Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Co z zadośćuczynieniem społecznej sprawiedliwości?

10-06-2026 19:31 | Autor: Tadeusz Porębski
Tak zwana poprawność polityczna wprowadzana jest do naszego życia publicznego niedostrzegalnie, po cichu i prawem kaduka. Nikt nie przeprowadzał publicznej dysputy i społecznych konsultacji, by dowieść, że funkcjonujące od zarania dziejów określenia Murzyn, Żyd, czy Cygan są faktycznie obraźliwe dla ludzi tych ras. Pokolenia Polaków edukowały się na elementarzu Mariana Falskiego, w którym występował między innymi Murzynek Bambo i jakoś nie stały się rasistami. Henryk Sienkiewicz nazywał w swoich powieściach Żydów po prostu Żydami, lub wręcz parchami, a mimo to dostał Nobla. Dzisiaj byłoby to niemożliwe, ponieważ oceniano by przede wszystkim poprawność polityczną autora, a nie wartość literacką jego dzieła. Poprawność rozlała się na wszystkie dziedziny życia. Termin seksizm odmieniany jest we wszystkich przypadkach, ale nie pojawił się nikt, kto opracowałby pełną definicję tego wyrażenia.

W naszym języku pojawiły się „gościnie”, „premierki” i „ministry”, brakuje jedynie „żony stanu”. Na razie, bo kto wie, co poprawnym strzeli do łbów. Problem seksizmu językowego wzbudza wiele różnych emocji prowokując do formułowania skrajnie odmiennych sądów, opinii i wniosków. „W przypadku tak emocjonalnie nośnego zagadnienia, całkowity obiektywizm nie jest możliwy, gdyż bardziej niż gdzie indziej duże znaczenie odgrywają tu czynniki wychodzące poza obręb samego językoznawstwa” – pisze w swoim opracowaniu Marta Dąbrowska z Instytutu Filologii Angielskiej. Jakiż więc cel miało wprowadzenie do życia tak emocjonalnie nośnego zagadnienia? Sianie zamętu? Poprawność pojawiła się ostatnio nawet na Służewcu, gdzie organizowane są wyścigi konne.

Kilka miłośniczek zwierzątek ostro postuluje wykluczenie z wyścigów bata, który w ich mniemaniu jest narzędziem służącym do torturowania koni. Owe panie są impregnowane na wszelkie argumenty, jedyną prawdę objawiają one. Dla nich trzymanie bata w dłoni kojarzy się wyłącznie z brutalnością i znęcaniem się. Jest to mit, bowiem w stosunku do konia można być brutalnym szarpiąc za wodze, kopiąc piętami, czy stosując zbyt ostre wędzidło. Bat stosowany prawidłowo nie służy do bicia, lecz daje jeźdźcowi kontrolę nad rozpędzonym koniem. Używany jest wyłącznie do pobudzenia go na finiszu. Wiele koni wymaga pobudzenia batem, ponieważ – jak w przypadku ludzi – są jednostki waleczne, dające z siebie podczas wyścigu wszystko i mniej waleczne, które trzeba do walki mocno zachęcać. W Polsce jeźdźcowi wolno pobudzić konia batem tylko sześć razy.

Osobną kwestią, jak idzie o poprawność, jest wymierzanie sprawcom brutalnych mordów kary śmierci i wykonywanie jej. W tym przypadku przeciwnicy kary śmierci utworzyli mur ze zbrojonego betonu, którego nie da się przebić żadnym argumentem. Nikt nie ma prawa odbierać życia drugiemu człowiekowi – to wyświechtane hasło przeciwników najwyższego wymiaru kary. Skoro tak – twierdzą zwolennicy – to jakim prawem sprawca może odebrać życie innym i karą dla niego jest dożywotnie (choć nie zawsze) przejście na garnuszek podatników? Ofiary są w grobie, a morderca żyje sobie mając zagwarantowaną michę, siłownię, spacerek, prawo do czytelnictwa, etc. Czy to jest sprawiedliwe? Moim zdaniem, to nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością.

W piątek 22 lipca 2011 r. pan Anders Breivik, skrajnie prawicowy norweski morderca, dokonał dwóch zamachów terrorystycznych, w których łącznie zginęło 77 osób, a 33 zostały ranne. Potwór pozbawił życia 69. młodych uczestników zlotu na wyspie Utoya strzelając do nich z automatycznego karabinu jak do kaczek. Pan Breivik został skazany na 21 lat więzienia, ale otrzymał 331 tys. koron norweskich (ok. 155 tys. zł) odszkodowania. Oskarżył bowiem rząd Norwegii o to, że dają mu chłodną kawę oraz starą konsolę do gier. Poskarżył się również sądowi, że w więzieniu czuje się izolowany i cierpi na brak kontaktu z ludźmi. Ku zdumieniu całego świata wygrał proces. To najlepszy przykład sprawiedliwości opartej na poprawności politycznej.

W 2025 r. w 17 krajach stracono 2 707 osób, to najwyższy poziom odnotowany przez Amnesty International od 1981 r. Większość egzekucji miała miejsce w Chinach, Iranie, Arabii Saudyjskiej oraz Egipcie. W ostatnich latach pod naciskiem międzynarodowej opinii publicznej Republika Środkowoafrykańska, Gwinea Równikowa, Gambia, Kazachstan, Kenia i Zimbabwe podjęły odpowiednie kroki prowadzące do zniesienia kary śmierci, a parlament Barbadosu już usunął ją z konstytucji. W USA kara śmierci jest legalna w 27 stanach USA, w pozostałych 23 stanach oraz w stolicy (Dystrykt Kolumbii) została zniesiona. W Kalifornii, Oregonie, Pensylwanii i Ohio gubernatorzy wprowadzili moratorium, przez co egzekucje nie są tam wykonywane.

