Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Takim SPECjalistom oddaliśmy Warszawę...

24-02-2021 20:07 | Autor: Tadeusz Porębski
Liberałowie – tak rządowego, jak i samorządowego szczebla – uporczywie przekonują lud jakoby powszechna prywatyzacja była "słowem kluczem" dla gospodarki. Resztę problemów załatwi wolny rynek, który rzekomo w sposób naturalny koryguje wszelkie błędy. Jakoś tego nie widać. W połowie stycznia 2011 r. na sesji Rady Warszawy wybuchła regularna awantura. Kilkaset przybyłych na obrady osób okrzykami „Złodzieje!” zablokowało podjęcie uchwały o prywatyzacji Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Nie na długo.

Siedem miesięcy później stołeczni radni wyrazili zgodę na sprzedaż 85 proc. akcji SPEC francuskiemu koncernowi energetycznemu Dalkia. Za wyrażeniem zgody na sprzedaż akcji zagłosowało 32 radnych, przeciwnych było 22, nikt nie wstrzymał się od głosu. W swoich wystąpieniach ówczesna prezydent Hanna Gronkiewicz–Waltz przekonywała, że prywatyzacja spółki ciepłowniczej oznacza mniejsze wzrosty cen za ciepło. Na mocy zawartej umowy, 85 proc. akcji SPEC zostało zakupionych przez koncern Dalkia Polska za 1,44 mld złotych. Pozostałe 15 proc. akcji zostało nieodpłatnie przekazane pracownikom przedsiębiorstwa. W wyniku działań rebrandingowych od stycznia 2015 r. spółki należące do Grupy Dalkia zmieniły nazwę na Veolia.

SPEC było wiodącym dostawcą ciepła w Polsce, zarządzającym największym systemem ciepłowniczym w Unii Europejskiej i jednym z największych na świecie. System ma długość 1800 km. Spółka zaspokajała około 80 proc. potrzeb cieplnych miasta, ogrzewając ponad 19 tys. obiektów. W 2009 r. SPEC osiągnęło blisko 1,3 mld zł przychodów netto ze sprzedaży, zysk spółki wyniósł 36 mln zł. Dziesięć lat później Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Veolii i Energii Warszawa S.A. dzieliło zysk w wysokości ponad dwukrotnie większej (77 mln zł), natomiast w roku 2019 zysk spółki wzrósł do ponad 89 mln zł. Jak widać zyski systematycznie rosną, ale o inwestycjach spółki na terenie Warszawy niewiele wiemy. Zdołałem doczytać się jedynie mętnego oświadczenia, że "zgodnie z filozofią Veolii nasza firma kreuje i wdraża w stolicy rozwiązania efektywne energetycznie, zgodne z polityką zrównoważonego rozwoju firmy Veolia, której jest częścią". Trochę to jak masło maślane. I dalej: "Aktywnie angażuje się w życie miasta, działa na rzecz ochrony środowiska naturalnego wdrażając szereg inwestycji proekologicznych i współpracując w zakresie edukacji dzieci i młodzieży. Poprzez aktywne wspieranie przedsięwzięć związanych z edukacją, sportem, kulturą, sztuką i nauką Veolia Energia Warszawa przyczynia się do rozwoju miasta i społeczności lokalnych".

W poniedziałek 8 lutego w rejonie ul. Waszyngtona nastąpiła przerwa w dostawach ciepła. Ogrzewania nie miało blisko 30 budynków. Była to kolejna awaria sieci ciepłowniczej w okresie kilku tygodni. Najbardziej spektakularne były trzy potężne awarie, które dzień po dniu Veolia usuwała w rejonie ul. Jagiellońskiej na Pradze. Wystarczyło kilkanaście stopni mrozu przez kilkanaście dni, by potwierdzić coraz częściej padające zarzuty, że inwestowanie w sieć, jej unowocześnianie i zabezpieczanie przed zagrożeniami płynącymi z zewnątrz nie są mocną stroną spółki Veolia. Miejscy aktywiści twierdzą, że jest to owoc utraty wpływu na spółkę ciepłowniczą w wyniku prywatyzacji SPEC w 2011 roku. Wiceminister klimatu Jacek Ozdoba zapowiedział, że w resorcie powstanie grupa robocza, która zwróci się z żądaniem do Veolii o szczegóły działalności od 2011 r. Najwyższy czas.

Prywatyzacja SPEC uważana jest przez miejskich aktywistów za największą, obok reprywatyzacyjnej, aferę za rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz. Aktywiści wielokrotnie pikietowali przed siedzibą główną Veolii, domagając się m.in. skrócenia okresu wykonywania przyłączy do kamienic komunalnych, do których miasto wydaje decyzje o doposażeniu w centralne ogrzewanie i ciepłą wodę. Okazuje się bowiem, że kaloryfery często służą za ozdobę ścienną w kamienicach, ponieważ Veolia nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań jako monopolista i nie podłącza ich do centralnego ogrzewania. Pikietujący domagali się również zahamowania podwyżek cen ciepła, realnego wpływu środowisk lokatorskich na działania zarządu spółki, a także nieprzerzucania kosztów przyłączy na budżet miasta. Faktem jest, iż prywatyzacja SPEC nigdy nie została sprawdzona przez Najwyższą Izbę Kontroli ani przez żaden inny organ śledczy. Faktem jest również to, że komunalna spółka była własnością wszystkich warszawiaków, zapewniała nam ciepło i przynosiła milionowe zyski. SPEC posiadało gigantyczny majątek także w postaci wielu cennych nieruchomości w Warszawie, więc cena, za jaką spółka została oddana w obce ręce nie robi wielkiego wrażenia. Była ona czymś w rodzaju rodowych sreber, a takich żaden szanujący się właściciel nie sprzedaje.

