Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Komu potrzebna kultura

15-05-2024 21:10 | Autor: Mirosław Miroński
W poprzednim numerze pisałem o swoich refleksjach na temat kultury. Jest ona dla mnie obszarem niezwykle ważnym, bo sam jestem artystą zrzeszonym w Związku Polskich Artystów Plastyków. Staram się do wielkich zasobów kultury dołożyć swoją własną cegiełkę. Śledzę to, co się dzieje w sztukach wizualnych, jak również w pozostałych twórczych dziedzinach.

Z mojego punktu widzenia kultura jest ważna, bo pozwala nie tylko na wymianę myśli i poglądów, ale dostarcza bodźców estetycznych. Spełnia też różnorodne funkcje społeczne. Ktoś może zapytać: po co komu kultura? Przecież można żyć bez niej. Po co nam teatry, galerie sztuki, muzea czy kino, do których większość z nas i tak rzadko zagląda? Hola, hola! Jeśli tak, to proszę sobie wyobrazić życie bez kultury zarówno materialnej, jak i tej niematerialnej. Dla ułatwienia przypominam, że pod terminem „kultura materialna” kryje się wszystko to, co wytworzyli ludzie, co służy do życia i do utrzymania gatunku. Obejmuje ona działania człowieka, począwszy od produkcji sprzętów, urządzeń i innych przedmiotów – do wszelkich działań pozwalających nam zdobywać pokarm, mieszkać, wypoczywać po pracy, przemieszczać się etc. Oprócz tego istnieje jeszcze kultura niematerialna, zwana inaczej duchową. Można wymienić całą listę innych bardziej wyspecjalizowanych określeń dla poszczególnych rodzajów kultury. Tak więc pytanie „Po co komu kultura?” jest pytaniem retorycznym. Z kulturą obcujemy na co dzień, czy tego chcemy, czy nie. Nawet wtedy, jeśli sobie tego nie uświadamiamy. Inaczej mówiąc, nie można żyć bez kultury i kropka.

W poprzednim felietonie nawiązałem do kulturowego boomu w latach 60. i 70. ubiegłego wieku. Wspomniałem, jak wyglądała ówczesna tzw. szeroko rozumiana kultura i co ją wyróżniało na tle innych okresów. Był to czas buntu pokoleniowego cieszącego się wielkim poparciem w środowiskach uczelnianych i wśród ludzi młodych. Popularne były ruchy hippisowskie, komuny skupiające osoby pragnące wyzwolić się od norm obyczajowych i społecznych. Dlaczego mówiąc o kulturze, przywołuję tak stare dzieje? Przywołałem te czasy, żeby skonfrontować je z tym, co mamy teraz. Inaczej mówiąc pokusiłem się o porównanie tych nieodległych w czasie, ale dość różnych pokoleń – wspomnianego już pokolenia lat 60. i 70. oraz współczesnej młodzieży.

W mojej ocenie to obecne wydaje się nieco bezbarwne. Taka ocena nie wynika bynajmniej z nostalgii za tym, co było, ale z obiektywnego, o ile to możliwe, zestawienia faktów. Wystarczy położyć na jednej szali to, czego w kulturze dokonali nasi antenaci, a na drugiej dokonania dzisiejszego młodego pokolenia. Oczywiście, zastrzegając, że odrzucamy wszelkie nielegalne używki. No i co? Jak wypada to porównanie? Odpowiedź jest dość oczywista: dzisiejsza młodzież nie dokonała niczego, co warto byłoby odnotować. W każdym razie w kulturze. Pomińmy nieliczne wyjątki, bo one tylko rozmywają obraz zamiast go wyostrzyć.

Otóż nie tylko historia lubi się powtarzać. W kulturze jest podobnie. Mamy i dziś coś w rodzaju buntu młodych. Niektórzy jego przedstawiciele, zwani „ostatnim pokoleniem”, oblewają pomniki albo hamują ruch uliczny, próbując zwrócić uwagę m. in. na problemy dotyczące planety itp. Przeskoczyłem od kultury do demonstrowania poglądów w miejscach publicznych, ale jedno z drugim wiąże się i chcę zwrócić na to uwagę. Otóż owe protesty nijak nie przekładają się na rzeczy, które będziemy wspominać po latach. Po prostu przeminą niezauważone, jeśli nie nagłośnią tego media.

Pokolenie lat 60. i 70 było twórcze. Mimo że jego główne idee upadły i większość z nich została zweryfikowana brutalnie przez życie, to jednak pozostawiły po sobie trwałą schedę. Wystarczy przypomnieć sobie festiwal muzyczny The Woodstock Music and Art Fair, zorganizowany 15-18 sierpnia 1969 w Bethel w stanie Nowy Jork. Co prawda, hasła głoszone podczas festiwalu – Peace, Love and Happiness (pol. pokój, miłość i szczęście) – wydają się nieco naiwne, ale nie można im odmówić, że były głoszone szczerze przez większość uczestników. To jednak samo wydarzenie, jakim było to kultowe już zderzenie poglądów i różnorodnej muzyki, przyciągnęło ponad 400 tys. uczestników, co sprawia, że był to jeden z największych zlotów młodzieżowych końca lat 60. ubiegłego wieku. Muzyczny Magazyn „Rolling Stone” uznał festiwal za jedno z 50 wydarzeń, które wpłynęły na historię rock and rolla. Dokonania tamtego pokolenia to nie tylko wielki festiwal, który w roku w 2017 wpisano na listę National Register of Historic Places, ale szereg dokonań, które zapisały się trwale w kulturze.

Nie widzę niczego podobnego po stronie współczesnego pokolenia młodych. Można się zastanawiać nad przyczynami, dlaczego tak się dzieje. Można pocieszać się, że nie jest tak źle albo zaprzeczać i przekonywać, że jest inaczej. No cóż, każdy może mieć własny pogląd na tę sprawę.

Wróć