałbym teraz zasługi ogromne.

 

Gdybym tak, przyznać muszę, mógł się chwalić Januszem,

Każdy wie, że to szczyt intelektu!

A tak… mam na sumieniu, tych co muszą żyć w cieniu.

Moja praca nie dała efektu.

 

Uczeń ma być bezduszny, rozmodlony, posłuszny,

Nie zadawać trudnego pytania,

A do tego, broń Boże! Samodzielnie nie może

Myśleć ani własnego mieć zdania.

 

A ja? Czego uczyłem? Dzisiaj wiem! Zawiniłem!

Przestarzałe mam wzorce kultury.

Wszystko poszło na marne! Uświadomił mi Czarnek,

Że dziś innej potrzeba matury.

 

© MKWD (Muzyczny Kabaret Wojtka Dąbrowskiego)

Wróć