Mimo to system sądowniczy w USA nadal jest bardzo restrykcyjny. Nie do pomyślenia jest tam wygranie procesu przez skazańca o poczucie izolacji, chłodną kawę, czy starą konsolę do gier. Gdyby pan Breivik popełnił swój odrażający czyn w jednym z 27 stanów, gdzie orzeka się i wykonuje egzekucje, czekałby w celi śmierci na zastrzyk składający się z tiopentalu (środek usypiający), pankuronium (środek zwiotczający mięśnie) i chlorku potasu (środek zatrzymujący akcję serca). To i tak byłby bardzo humanitarny sposób ukarania potwora, który z zimną krwią strzelał do nastolatków, by zabić. Jedno życie za 69 – trudno mi nazwać to sprawiedliwością. Natomiast gdyby masakra wydarzyła się w jednym ze stanów, gdzie kara śmierci została zniesiona, Breivik odsiadywałby dożywotni wyrok bezwzględnego dożywocia w jednym z najcięższych zakładów karnych nazywanych Supermax. Cztery z nich – Florence (Kolorado), Corcoran i Pelican Bay (Kalifornia) oraz Marion (Ohio) wyróżniają się wyjątkowymi rygorami.

Przyjrzyjmy się Florence, trójkątnej fortecy z betonu i stali. Strzeże jej sześć wież wartowniczych wyposażonych w karabiny maszynowe i rakiety przeciwlotnicze. Do środka można dostać się tylko przez podziemny tunel, trzeba przejść przez siedem kontrolowanych elektronicznie stalowych bram. Łącznie znajduje się tam 1400 bram, śluz i przejść. Każdy ruch skazańców śledzi 168 kamer. Skazaniec usiłujący zasłonić obiektyw kamery jest natychmiast przykuwany za ręce i nogi do swego betonowego łóżka. Cele to wyłącznie pojedynki o wymiarach 3x2,5 m, meble ze stali lub z betonu przymocowane są na stałe do betonowej podłogi albo ściany. Prysznic, podający wodę od trzech sekund do pięciu minut, obsługiwany jest z zewnątrz. Przez okno celi o wymiarach 0,9 m na 7 cm skazany widzi jedynie ściany lub skrawek nieba. Chodzi o to, by więzień nie wiedział w jakiej części gmachu się znajduje.

To jest właściwe miejsce dla Andersa Breivika, a nie luksusowa cela z gorącą kawką i nowoczesną konsolą. Skoro nie wolno go uśmiercić, kara powinna być adekwatna do popełnionych zbrodni. Niestety, europejska poprawność na to nie zezwala. A w USA mają gdzieś poprawność i zaplanowano tam do końca roku 10 egzekucji. W czwartek 11 czerwca w Alabamie ma pożegnać się z życiem Jeffrey Lee (podwójne zabójstwo i usiłowanie zabójstwa). Lee zostanie stracony, mimo że Wielka Ława Przysięgłych stosunkiem głosów 7:5 rekomendowała bezwarunkowe dożywocie. Sędzia zmienił jednak werdykt na karę śmierci. W czwartek 25 czerwca o godz. 16 w więzieniu Raiford (Floryda) na krzesło elektryczne doprowadzą Raya Spencera (brutalne zabójstwo żony). Po nim kolej na Carlosa Cuesta-Rodrigueza z Oklahoma (zastrzelenie konkubiny) oraz czterech zabójców z Teksasu - LeJamesa Normana (zastrzelenie trzech osób), Ker’Seana Olajuwa Rameya (potrójne zabójstwo), Jamaala Howarda (zabójstwo i rabunek) oraz Johna Rubio (zadźgał i obciął głowy 2-miesięcznej córce, 3-letniej córce i rocznemu synowi). W Tennessee śmiertelny zastrzyk otrzymają Darrell Dugard Hines (rozbój, gwałt, morderstwo), Christa Pike (torturowała i zamordowała koleżankę z klasy) oraz Gary Wayne Sutton (brutalne podwójne zabójstwo).

Zastrzyk śmierci jest w USA podstawową metodą egzekucji. Aż 16 stanów uśmierca więźniów w inny sposób, najczęściej przez powieszenie, porażenie prądem i gazowanie (Arizona). Zwolennicy kary śmierci w USA, których według ostatniego badania Pew Research Center jest już 68 procent, pytają o prawa ofiar oraz o zadośćuczynienie społecznej sprawiedliwości, bo zbyt często broni się dzisiaj praw złoczyńców, zapominając o prawach ofiar. To pytanie powinno zostać skierowane także do polskich prawników z fundacji „Wolne Sądy”. Grzegorz Szelest, potwór w ludzkim przebraniu, podczas napadu na Kredyt Bank w Warszawie z zimną krwią strzelił w potylicę strażnikowi, a potem kolejno trzem młodym kasjerkom. „Ja zrobiłem pach, pach i pach. Zaczęły się ruszać, podeszłem i każdą walłem w głowę kolbą pistoletu” (wymowa oryginalna) – opowiadał beznamiętnie podczas wizji lokalnej. Czy tak krańcowo zdeprawowany morderca powinien żyć?

Wróć