Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Kto ma się spalić ze wstydu?

03-05-2023 20:03 | Autor: Maciej Petruczenko
Mimo kolosalnego postępu technicznego w ostatnich kilkudziesięciu latach stare, a nawet starożytne formacje obronne, a zwłaszcza konnica, wydają się wciąż być niezastąpione. Dobitnym tego potwierdzeniem stało się odkrycie resztek rosyjskiej rakiety bojowej przez jeźdźca, przejeżdżającego przez las we wsi Zamość w rejonie Nakła (województwo kujawsko-pomorskie). Okazało się, że – wbrew zapewnieniom ministra obrony Mariusza Błaszczaka – nasze niebo nie wydaje się bezpieczne, skoro nie jesteśmy w stanie zatrzymać rakiet mogących nieść głowice z ładunkiem jądrowym. Nawet zbudowany niemałym kosztem z concertiny płot na granicy z Białorusią nie zatrzymał nisko lecącej, a wystrzelonej ponoć znad tego państwa rakiety. Przeleciała przez pół Polski i upadła gdzie chciała, tym razem – na szczęście – nie wyrządzając nikomu jakiejkolwiek szkody. Można się jednak zastanawiać, co będzie, jeśli sprzęt taki w innym, w pełni bojowym wydaniu spowoduje mniejszy lub większy wybuch.

Przekonaliśmy się już, do czego może dojść tylko w następstwie błędnego pokierowania tego typu pocisku, gdy akurat wystrzelony przez Ukraińców spadł na naszą ziemię i zabił dwie osoby w Przewodowie (powiat Hrubieszów). Co do mnie, to i tak już od dawna schylam się na wszelki wypadek, jadąc Puławską (oraz Puławską bis), by nie zawadziły mnie nisko przelatujące samoloty. Pamiętam bowiem nie tylko o runięciu w 1987 Iła 62M (Tadeusz Kościuszko) w Lesie Kabackim, lecz również o tym, jak niemający już paliwa samolocik Amwaya wpadł w inspekty ogrodnictwa Mysiadło, bo nie zdołał dolecieć to lotniska.

W tym wydaniu „Passy” Tadeusz Porębski (w „Gadce Tadka”) ostro i słusznie replikuje na naukowe wynurzenia pani prof. Barbary Engelking na temat stosunku Polaków do Żydów w okresie II wojny światowej. Chociaż tych z naszej nacji, którzy łapczyli się na majątki pożydowskie względnie nie wstydzili się występować w roli szmalcowników, było naprawdę niemało, nie można jednocześnie powiedzieć, że naród żydowski składał się z samych ofiar wojny oraz samych moralnych ideałów, czego przykładem było to, że bogaci Żydzi amerykańscy pokazali w momencie, gdy ich europejscy pobratymcy szukali ratunku w Ameryce, iż mają ich w dupie. I nikt w państwie Izrael nawet o tym nie wspomina. Jak również o tym, że tylko państwo polskie i rząd na wychodźstwie nie uległy niemieckiemu najeźdźcy i nigdy nie utworzyły podległych mu zbrodniczych formacji, składających się z własnych obywateli. Z tego punktu widzenia w zasadzie wszystkie narody najechane przez hitlerowców, zdecydowały się choć po części im zaprzedać. Z wyjątkiem Polaków, oczywiście. Można by zatem zapytać, dlaczego w obrębie Polskiej Akademii Nauk, reprezentowanej przez panią profesor, nie drąży się np. zbrodniczej działalności Żydów w powojennej Polsce, w okresie stalinizmu?

To prawda, że wbrew naszym obecnym wyobrażeniom, nie byliśmy jako naród w stosunku do reprezentantów narodu żydowskiego (i odwrotnie) tacy święci, jak chcieliby to wykazać obecni władcy Polski. Przedwojenne instancje zachowywały się i wobec Żydów, i wobec Ukraińców podle, jakkolwiek niemal cała nasza kultura międzywojnia została stworzona przez ludzi pochodzenia żydowskiego. Do historii przeszedł pojedynek słowny pomiędzy generałem Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim a poetą Julianem Tuwimem. Wieniawa wzniósł adresowany do Tuwima toast na cześć Adama Mickiewicza, bo gdyby ten nie napisał „Pana Tadeusza”, nie byłoby postaci Jankiela, a w ślad za tym nie mielibyśmy w Polsce Żydów. Tuwim odpowiedział podobnym toastem, zaznaczając, że bez postaci Jankiela nie byłoby w Polsce cymbałów, kończąc przemowę słowami: – Niech żyje generał Wieniawa-Długoszowski!

No i tego rodzaju przesyconych dowcipem stosunków polsko-żydowskich zawsze bym sobie życzył. Bo gdyby wypominać sobie w nieskończoność grzechy popełnione przez każdą nację, nie wiem, kto by na tym lepiej wyszedł.

W moim rodzinnym Międzyrzecu Podlaskim podobno 75 procent nieruchomości w roku 1939 było własnością żydowską, czego, rzecz prosta, nie pochwalał Kościół Katolicki. Pomimo to moi rodzice, nie bacząc na ryzyko niemieckiej zemsty, uratowali małżeństwo Reichmannów z hitlerowskiego pogromu. I do dzisiaj nasze rodziny, już w drugim i trzecim pokoleniu, pozostają w serdecznej przyjaźni, chociaż oni mieszkają w Ameryce, a my w Polsce. Całkiem niedawno odwiedziłem Międzyrzec wraz z córką wspomnianego małżeństwa i jej mężem, wydającym własne pieniądze na ratowanie resztek międzyrzeckiego cmentarza żydowskiego. Burmistrz miasta powitał Ginę i Bronka z niebywałymi honorami, dając znakomity przykład przyjaźni międzywyznaniowej i zwykłej, ludzkiej kultury.

Zmarły niedawno polski Żyd Szewach Weiss, były przewodniczący Knesetu i ambasador Izraela w Polsce, został jak najsłuszniej udekorowany naszym najwyższym odznaczeniem – Orderem Orła Białego. Weiss, z którym zdążyłem się zaprzyjaźnić i przeprowadzić obszerny wywiad, powtarzał zawsze: – W każdym narodzie są ludzie dobrzy i źli, dlatego nie ma sensu generalizować.

Pani profesor Engelking (rok urodzenia 1962) – nie wątpię, że zgodnie z prawdą – podsumowała wiele opowieści o podłych zachowaniach Polaków podczas drugiej wojny światowej. To samo można powiedzieć o zachowaniach Ukraińców. Czy jednak dziś mamy najwłaściwszy moment na na rozdrapywanie dawnych ran? Ja akurat, co najmniej przez cztery lata dorabiałem jako student w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Zgłębiłem morze dokumentów, świadczących o zbrodniach Niemców. Może najbardziej jednak poruszyła mnie pospieszna lektura zgromadzonych w Ministerstwie Sprawiedliwości dokumentów, dotyczących okresu stalinowskiego w naszym kraju. Polecono nam, kilku studentom, zatrudnionym w komisji na umowie-zleceniu, by je natychmiast spalić. Gdyby prof. Barbara Engelking miała okazję je przeczytać, pewnie sama spaliłaby się ze wstydu.

Wróć