| Z Domu Sztuki do "Wenecji" |
W czwartek na ekranach pojawił się film Jana Jakuba Kolskiego „Wenecja”. „Passa” rozmawia z trzynastoletnią odtwórczynią ważnej dziecięcej roli w tym filmie, Karoliny – Julią Chatys, która pierwsze aktorskie kroki stawiała w Domu Sztuki na Ursynowie. PASSA: Jak trafiłaś na plan „Wenecji”? Julia Chatys: Przez casting. O tym, że pan Jan Jakub Kolski poszukuje odtwórców ról dziecięcych w tym filmie, było wiadomo z ogłoszeń. Mnie zaprosiła na casting Agencja Aktorska Gudejko, z którą współpracuję od siedmiu lat. Czy znaczy to, że występ w „Wenecji” nie był Twoim ekranowym debiutem? Przedtem pojawiłam się m.in. w etiudzie studenckiej Karoliny Bielawskiej „Koniec lata”, w spektaklu telewizyjnym Janusza Dymka „Afera mięsna” oraz w dramacie okupacyjnym Arkadiusza Gołębiewskiego i Macieja Pawlickiego „Historia Kowalskich”. Wróćmy do innego dramatu okupacyjnego, czyli „Wenecji”. Poszłaś więc na casting i co było potem? Potem był recall, czyli drugi casting, weryfikujący decyzje obsadowe reżysera podjęte po pierwszym castingu. Przeszłam pomyślnie przez tę próbę i wraz z pozostałymi odtwórcami ról dziecięcych wyjechałam do podwarszawskiej miejscowości na pięciodniowy obóz integracyjny. Był tam również pan Jan Jakub Kolski. Czemu służyło to zgrupowanie? Przede wszystkim mieliśmy się tam z sobą lepiej poznać, zżyć, bo nasi bohaterowie w filmie też tworzą zgraną paczkę. To się udało. Do tej pory się przyjaźnimy, telefonujemy do siebie, wysyłamy SMS-y i maile. Pan reżyser wprowadzał nas w tematykę „Wenecji”, rysował na tablicy scenerię, mówił, jak będą wyglądać poszczególne sceny. Ponadto codziennie analizowaliśmy każdą z dziecięcych postaci z osobna. No to przybliż nam swoją bohaterkę, Karolinę. Karolina jest dziewczynką z Warszawy. Po wybuchu 2. wojny światowej, wraz z kilkoma innymi dziećmi ukrywa się przed okupacyjną grozą w podupadającym dworku ciotki głównego bohatera, swego rówieśnika Marka, którego gra Marcin Walewski. Karolina nie ma najlepszych relacji ze swoją mamą. Co sprawia, że Marek się z nią zaprzyjaźnia, bo też bywa niezrozumiany przez własną mamę. Ja także sądzę, że to mogło zbliżyć ich do siebie. Na szczęście nie musiałaś przeżywać wojny. Czy nie obawiałaś się, że będzie Ci trudno pojąć nieznaną z własnego doświadczenia, okupacyjną rzeczywistość „Wenecji”? Te obawy rozwiał nasz wspólny pobyt na obozie zapoznawczym. Wiele dały mi również rozmowy z panem Janem Jakubem Kolskim. Ale najważniejsza była lektura napisanego przezeń scenariusza, który przeczytałam kilka razy. Bardzo mi się spodobał. Jak pracował z wami – z dziećmi – Jan Jakub Kolski już na planie filmu? Był bardzo wyrozumiały i cierpliwy. To przemiły człowiek. Podobnie jak autor zdjęć Artur Reinhart. W „Wenecji” partnerowałaś sławnym aktorkom, m.in. Teresie Budzisz-Krzyżanowskiej, grającej Twoją filmową mamę Julii Kijowskiej, Magdalenie Cieleckiej, Agnieszce Grochowskiej, Grażynie Łęckiej-Kolskiej. Czy to Cię onieśmielało? Nie, wcale mnie nie onieśmielało. Przecież to są nie tylko aktorki i gwiazdy, ale także zwyczajne kobiety, bardzo sympatyczne panie. Mieszkałyśmy w tym samym ośrodku, zaprzyjaźniłyśmy się. Granie z panią Budzisz-Krzyżanowską było dla mnie szczególnie wielkim zaszczytem. Jak godziłaś granie w filmie z nauką w szkole? Zdjęcia do „Wenecji” zbiegły się z moim przejściem ze szkoły podstawowej do gimnazjum, to było trochę niefortunne. Ale zaległości w nauce nadrabiałam na bieżąco i w pierwszym semestrze miałam średnią 4,57, a rok szkolny kończę z jeszcze wyższą – 4,80. Swoją przygodę aktorską rozpoczęłaś w Domu Sztuki SMB „Jary” na Ursynowie. Jak ją wspominasz? Z dużą przyjemnością. Od piątego roku życia przez pięć i pół roku chodziłam do Domu Sztuki na zajęcia teatralne prowadzone przez pana Grzegorza Sierzputowskiego. Przydały Ci się? Oczywiście! Stopniowo rozwijały moje aktorskie możliwości. Nauczyły mnie współpracy na scenie z innymi aktorami i wcielania się w różne postacie. Pamiętasz przedstawienia, w których wystąpiłaś w Domu Sztuki? Zaczęłam od spektaklu „W Kubusiowym lesie”, grałam Prosiaczka. Zapamiętałam także „Pinokia”, „Przygody Lisa Witalisa”, „Alicję w Krainie Czarów” i „Królewnę Śnieżkę”, w której grałam rolę tytułową. A kiedy byłam trochę starsza, wystąpiłam w przedstawieniu opartym na skeczach Kabaretu Potem. Czy kontynuujesz naukę aktorstwa? Tak, związałam się z ogniskiem teatralnym pani Haliny Machulskiej i świętej pamięci pana Jana Machulskiego. Chciałabyś studiować w szkole teatralnej? Tak, chcę zostać aktorką. Zbyt wiele kroków zrobiłam już w tym kierunku, by potem z tego zrezygnować. W takim razie życzę spełnienia marzeń i dziękuję za rozmowę. Jarosław Pajdak
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
|||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|







