Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Kabaty i okolica w Powstaniu Styczniowym

21-02-2024 20:29 | Autor: Jacek Latoszek
Wydarzenia z lat Powstania Styczniowego nie ominęły również Kabat i sąsiednich miejscowości. Kabaty były wtedy częścią dawnej gminy Wilanów, która obejmowała obszar od Wisły do obecnej ulicy Puławskiej i jednocześnie wchodziły w skład dóbr ziemskich wilanowskich.

W opisach z tamtych czasów mieszkańców tych terenów określano jako Wilanowianie, bez rozróżnienia, z jakiej miejscowości konkretnie są, zwłaszcza gdy do Warszawy przyjeżdżali w swoich odświętnych strojach wilanowskich.

Jedną z największych manifestacji poprzedzających wybuch powstania był pogrzeb arcybiskupa warszawskiego Antoniego Fijałkowskiego w dniu 10 października 1861 roku. Wśród licznie zgromadzonych byli też włościanie z gminy Wilanów. Delegacja Wilanowska weszła do miasta procesjonalnie z chorągwiami, śpiewając pieśni patriotyczne. Włościanie ze Skierniewic byli w białych, z Wilanowa w granatowych sukmanach. Zaproszono ich potem do hotelu Europejskiego, gdzie studenci wygłosili patriotyczne przemówienia, by uświadomić cele planowanego powstania. Agitacja odniosła skutek, gdyż wyszli z hotelu i wśród okrzyków: „Niech żyje Warszawa!” wsiedli do przygotowanych dorożek i omnibusów, które odwiozły jednych na kolej, drugich zaś (Wilanowian) do mokotowskiej rogatki (M. Berg, Zapiski o powstaniu, 1899). Rosjanom się to nie spodobało i jeden z właścicieli hotelu Europejskiego, Aleksander Wambach, odsiedział miesiąc w Cytadeli za zorganizowanie spotkania.

Właścicielem dóbr wilanowskich był wówczas hrabia August Potocki. Mimo że od czasu poprzedniego powstania z 1831 roku, w którym to powstaniu czynnie uczestniczył, ułożył sobie dobre stosunki z dworem rosyjskim, to teraz jednoznacznie udzielił wsparcia, choć robił to dyskretnie, nie wysuwając się na pierwszy plan. Zapewne za jego wiedzą kierownictwo placówki konspiracyjnej Organizacji Narodowej w dobrach wilanowskich objął główny rządca tych dóbr Wiktor Bylicki. W sprawę włączony był również wójt gminy Wilanów Szymon Romaszewski oraz inni pracownicy majątku. W ten sposób obok struktur oficjalnych pojawiły się równoległe działania konspiracyjne tajemnego państwa polskiego.

W Wilanowie proboszcz ksiądz Antoni Stelmaszczyk już 5 października 1861 r. zainicjował odprawianie nabożeństw patriotycznych, a na plakatach pisano: Włościanie Wilanowscy zapraszają Rodaków na nabożeństwo za pomyślność OJCZYZNY odbyć się mające w kościele Wilanowskim (A. Mieleszko, Okruchy do dziejów powstania narodowego, 1858-96). Podczas nabożeństwa rozpoczęła się akcja zbierania składek pieniężnych ofiary narodowej, którą prowadził młody Julian Walenty Karniewski, wówczas kamerdyner w pałacu wilanowskim, wspierany przez swego ojca Franciszka, który był murgrabią pałacu, czyli zarządcą rezydencji

Zapewne więc sprawami funduszu wilanowskiej Organizacji Narodowej zarządzał Karol Karniewski, ówczesny kasjer Zarządu Głównego dóbr, stryj Juliana Walentego. Karniewscy nie mieszkali jeszcze wtedy w Kabatach, ale w Wilanowie.