Na marginesie prywatyzacji SPEC prasa pisała, że jest to największa prywatyzacja w stolicy od czasów słynnej sprzedaży za bezcen austriackiej spółce Ilbau stołecznych hoteli "Syrena". Prywatyzacja hoteli w 1997 r. zakończyła się aferą, skandalem, śledztwami oraz niepowetowanymi stratami dla miasta. Przygotowania do sprzedaży sieci hoteli "Syrena" trwały od 1995 r. Prezydentem Warszawy był naonczas Marcin Święcicki, a szefem klubu radnych Unii Wolności – Paweł Piskorski. Majątek spółki to sześć hoteli - Metropol, Saski, Polonia, MDM, Warszawa i Nowa Praga, a także budynek biurowy przy ul. Chmielnej. Od początku nad prywatyzacją unosił się odór korupcji. Wpierw w prasie pojawiły się głosy, że cena 24 milionów dolarów za tak gigantyczny majątek to jakiś żart. Rzeczywiście, sam grunt pod hotelami był wart dużo więcej. Wkrótce pan Gernot Leuthmetzer, dyrektor firmy Ilbau, ogłosił, że jakaś partia, w której nazwie jest słowo „Unia”, żądała od niego 800 tysięcy dolarów łapówki za kontrakt. Austriak twierdził, że osobą domagającą się pieniędzy był ktoś o nazwisku B...ski, ale dokładnego brzmienia nazwiska nie pamięta. Media spekulowały, że chodzi o ówczesnego wiceprezydenta Warszawy Pawła B., współzałożyciela warszawskich struktur UW. Prokuratura nie spieszyła się jednak z podjęciem działań, które mogłyby zweryfikować tę sensacyjną informację. Dopiero dziewięć lat później Paweł B. został zatrzymany przez CBŚ pod zarzutem przyjęcia łapówek w wysokości miliona zł i aresztowany przez sąd na trzy miesiące.

Rewelacje austriackiego biznesmena nie opóźniły jednak, o dziwo, przygotowań do sprzedaży. Komuś bardzo zależało na szybkim sfinalizowaniu transakcji. W dniu 14 marca 1997 r. wieczorem parafowano umowę. Przewidywała ona, że Ilbau w ciągu dwóch tygodni wpłaci miastu 24 mln dolarów, a w ciągu sześciu lat zainwestuje w budynki 42 mln USD. Gdyby wydano mniejszą sumę, różnicę Ilbau będzie musiał zapłacić miastu jako karę. Austriacy zobowiązali się także, że nie zmienią przeznaczenia większości budynków. Ilbau przejął 80 proc. udziałów spółki, 20 proc. zarezerwowano dla pracowników. Jak wyglądała realizacja umowy, wie każdy warszawiak. Tak mniej więcej przedstawia się prywatyzacja na warszawską modłę. Sprzedaż tak złotodajnego przedsiębiorstwa jakim był SPEC – posiadającego budżet równy miejskiemu, wiele drogocennych nieruchomości oraz monopol na dostawę ciepła do miliona warszawskich mieszkań – to akt dywersji.

To także kolejny dowód na to, że Warszawie brakuje gospodarza na miarę Stefana Starzyńskiego, wizjonera dbającego o ciągły rozwój stolicy i poprawę życia jej mieszkańców. Jego słowa wygłoszone w radio 3 września 1939 r. powinny zdobić bramę do stołecznego ratusza: "Chciałem, by Warszawa była wielka. Ja i moi współpracownicy kreśliliśmy plany wielkiej Warszawy przyszłości. I Warszawa jest wielka. Prędzej to nastąpiło, niż przypuszczaliśmy. Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto lat, lecz dziś widzę wielką Warszawę!". Niestety, stolica Polski nie dorobiła się jeszcze ratusza, więc nie byłoby gdzie zawiesić przesłania Stefana Starzyńskiego. To wstyd, by urząd stolicy dużego państwa zrzeszonego w UE rozlokowywał się w kilku różnych miejscach. To wstyd, by największa dzielnica stolicy państwa, jaką jest Mokotów, nie miała własnego ratusza. Jest zarezerwowana pod ten cel działka przy ul. Merliniego, która od lat stoi pusta. Jest projekt architektoniczny ratusza, na który wydano kilkaset tysięcy złotych. Była wola i determinacja kolejnych burmistrzów dzielnicy, by budować. Co stanęło na przeszkodzie? Nie co, tylko kto. Niegdysiejszy pan prezydent Warszawy profesor Lech Kaczyński, który jednym podpisem zniweczył śmiałe plany mokotowskich samorządowców.

Na stronie internetowej Instytutu Spraw Obywatelskich znalazłem niebywale trafną wizytówkę dzisiejszej Warszawy: "A w Warszawie, mimo warstwy europejskiego lukru, rzeczywistość jest mało przyjemna. Na powierzchni wszystko wygląda nieźle, ale pod spodem zbierają się tysiące nierozwiązanych problemów. Warszawa na pierwszy rzut oka to nowoczesne miasto, ale wystarczy trochę podrapać, żeby zobaczyć korupcję, niszczenie środowiska naturalnego, deweloperską samowolę, brak wizji rozwoju oraz fatalną jakość zarządzania".

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA