Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Cholesterol – naukowe kłamstwo?

08-11-2023 20:30 | Autor: Tadeusz Porębski
Pisałem kilka lat temu o statynach (leki antycholesterolowe), które masowo zapisuje się pacjentom z podwyższonym poziomem cholesterolu. Norma jest co kilka lat obniżana. Jak najdalej sięgam pamięcią, wynosiła 250 mg/dl i obowiązywała przez długie lata. Po kilku zmianach wynosi dzisiaj do 190 mg/dl, natomiast frakcja LDL (tzw. zły cholesterol) nie może przekraczać 115 mg/dl. Norma 115 mg/dl dotyczy jednakowoż osób zdrowych, natomiast dla pacjentów po zawale serca wyznaczono w Polsce normę LDL do 55 mg/dl. Należy wiedzieć, że poza granicami naszego kraju do poziomu cholesterolu nie podchodzi się tak histerycznie jak u nas. W Niemczech jest to wartość 250-300 mg/dl, we Francji oraz Anglii normy plasują się na podobnym poziomie. Natomiast normy w USA sięgają wielkości 300 mg/dl i więcej!

Żaden ze znanych mi lekarzy nie potrafił wyjaśnić, czym organizm mój i innych Polaków różni się od organizmów Niemców, Francuzów, czy Jankesów. Sam dotarłem do wiarygodnych zachodnich źródeł naukowych i okazało się, że według zachodnich medyków zawał serca, udar mózgu, czy choroba niedokrwienna serca nie mają bezpośredniego związku z wysokością stężenia cholesterolu we krwi. Dotarłem też do głęboko ukrytego w sieci raportu lekarzy jednej z klinik w Heidelbergu (mekka niemieckiej medycyny), gdzie tamtejsi patolodzy wypreparowali blaszkę miażdżycową ze zwłok pacjenta zmarłego na zawał serca. Okazało się, że blaszka to przede wszystkim wapń, który trzeba było rozbijać młotkiem. Cholesterolu było w niej tyle, co kot napłakał.

Co to w ogóle jest cholesterol? To związek tłuszczowy wytwarzany w wątrobie i w jelicie. Odgrywa kluczową rolę w produkcji kwasów żółciowych, hormonów steroidowych (testosteron, estradiol, progesteron, kortyzol) oraz witaminy D3, powstającej w skórze w wyniku ekspozycji na światło słoneczne. Cholesterol jest również składnikiem wszystkich błon komórkowych ludzkiego organizmu i chroni przed niekontrolowanym namnażaniem się komórek nowotworowych. Jest to więc związek bardzo pożyteczny dla organizmu. Czemu więc systematycznie obniża się w Polsce i kilku innych krajach Europy jego normy? Można się tylko domyślać. Od ponad 30 lat producenci statyn księgują zyski liczone w dziesiątkach miliardów dolarów rocznie. Za komercyjnym sukcesem tych specyfików stoi sztucznie nakręcony lęk przed cholesterolem, ocierający się o histerię, który od lat siedemdziesiątych XX wieku wtłacza w głowy lekarzy i pacjentów przemysł farmaceutyczny.

Prowadząc zakrojoną na gigantyczną skalę akcję promocyjną, korporacje farmaceutyczne, mające coraz ściślejsze związki biznesowe ze światem medycyny, skutecznie poszerzają rynki dla swoich produktów, oddziałując na środowiska naukowe, które zaostrzają w tym celu normy cholesterolu. Tym samym, poszerzają liczebność grup kwalifikujących się do terapii statynami. Jednak od kilku lat narasta wśród naukowców sceptycyzm nie tylko wobec stosowania samych leków, ale również wobec teorii o szkodliwości cholesterolu. Coraz odważniej mówi się o tym, że zamiast leczyć, statyny powodują poważne dolegliwości.

Jednym z największych krytyków statyn jest dr Stephanie Seneff, biofizyk z Massachusetts Institute of Technology (MIT). Postawiła tezę, że popularność statyn wśród pacjentów i lekarzy utrzymuje się wyłącznie dzięki rozpowszechnianiu fałszywych informacji na temat cholesterolu, głównie przez producentów. Amerykańska naukowiec nazywa statyny bez ogródek „toksynami”. Skuteczność tych leków w zakresie zmniejszania ryzyka zawału, chętnie podnoszona przez kompleks farmaceutyczno – medyczny, jest według niej co najmniej wątpliwa. Co prawda, branża chwali się, że w badaniach wykazano, iż statyny zmniejszą ryzyko ataku serca o jedną trzecią, ale dr Seneff wyjaśnia, co to w rzeczywistości oznacza. Otóż metaanazliza siedmiu badań w okresie od trzech do pięciu lat na grupie 42 848 pacjentów faktycznie wykazała 29-procentowy spadek ryzyka wystąpienia poważnego incydentu kardiologicznego. Jednak z uwagi na to, że w grupie badanych osób ataki serca były rzadkością, wynik ten w liczbach bezwzględnych oznacza, iż terapii statynami, trwającej 3–4 lata, należałoby poddać aż 60 pacjentów, by uchronić przed pojedynczym atakiem serca zaledwie jednego z nich. W tym samym czasie pozostali pacjenci doświadczyli osłabienia fizycznego w postaci zaburzeń mięśniowo – stawowych. Zdaniem dr Seneff, mitologia zbudowana wokół rzekomych prozdrowotnych właściwości statyn oraz szkodliwości cholesterolu stoi na glinianych nogach. Mimo to producenci statyn zdołali zdemonizować cholesterol do tego stopnia, że boi go się dziś ponad połowa ludzkości.

Reakcja branży była natychmiastowa. Kilkoro profesorów o znanych nazwiskach podważyło, bądź wręcz wyśmiało tezy stawiane przez dr Seneff. Prawdopodobnie nie za darmo. Tymczasem zgadza się z nimi duża część akademickich ośrodków farmacji, niezwiązanych w ogóle, bądź związanych luźno z potężnymi, dysponującymi miliardami dolarów koncernami farmaceutycznymi. Coraz częściej słyszy się z ust naukowców, że normy cholesterolu są w Polsce mocno zaniżone i powinny oscylować na poziomie 250 mg/dl, a nie 190 mg/dl jak przyjęto. Przedstawiane argumenty przemawiają. Nie spożywając cholesterolu, znacznie obciążamy organizm. Zostaje on bowiem zmuszony do samodzielnego syntetyzowania, by móc zaspokoić swoje potrzeby. Co więcej, pozbawiamy się wtedy niezbędnych substancji odżywczych. Serce się kraje na widok rozbijanego jaja i wyrzucania żółtka, gdyż „zawiera ono za dużo cholesterolu”. Jaja to jeden z najzdrowszych naturalnych pokarmów, ponieważ właśnie w żółtku znajdują się wszystkie ważne składniki odżywcze. Radykalne ograniczenie spożycia jaj z żółtkami powoduje niedobory kluczowych składników odżywczych takich jak cholina, cynk, niacyna, witamina A i witamina D. Cholesterol to substancja niezbędna do sprawnego funkcjonowania ludzkiego organizmu. Nieobecny w roślinach posiada unikatowe właściwości wykorzystywane przez dwuwarstwę lipidową otaczającą wszystkie komórki – kiedy stężenie cholesterolu rośnie, płynność błon maleje. Jednak powyżej określonego stężenia cholesterol zaczyna tę płynność zwiększać. Komórki wykorzystują tę właściwość na swoją korzyść w procesie transportowania jonów, co ma kluczowe znaczenie dla możliwości ruchowych oraz przekazywania sygnałów nerwowych.

Warto wiedzieć, że choć mózg człowieka odpowiada jedynie za 2 proc. masy ciała, to zawiera aż 25 proc. znajdującego się w organizmie cholesterolu, zaś siarczan cholesterolu odgrywa zasadniczą rolę w metabolizmie tłuszczów, a także w reakcji odpornościowej organizmu na wypadek działania patogenów. Według dr Seneff, statyny utrudniają syntezę wielu kluczowych substancji biologicznych biorących udział w procesach wewnątrzkomórkowych oraz zapobiegają procesom utleniania. Jedną z tych substancji jest koenzym Q10, którego największe stężenie występuje w sercu. Odgrywa on ważną rolę przy produkcji energii w mitochondriach oraz jest potężnym antyutleniaczem. Ważna część badań dr Stephanie Seneff dotyczy szkodliwego wpływu statyn na mięśnie. Wielka Brytania dosłownie rozkochała się w statynach. Na Wyspach możne je już kupić bez recepty, dzięki czemu ich spożycie wzrosło o ponad 120 proc. W tym samym czasie kliniki ortopedyczne zaczęły przyjmować coraz więcej pacjentów, których dolegliwości „leczy się” poprzez… odstawianie leków antycholesterolowych. Terapia statynami jest zdaniem amerykańskiej badaczki szczególnie szkodliwa dla komórek mięśni szkieletowych. Osobiście mogę się pod tą tezą podpisać obiema rękami. Ostatnio dałem się namówić na kurację statynami, ale szybko je odstawiłem – siadały mi mięśnie i kolana. Ból był ciągły i niebywale dolegliwy. Po odstawieniu statyn ustąpił.

Jednymi z bardziej znanych krytyków hipotezy lipidowej są uznany brytyjski kardiolog Malcolm Kendrick i szwedzki naukowiec Uffe Ravnskov, autor m. in. książki „Cholesterol – Naukowe Kłamstwo”. Jako ciekawostkę należy wspomnieć, że podczas debaty telewizyjnej przedstawiciel szwedzkiego kompleksu państwowo – medyczno – farmaceutycznego podarł na strzępy w napadzie furii jedną z książek Ravskova, określając ją jako „literaturę niebezpieczną”. Atak furii nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę gigantyczne zyski branży farmaceutycznej uzyskiwane z „leczenia wysokiego poziomu cholesterolu”.

Wróć