Współpracujący z Wilanowem architekt Henryk Marconi ofiarował wtedy 1000 rubli na cele patriotyczne, a szczególnego charakteru nabrała uroczystość wyświęcenia zaprojektowanych przez niego stacji Drogi Krzyżowej przy kościele wilanowskim, gdzie w murowane ogrodzenie kryte dachówką z pobliskiej cegielni w Kabatach wkomponowano trzynaście stacji Męki Pańskiej (W. Fijałkowski, O kościołach Św. Anny w Wilanowie).

Na nabożeństwie patriotycznym w Górze Kalwarii, które odprawione było 15 października 1861 roku zebrało się 8 tysięcy ludzi, ziemian i chłopów z sąsiednich wsi Urzecza.

Julian Karniewski został niedługo potem aresztowany i jak wynika z zachowanych akt rosyjskiej Komisji Wojenno-Śledczej, przebywał w Cytadeli warszawskiej od 28 lutego do 20 marca 1862 r. Jak zapisano, nie ujawnił on w śledztwie na jaki cel były zbierane pieniądze, a według tradycji w Wilanowie organizowane były zakupy broni dla powstańców, które wspierał August Potocki. Hrabia użył swoich wpływów i wyciągnął Karniewskiego z twierdzy, ale zdawał sobie sprawę, że znalazł się w kręgu podejrzeń i niebawem wraz z żoną wyjechali do Francji. Mimo to, za wsparcie dla działań niepodległościowych została na Potockiego nałożona później grzywna w wysokości 50 000 rubli srebrem. Wrócili dopiero po zakończeniu powstania.

Gdy w styczniu 1863 r. odbywała się mobilizacja do wojska, wielu młodych mężczyzn uciekało z domów. Chcąc uniknąć branki do armii rosyjskiej, młodzież warszawska gromadziła się m. in. w Lesie Kabackim i Lasach Chojnowskich (M.M. Drozdowski, Służew w czasie powstań narodowych). Na głównych drogach kozackie patrole dokładnie sprawdzały podróżujących i przetrząsały ładunki szukając niedoszłych rekrutów carskich. Jednym z zadań Organizacji Narodowej było zorganizowanie transportu ludzi i broni do oddziału powstańczego. Według tradycji w przerzut miedzy Wilanowem i Chojnowem zaangażowany był również Michał Malczyński z Kabat, który dozorował Pałac Natoliński, a jednocześnie dzierżawił gospodarstwo rolne przy Alei Kasztanowej, leżące między karczmą, a cegielnią kabacką. Od strony Lasów Chojnowskich działał tamtejszy leśniczy Ksawery Orłowski. Były to wydarzenia z czasów Powstania Styczniowego, które częściowo zostały zapisane w przekazach z tamtych lat, ale również przetrwały w pamięci, przekazywane następnym pokoleniom.

Dobrym miejscem na zbiórki była karczma w Kabatach, która stała przy drodze z miasta, dawnym Gościńcu czerskim, blisko Alei Kasztanowej. Po uruchomieniu w 1825 roku Szosy Nowoaleksandryjskiej, czyli obecnej ul. Puławskiej, dawny trakt stracił na znaczeniu i nie był zbyt dokładnie kontrolowany. Łatwiej było się tu przekraść z miasta, a samą obecność w karczmie można było nietrudno wytłumaczyć. Natomiast dobrymi kryjówkami na broń były zakamarki w cegielni w Kabatach, która działała wtedy na terenie obecnego zagajnika przy Alei Kasztanowej oraz skrytki na terenie istniejącego wówczas gospodarstwa dworskiego przy Pałacu Natolińskim. Leżały one trochę na uboczu od Wilanowa, który był pod obserwacją policji i przez to były bezpieczniejsze.

