Włodzimierz Tadeusz Kowalski (1934-1990) z wykształcenia był prawnikiem. Przez wiele lat pracował w Zakładzie Historii Stosunków Polsko-Radzieckich PAN. Autor uznawany był za jednego z najwybitniejszych znawców stosunków polsko-radzieckich. Trzeba jednak pamiętać o realiach Polski Ludowej, obowiązującej ideologii oraz wszechobecnej cenzurze. Niektóre fakty podane przez W.T. Kowalskiego, były czymś niezwykłym w czasach Gomułki, chociaż ogólna wymowa publikacji była zgodna z linią polityczną „przodującej siły narodu”. Ostrą krytykę pracy Kowalskiego przedstawił, np. Andrzej Wernic [„Ład nr 22(243) z 28 maja 1989 r.]. Tym niemniej wiele przedstawionych faktów godnych jest uwagi także dzisiaj, szczególnie ze względu na ich aspekt prawny. Interesujące może być porównanie „prawdy” sprzed pół wieku, z dominującą obecnie.
Przechodząc do określonego w tytule tematu, warto zauważyć, że W.T. Kowalski często po prostu pomijał niewygodne polityczne fakty. Pomijał, bądź interpretował, jak prawdziwy komunista, np.: „W dniu 17 września 1939 r., kiedy władze polskie znajdowały się w drodze do Rumunii, a niemieckie kolumny pancerne przedzierały się do wschodnich rejonów Polski, rząd ZSRR wydał rozkaz armii radzieckiej przekroczenia granicy w celu wzięcia pod opiekę ludności ukraińskiej i białoruskiej” (s. 136).
Wojska niemieckie 1 września, a sowieckie 17 września 1939 r. wkroczyły na terytorium Rzeczypospolitej. 17 września wieczorem polskie władze naczelne przekroczyły granicę z Rumunią, gdzie zostały internowane. Prezydent Ignacy Mościcki zrezygnował ze stanowiska, na które wyznaczył Władysława Raczkiewicza, byłego marszałka senatu i wojewodę pomorskiego a także prezesa Światowego Związku Polaków. 30 września 1939 r. w Paryżu powołany został nowy rząd polski z gen. Władysławem Sikorskim na czele. Władze te oficjalnie uznane zostały przez Francję, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. W tym czasie w ZSRR obowiązywała teza o upadku państwa polskiego, a w związku z tym nieuznawaniu aktów państwowych związanych z działalnością rządu RP na emigracji.
W wyniku wypełniania zobowiązań sojuszniczych wobec Polski, 3 września 1939 r. Wielka Brytania i Francja znalazły się de iure w stanie wojny z Trzecią Rzeszą, co należy uznać za początek drugiej wojny światowej. Po sowieckiej agresji 17 września 1939 r. Rzeczpospolita - zdaniem rządu Sikorskiego - znalazła się także w stanie wojny z ZSRR, natomiast Anglia i Francja zostały dyplomatycznie obojętne wobec agresora, a nawet uznały (Halifax i Chamberlain), iż neutralność ZSSR stanowi wartość dla aliantów. Niemcy wypowiedziały Polsce wojnę, toteż stan prawny w tej sprawie był jednoznaczny. Nie było jednaj takiego aktu związanego z sowiecką agresją na Polskę, dlatego sojusznicy RP nie czuli się zobowiązani do uznania stanowiska Polski. Powstała przedziwna sytuacja.
Uznawanie ZSRR za państwo neutralne mocno się skomplikowało po napaści ZSRR na Finlandię 30 grudnia 1939 r. Francja i Anglia zdecydowały się wówczas wysłać korpus ekspedycyjny na pomoc Finlandii. 14 grudnia 1939 r. Związek Sowiecki został wykluczony z Ligi Narodów. Emigracyjny rząd polski zapowiedział dołączenie do korpusu ekspedycyjnego Brygady Podhalańskiej. Upadek Finlandii w marcu 1940 r. uniemożliwił realizację misji francusko-brytyjsko-polskiej. W maju i czerwcu 1940 r. niemiecka machina wojenna atakująca Holandię, Belgię i Francję, napędzana była ropą naftową dostarczoną przez sojuszniczy Związek Sowiecki.
Bardzo szybko nadarzyła się okazja do dyplomatycznego rewanżu. Po agresji Niemiec na Francję, do której dołączyły Włochy (kapitulacja Francji wobec Niemiec 22.06.1940; kapitulacja wobec Włoch 24.06.1940), minister spraw zagranicznych RP August Zaleski, w depeszy nr 79 z 11 czerwca 1940 r., napisał do wszystkich placówek rządu emigracyjnego: „Pomimo, że ambasador RP przy Kwirynale dostał instrukcję opuszczenia Włoch razem z ambasadami Francji i Anglii – rząd polski nie uważa się za będący w stanie wojny w Włochami. Sytuacja jest analogiczna do sytuacji aliantów wobec Rosji Sowieckiej”. Podczas walk w Afryce Północnej latem i jesienią 1940 r., na należących do Brytyjczyków terenach znalazła się polska Brygada Strzelców Karpackich (wcześniej stacjonująca w Syrii). Widząc możliwość militarnej konfrontacji Polaków z Włochami, minister Zaleski zastrzegł, że użycie wojsk polskich przeciwko Włochom: „nastąpi jedynie w razie koniecznej potrzeby, przy ataku ze strony Włoch na terytorium angielskie, na którym jest stacjonowane wojsko polskie”. (…) W razie „takiej ewentualności rząd polski jednak formalnie nie wypowie wojny Włochom”.
Nadzwyczaj interesujące są opinie polityków i dyplomatów alianckich z końca 1939 r. oraz w 1940 r., na temat powojennych granic (tj. po pokonaniu III Rzeszy) Polski na zachodzie i północy. Okazuje się, że zdecydowana większość z nich opowiadała się za włączeniem całych Prus Wschodnich w granice RP. Minister Zaleski tak argumentował:
a) Prusy Wschodnie nie były nigdy integralną częścią etnicznego terytorium Niemiec, lecz stanowiły sui generis unikat, jako jedyna posiadana w Europie przez wielkie mocarstwa kolonia wśród obszarów narodowo obcych.
b) Germanizacja Prus Wschodnich następowała metodami identycznymi do osiedlania się Niemców w dzisiejszej Łotwie i Estonii, a więc drogą podboju przez zakony rycerskie, które pod pozorem idei służby chrześcijańskiej były pierwszymi pionierami imperializmu niemieckiego na wschodzie (s. 150).
W ostatnim dniu konferencji w Teheranie (1 grudnia 1943 r.) Stalin wysunął propozycję przejęcia przez ZSRR północnej części Prus Wschodnich z Królewcem, na co Roosevelt i Churchill wyrazili zgodę (s. 415), podobnie jak na „linię Curzona, jako wschodnią granicę Polski.
Rola i funkcjonowanie polskich władz emigracyjnych były szczególnie ciężkie, albowiem byli „na garnuszku” najpierw Francuzów, a później Brytyjczyków, co mocno ograniczało możliwości „dyplomatycznej walki o miejsce Polski w Europie”. Posunięciem, które miało poprawić to położenie, był zainicjowany przez Sikorskiego układ polsko-radziecki z 30 lipca 1941 r. Włodzimierz T. Kowalski następująco skomentował ten krok: „…wyrażając zgodę na odłożenie decyzji w sprawie granic, nie wykluczał on klęski Związku Radzieckiego. Sądził, iż wskutek ostatecznej klęski Niemiec i poważnego osłabienia Związku Radzieckiego powstanie próżnia polityczna, która umożliwi polskiej myśli politycznej – przy poparciu mocarstw zachodnich – czynne kształtowanie powojennych losów Europy środkowowschodniej”. Cytując słowa Sikorskiego, dodał: „ Nieszczęśliwie się składa, iż obecna sytuacja przedstawia się właśnie odwrotnie. Wielkie mocarstwa zaczynają postępować, jak gdyby uznawały tylko rolę Rosji w tej części świata” (205).
W tym miejscu należy zauważyć, iż niewiele się zmieniło od tamtego czasu, przynajmniej w Ameryce. Prezydent USA Donald Trump, swoim stosunkiem do wojny w Ukrainie, najwyraźniej podziela ten pogląd. Brytyjczycy czuli się związani o wzajemnej pomocy między Wielką Brytania a Polską z 25 sierpnia 1939 r., toteż po podpisaniu przez Sikorskiego układu z Moskwą, brytyjski minister Eden przekazał mu notę, w której napisał, m.in.: „Pragnę również zapewnić Pana, że Rząd Jego Królewskiej Mości nie uznaje żadnych zmian terytorialnych dokonanych w Polsce od sierpnia 1939 r.”
Różne widzenie sprawy polskiej przez Amerykanów, Brytyjczyków i Rosjan, wyraźnie uwidoczniło się już na konferencji w Teheranie (28.11.1943-01.12. 1943), a szczególnie podczas konferencji w Jałcie, w dniach 4-11 lutego 1945 r. (oczywiście i w Teheranie i w Jałcie bez udziału Polski). Wielka Trójka przesądziła tam o kształcie powojennej Europy, a szczególnie naszego kraju. Schorowany Roosevelt najczęściej zgadzał się ze Stalinem i jego koncepcją urządzenia Polski. Najdłużej dyskutowano na temat władz w powojennej Polsce oraz jej granic zachodnich. Churchill powołując się na fakt, traktatowych zobowiązań wobec Rzeczypospolitej, stwierdził, że Rząd Jego Królewskiej Mości nie może uznać Rządu Tymczasowego, ponieważ, jego zdaniem, reprezentuje tylko 1/3 ludności (s. 609). Roosevelt początkowo upierał się, aby wybory w naszym kraju odbyły się pod międzynarodową kontrolą. Zdaniem Mołotowa, przeprowadzenie wyborów pod międzynarodową kontrolą „może być poczytane przez Polaków za obrazę ich uczuć narodowych”(s. 617). Zaproponował więc wykreślenie tego postanowienia z ustaleń Wielkiej Trójki. Obecny wówczas amerykański sekretarz stanu Edward Stettinius zanotował: „… Prezydent pragnie bardzo osiągnąć porozumienie i jest skłonny uczynić takie ustępstwo, aby przyśpieszyć sprawę”(s. 618). I tak się stało.
Według wielu relacji, postawa Roosevelta nakierowana na szybkie porozumienie z Sowietami, doprowadziła do kilku spotkań Roosevelta ze Stalinem poza plecami Churchilla (co zdarzało się już w Teheranie). Wielka Brytania była (nieformalnie) odsuwana na boczny tor. W praktyce, powoli traciła status supermocarstwa. Churchill musiał więc zgodzić się z dyktatem Stalina, m.in. w sprawie polskich granic wschodnich oraz podporządkowania Polski Sowietom. Wyczuwał chyba także, iż Stalin działa na rzecz skłócenia USA z Anglią i wyeliminowania Wielkiej Brytanii z dalszego współdecydowania o losach świata.
W.T. Kowalski, ten etap konferencji jałtańskiej podsumował następująco: „Ostateczny wynik wielogodzinnych narad stanowił zatem sukces delegacji radzieckiej, która zwycięsko odparła wszelkie próby zahamowania przemian dokonujących się w Polsce i nie dopuściła do pomniejszenia roli i znaczenia Rządu Tymczasowego w rządzie jedności narodowej”(s. 619). Sprawa polska jeszcze raz powróciła, jako główny temat podczas trójstronnych rozmów (z udziałem prezydenta USA Trumana) w Waszyngtonie i San Francisco w dniach 20 kwietnia - 4 maja 1945 r. Uznana została wówczas za najtrudniejszy problem do rozwiązania pomiędzy ZSRR a USA. Churchill uważał nawet, że pozostawienie wojsk amerykańskich i brytyjskich poza granicą podziału Niemiec ustaloną w Jałcie, mogłoby być środkiem nacisku na Sowietów w sprawie polskiej (s. 664). Trzeba przyznać, że Sowieci grali ostro, skutecznie i niestety – zwycięsko.
Towarzysz prof. W.T. Kowalski o nowych porządkach nad Wisłą napisał, m.in.: „Tymczasem kryzys dyplomatyczny na tle Polski uległ dalszemu pogłębieniu po aresztowaniu przez NKWD kierownictwa londyńskiego podziemia. Niektórzy z nich byli odpowiedzialni za akcję terrorystyczną przeciwko armii radzieckiej i Wojsku Polskiemu. Przywódcy ci w liczbie 16, pragnęli udać się do Moskwy, aby poza Rządem Tymczasowym RP prowadzić rozmowy na temat wykonania porozumienia jałtańskiego w sprawie rządu polskiego”! (s. 673).
Związek Radziecki – współodpowiedzialny za wybuch II wojny światowej (patrz: pakt Ribbentrop-Mołotow), uznany został niemalże za zbawcę ludzkości, toteż niewielu po wojnie protestowało przeciwko włączeniu w granice tego państwa części dawnych Prus Wschodnich, ale także połowy terytorium Polski, części Finlandii, Rumunii, Czechosłowacji (Ruś Zakarpacka) oraz wcześniej niepodległych państw: Litwy, Łotwy i Estonii, nie licząc obszarów na Dalekim Wschodzie, a także podporządkowaniu mu Wschodniej Europy. „Zwycięzcy się nie sądzi”.
Za sukces Jałty możemy uznać to, że Polska nie została włączona do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, zachowała pozory niepodległości oraz straty na wschodzie miała zrekompensowane nabytkami na zachodzie i północy, chociaż zmniejszyła swój obszar (w porównaniu ze stanem z 30.08.1939 r.), a także liczbę ludności z 35 do ok. 24 milionów. Niejako przy okazji, nasze państwo stało się prawie jednoetnicznym, o zdecydowanej przewadze ludności polskiej.
Symbolem przełomu w walce o miejsce Polski w Europie – czego nie tylko prof. W.T. Kowalskie nie mógłby sobie nawet wyobrazić - była uroczystość na dziedzińcu Belwederu 17 września 1993 r. (data symboliczna), podczas której były sowiecki generał zameldował prezydentowi Lechowi Wałęsie, że ostatni żołnierze Federacji Rosyjskiej opuszczają tego dnia terytorium Rzeczypospolitej Polskiej!
Później było już tylko „z górki”; 1999 – przystąpienie do Paktu Północnoatlantyckiego oraz 2004 – przystąpienie do Unii Europejskiej. Pilnujmy tego dorobku, bo tak szybko zapomina się o krwi, łzach i trudzie, które go poprzedziły!
Fot. wikipedia