Zostały w pamięci miejscowych ludzi wspomnienia zdarzeń, gdy przez Las Kabacki furmanki chłopskie przemykały się, przewożąc ludzi i broń do otaczających Piaseczno Lasów Chojnowskich. Zwyczajnie furmanka ma jedną drewnianą podłogę, zwaną poddanicą. Te wozy były natomiast specjalnie przygotowane i posiadały podwójne podłogi. Pomiędzy nimi powstawały skrytki, w których przemycano leżących w ukryciu powstańców i uzbrojenie. Wóz napełniano słomą lub sianem i wyruszał jeszcze przed świtem w kierunku Piaseczna. Nie zawsze jednak udawało się uniknąć kontroli. Zdarzało się, że patrole kozackie przeprowadzały zasadzki i rewizje, ale mimo że dźgali szablami, to nie domyślali się prawdy. Najlepiej było jechać we wtorek, gdy był piaseczyński dzień targowy, udając wyjazd na jarmark. Kręciło się wtedy w Piasecznie wielu ludzi i łatwiej było przekraść się dalej, do pobliskich lasów.

W Piasecznie przemyt broni wspierał tamtejszy burmistrz Józef Kłoczowski. Zdarzało się, że była przechowywana na terenie magistratu miejskiego, zanim została dostarczona do lasu. Zimą 1863 r. przywieziono do Piaseczna większy transport karabinów belgijskich dla działających w okolicy partii. Transport miał być nocą przerzucony na inne furmanki i skierowany do lasu, ale nastąpiło opóźnienie. Zdarzyła się sytuacja, ze oficerowie sotni Kozaków która zajechała do Piaseczna otrzymali donos o transporcie broni, która dotarła do miasta. Przebywali u burmistrza, który suto podlewał im wódki, podczas gdy skrzynie z karabinami były w tym samym budynku. Nie przyszło im jednak do głowy, by przeszukiwać ratusz. A broń następnej nocy trafiła do lasu. (E. Kłoczowski, Wspomnienia mazowieckiego ziemianina).

A tam organizowała się duża partia powstańców, jak nazywano wówczas polskie formacje. Nazywano ją Dzieci Warszawskie, gdyż w dużej części tworzona była przez młodzież warszawską. Lasy Kabacki i Chojnowski leżały na terenie dóbr wilanowskich i dlatego sformowany został również oddział kosynierów złożony z miejscowej młodzieży wiejskiej wywodzącej się z tych dóbr, co osobiście nadzorował rządca Wiktor Bylicki z Wilanowa. Również jego siedemnastoletni syn Karol, uczeń gimnazjum, na ochotnika przystąpił do oddziału, jako ułan w kompanii kawalerii powstańczej. Wśród ochotników był też dwudziestoletni Walenty Fijałkowski, czeladnik blacharski z Warszawy i Jan Bogdanowicz, strażak warszawski.

Zachował się w Kabatach tekst nostalgicznej piosenki z czasów Powstania Styczniowego:

Za kogo mi każesz iść mój Sewerysiu, za żołnierza za powstańca serce Marysiu,

Dokąd ja z nim pójdę mój Sewerysiu, do boru do lasa serce Marysiu,

Cóż tam będziemy jadać mój Sewerysiu, jagody poziomki serce Marysiu,

Gdzie tam będziem sypiać mój Sewerysiu, pod drzewami za krzakami serce Marysiu.

W Lasach Chojnowskich szkolił ochotników i dowodził oddziałem major Antoni Turkietti, którego przodkowie pochodzili z włoskiego Mediolanu. Oficer kawalerii Królestwa Polskiego i uczestnik Powstania Listopadowego. Po upadku Warszawy w 1831 r. dostał się do niewoli i został zesłany na Syberię, a potem wcielony do wojska rosyjskiego, jako zwykły szeregowy. Po dwunastu latach został zwolniony i zamieszkał w swoim majątku koło Siedlec. W 1863 r. wezwany przez Rząd Narodowy do wzięcia czynnego udziału w powstaniu, choć już niemłody, znów stanął do walki.

Duże wsparcie materialne dla powstańców w postaci ciepłych ubrań, butów i żywności organizował proboszcz z Piaseczna ksiądz Ludwik Czajewicz oraz burmistrz Góry Kalwarii Ludwik Fabiani, mianowani naczelnikami powstańczymi tych miast. Ciepłą odzież fundował Ludwik Rossman, właściciel Bielawy k. Jeziorny. Pomagał również Adam Okęcki, dzierżawca folwarku Służewiec. Mąkę dawały wilanowskie młyny dworskie. Znaczne środki przekazał komisarz Rządu Narodowego dla guberni warszawskiej Ludwik Łaszcz, właściciel majątku Staniszewice, położonego 10 km od Góry Kalwarii. Oddział otrzymał też poświęcony przez księdza sztandar powstańczy.

Jaki panował nastrój, pisała powstańcza prasa: Mówiąc o oddziale Turkiettiego, wspomnieć muszę, że oddział ten mieścił w sobie znaczną ilość włościan z okolic Warszawy…i, że usposobienie włościan, począwszy od Wilanowa…jest jak najlepsze, że nie tylko całym sercem podzielają świętość naszej sprawy, lecz gotowi są poprzeć i popierają ją czynem. (Naprzód!, 1863).

W pobliżu, w sąsiednich dobrach prażmowskich starosty piaseczyńskiego Aleksandra Ryxa formowała się kolejna partia powstańców, również nazywana Dzieci Warszawskie. I tu podobnie oddział organizował weteran powstania listopadowego major Józef Śmiechowski, ziemianin z okolic Grójca. Byli tam, syn burmistrza Piaseczna Bolesław Kłoczowski, uczeń Gimnazjum Realnego w Warszawie i syn burmistrza Góry Kalwarii Jan Fabiani.

Powstańcy Antoni Migdalski i Józef Miniewski tak wspominali czas formowania oddziałów: dostajemy się do obozu. Tu stajemy przed naczelnikiem oddziału, majorem Turkiettim. Wybadani z jakich stron przyszliśmy…zostaliśmy przeznaczeni do strzelców (…) Podniesionym już głosem…jął siwowąsy dowódca formować z tego chaosu plutony i kompanie, które zrazu tworzyły tylko gromadki, nie mające pojęcia, jak stąpać w marszu, jak dzierżyć broń w dłoni, a tembardziej broń tak różnorodną!(…) …Oddział liczył do 1500 ludzi, dużo ze stron Wilanowa. W tym kawalerii stosunkowo najlepiej uzbrojonej do 200 koni, piechoty z dubeltówkami do 500 i kosynierów również tylu, reszta zaś stanowiła tak zwanych pałkarzy, uzbrojonych w drągi, albowiem nie zdążono im jeszcze kos oprawić. (A.Migdalski, Wspomnienia rotmistrza, 1919; J. Miniewski, Pod komendą Józefa Śmiechowskiego, 1913).

Na początku, jak wspominał Turkietti, stoczyłem kilka potyczek pod Warszawą (A. Turkietti, Krótki własnoręczny życiorys, 1882), a pierwszą akcją, którą przeprowadził oddział Śmiechowskiego, było odbicie grupy poborowych. Wyruszyliśmy pod Lesznowolę. Tam to odebrała pierwszy chrzest nasza kawaleria, odbiła bowiem konwojowi eskortowanych do wojska rekrutów, wcielając ich jako ochotników do naszego oddziału. (J. Miniewski, 1913). Atak na Warszawę był nierealny, dlatego na polecenie władz powstańczych ruszyli na południe, by rozniecić dalej powstanie. Oddział Śmiechowskiego skierował się na Rawę Mazowiecką, a Turkiettiego w kierunku Warki.

Tam, pod miejscowością Świerże, 30 km od Warki, w dniu 26 marca 1863 r. dopadł ich pościg. Rosjanie najpierw rozpoczęli ostrzał z armat, co wywołało w obozie nagłe zamieszanie. Potem ruszyła rosyjska piechota. Major Antoni Turkietti, dzięki swojej osobistej odwadze, zdołał uformować szyk obronny. Celny ogień polskich strzelców powstrzymał Rosjan. Szczególnie wyróżnił się Bronisław Babski, pomocnik maszynisty kolejowego z Warszawy, który najpierw celnymi strzałami strącił z koni dwóch oficerów artylerii, a potem ze sztandarem w ręku poprowadził kosynierów do ataku. Nastąpił bój zacięty, który trwał przez 3 godziny, wskutek którego moskale uciekli w nieładzie, to przerzedzani skutecznym ogniem strzelców, to nacierani przez nieustraszonych kosynierów, chłopów z pod Wilanowa i Piaseczna… którzy …z kosami swemi w najgęstsze szeregi moskwy się rzucali, nanosząc miedzy niemi najokropniejszy postrach. (Wiadomości z pola bitwy, 1863 r.; S. Zieliński Bitwy i potyczki 1863-1864, 1913).

Z naszej strony poległo na miejscu tylko ośmiu, między tymi nieodżałowany Babski…Między poległymi było trzech włościan z okolic Wilanowa i Piaseczna, którzy padli śmiercią walecznych w obronie Ojczyzny. (Czas, 1863) Zostali pochowani we wspólnej mogile na tamtejszym cmentarzu przykościelnym, która obecnie już nie istnieje. Również w kościele w Służewie, który należał do dóbr wilanowskich odprawiały się wtedy msze żałobne za poległych powstańców.

Niebawem dowództwo nad oddziałem przejął pułkownik Władysław Kononowicz. Pochodził ze szlachty ziemi grodzieńskiej. W stopniu majora służył w rosyjskiej armii na Kaukazie, ale na wieść o wybuchu powstania porzucił carski mundur i przystąpił do powstania. Mówiono, że do podjęcia tej decyzji namówiła go żona, gorąca patriotka. Powstańcy pod wodzą Kononowicza odnieśli całą serię zwycięstw, w tym 14 maja 1863 r. pod Rozniszewem, 20 km od Góry Kalwarii, podczas której zdobyli znaczną ilość karabinów. Na fali entuzjazmu z sukcesów, gdy Kononowicz dowiedział się, że Rosjanie będą konwojować Szosą Nowoaleksandryjską do Warszawy 180 powstańców wziętych wcześniej do niewoli, postanowił przeprowadzić spektakularne odbicie więźniów. Pozostawiając tabory, z oddziałem liczącym ok. 500 ludzi ruszył szybkim marszem z rejonu Góry Kalwarii w kierunku Piaseczna, by tam zorganizować zasadzkę. Był pewien, że Rosjan konwojujących będzie znacznie mniej. Nie wiedział, że w tym samym czasie z Warszawy tą samą drogą wyruszyła kolumna ok. 800 żołnierzy rosyjskich maszerująca właśnie w kierunku Góry Kalwarii.

Do starcia doszło 19 maja 1863 roku na czwartej wiorście z Piaseczna ku Górze (J. Kłoczowski, Raporty burmistrza Piaseczna, 1863), czyli ok. 4 kilometry od Piaseczna, a przeszło do historii jako bitwa pod Chojnowem. Gdy powstańcy urządzili zasadzkę i czekali ukryci za drzewami na konwój, który prowadził aresztantów od strony Góry Kalwarii, nagle z przeciwnej strony pojawili się konni Kozacy jadący w czołówce kolumny wojska rosyjskiego idącego od strony Warszawy. Polscy strzelcy oddali szybką salwę i kilku Kozaków spadło z koni, ale strzały zaalarmowały pozostałych Rosjan, którzy rozwinąwszy szyk, zaczęli strzelać salwami i okrążać Polaków. Powstańcy celnie odpowiadali tak, że powstańcza prasa pisała, iż 54 gwardzistów zostało zabitych, a rannych na 12 furgonach powieziono (Wiadomości z pola bitwy, 1863). Mniej liczni powstańcy nie mieli jednak szans na zwycięstwo. Jak wspominał uczestnik bitwy, Antoni Migdalski utrzymać się nie mogliśmy i trzeba było uciekać, ostrzeliwując się bezradnie. By uniknąć całkowitego rozbicia, starali się rozproszyć w lesie.

W pogoni za powstańcami Kozacy wpadli do Piaseczna, moskale kolbami tłukli mieszkańców tego miasta, chrześcijan i żydów (Nadwiślanin, 1863). Jednej z grup udało się oderwać od Rosjan i okrążając Piaseczno przeszli do Lasu Kabackiego. Ścigani, kluczyli po lesie i pewnego dnia przyszli do Kabat. Zachowały się wśród mieszkańców wspomnienia o powstańcach styczniowych, którzy się tu pojawili. Przedstawiali sobą smutny obraz, opisany według relacji naocznego świadka: Od marszów mieli poranione nogi, powijane kawałkami skóry…Konie mieli mocno zabiedzone, poodparzane i poranione. Ludność okoliczna czym mogła nakarmiła powstańców i zaobroczyła konie, jeszcze na drogę wyposażyła. Pamiętano też w Kabatach o ruskich Kozakach, którzy na koniach z szablami w ręku, po wsi szukali powstańców (J. Staros, Tyle zachowałem w pamięci, rkp.).

Według tradycji pościg dopadł ich w folwarku Goździe, 5 km od Jeziorny, gdzie ukryli się w budynku owczarni. Jeszcze przez wiele lat opowiadano w Kabatach o makabrycznym widoku szpaleru ciał powstańców powieszonych przez Rosjan na drzewach wzdłuż drogi do Góry Kalwarii. Pułkownik Władysław Kononowicz dwa tygodnie później również został schwytany i rozstrzelany w Warce podczas święta Bożego Ciała. Kapelana oddziału, kapucyna ojca Agrypina Konarskiego powieszono na stoku Cytadeli warszawskiej wydając wyrok: iż odbierał rewolucyjną przysięgę, po ukończonem nabożeństwie miewał przed ołtarzem rewolucyjne mowy i nauki (Głos Kapłana Polskiego, 1863).

Walka jednak nie ustała. Dowództwo przejął Ludwik Żychliński. Walczył wcześniej na Sycylii pod dowództwem Garibaldiego, potem wyjechał do Ameryki, gdzie w Nowojorskim Pułku Kawalerii brał udział w wojnie secesyjnej i doszedł do rangi kapitana. Gdy wybuchło powstanie, wrócił, by walczyć w Ojczyźnie. Przypłynął najpierw do Londynu, a następnie udając angielskiego dziennikarza, pod przybranym nazwiskiem przyjechał do Warszawy. Mianowany pułkownikiem wojsk powstańczych i naczelnikiem wojskowym powiatu warszawskiego, zebrał rozproszonych powstańców Kononowicza, przyjął nowych ochotników, likwidował pojawiające się bandy kryminalne i poprowadził do walki odbudowany oddział, ponownie nazwany Dzieci Warszawy. Stoczył szereg potyczek, a jesienią 1863 spalił koszary rosyjskie w Górze Kalwarii, Grójcu i Warce. W partii Żychlińskiego walczył też Franciszek Bylicki, syn rządcy wilanowskiego, oraz Aleksander Głowacki, znany później jako pisarz Bolesław Prus.

W 20 lat po tych wydarzeniach, w 1884 r., Julian Walenty Karniewski, który dziesięć lat po Powstaniu Styczniowym zamieszkał z rodziną w Kabatach na gospodarstwie po swoim wuju Michale Malczyńskim, postawił przy Alei Kasztanowej, która była świadkiem tamtych wydarzeń, drewniany krzyż z przymocowaną do niego tabliczką, na której widnieje data: 1864. Krzyż ten, stojący do dziś, wykonany z okrągłej, nieociosanej dębiny, surowy w swej prostocie, przypomina te trudne czasy i wydarzenia.

Wróć