Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Bardzo dużo cech wspólnych...

27-05-2026 20:03 | Autor: Tadeusz Porębski
Systematycznie odwracam się od polskiej polityki, konkretnie od parlamentarnego jazgotu, mocno na wyrost zwanego polityczną debatą. Jazgot wydobywa się z ust wszystkich uczestników tzw. debat – od lewa do prawa. Oni już nie potrafią ze sobą normalnie rozmawiać. Wielu z nich z gadania uczyniło sobie sposób na bardzo wygodne życie. Absolutna czołówka sejmowych „gęgaczek” to panie Barbara Nowacka i Katarzyna Lubnauer. Pierwsza porzuciła swoje ideały lewicowe na rzecz liberalnych w zamian za dobre miejsce na liście wyborczej PO, druga nie ma żadnej konkurencji w dyscyplinie „czcze gadanie, z którego nic nie wynika”. Natomiast wśród sejmowych „gęgaczy” prym wiodą niespełniony prawnik rodem z Siedliszcza (1431 dusz) pan Sebastian Kaleta oraz grójecki złotousty, pan Marek Suski. Tu należy zaznaczyć, że po piętach depcze im pan poseł Borys Budka z rządzącej krajem PO. O Antonim Macierewiczu nie wspomnę. W tle mamy pana Jarosława Kaczyńskiego, który bardzo lubi odsyłać Donalda Tuska do Niemiec, nazywając go zdrajcą.

Prezes Kaczyński to człowiek dziwny, gniewny i nieprzewidywalny. Ale polityk z niego skuteczny, potrafiący zamieszać części wyborców we łbach i wprowadzić do Sejmu bez mała 200 „szabel”. Po wyborczej porażce, a ostatnio w związku ze spadającymi notowaniami partii, gniew Prezesa zaczyna eskalować, a to niesie ze sobą wielkie niebezpieczeństwo. Jest czymś całkiem zrozumiałym, że lęk przed osobami zaburzonymi, mającymi trudności z opanowaniem emocji, może wywołać stan zagrożenia w najbliższym otoczeniu. A jeśli tego typu zachowania prezentuje przywódca dużej partii politycznej mającej aspiracje do rządzenia dużym państwem europejskim, to w głowach obywateli powinien odezwać się dzwonek alarmowy. Kierując się mądrymi opracowaniami specjalistów od przypadłości głowy można by postawić tezę, że w przypadku Prezesa mamy do czynienia bardziej z gniewem, niż z agresją.

Gniew stanowi bowiem odpowiedź na frustracje, zwłaszcza gdy jednostka przekonana jest o intencjonalnym działaniu innych osób na jej szkodę. To zaś motywuje ją do odwetu i kieruje ostrze gniewu przeciwko rzekomemu krzywdzicielowi. Gniew obejmuje cały wachlarz reakcji – od sarkastycznych uwag, przez wchodzenie w otwarte konflikty, wyrażanie pogardy, szydzenie, aż po stany wściekłości. Uczucie gniewu jest bliskie wrogości wobec innej osoby, bądź osób (dr Bożena Gulla, UJ, monografia „Gniew, agresja, przemoc”). Co najbardziej mnie przeraża w werbalnych wybrykach Prezesa? To, że z przekonaniem i entuzjazmem oklaskują go wyborcy na pisowskich spędach, jak również (zapewne) kilka milionów jego zagorzałych wyznawców przed telewizorami. W moim odczuciu wiele publicznych wypowiedzi i fraz Prezesa to klasyczne nawoływanie do nienawiści i wypuszczenie dżina z butelki, czyli staropolskie „Bigosować!”.

Kto zagwarantuje, że wśród wyznawców Prezesa nie znajdzie się fanatyk, który strzeli Tuskowi w łeb, albo poczęstuje go kozikiem, którego posmakował nie tak dawno Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska? Siedzę sobie niedawno przy komputerze i słyszę w sąsiednim pokoju głos z telewizora: „Najsłuszniejsze zasady tego narodu… Czy chodzi o niemądry zachwyt nad polskością i własną historią, czy o racjonalne spojrzenie kim jesteśmy? Aroganckie poniżanie innych, czy tolerancję, która cechowała ten naród od stuleci? Silną rękę, czy demokrację? Gwałt zadawany jednostce, czy jej poszanowanie? Jestem patriotą, ale takim, który polskość rozumie jako racjonalizm, a nie szaleństwo; poszanowanie innych, a nie gwałt; tolerancję, a nie nienawiść; codzienną solidną pracę, a nie frazesy. Należy zważyć, iż w historii nowożytnej tego narodu nie było królobójstwa. Wszędzie naokoło instrumentem polityki były sztylet i trucizna – u nas nie. To musi coś znaczyć”.

Co jest – pytam sam siebie? Czyżby pojawił się wreszcie polityk, na którego czekam od 1989 r.? Niestety… Ten niesłychanie mądry wywód, odnoszący się także do oplecionej wzajemną nienawiścią, populizmem, brakiem poszanowania dla innych i brakiem tolerancji dzisiejszej Polski, wygłosił aktor Zdzisław Mrożewski w roli Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta RP po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Akurat emitowali w TVP urywki filmu Jerzego Kawalerowicza „Śmierć prezydenta” z 1977 r. Kilkadziesiąt godzin po wypowiedzeniu tych słów Narutowicz padł w „Zachęcie” od kul oszalałego nacjonalisty Eligiusza Niewiadomskiego. Podczas procesu zabójca pozował na patriotę, który swym czynem uratował ojczyznę przed „masońsko – socjalistycznym” spiskiem. Wobec oburzenia społeczeństwa narodowcy odcinali się od Niewiadomskiego, aktywnego działacza endecji, forsując tezę o jego rzekomym szaleństwie. W miarę upływu lat teza ta stała się powszechna i pokutuje do dziś.

Jednak zdaniem wielu historyków, nie do końca okazuje się trafna. Nieliczni znajomi zamachowca twierdzili, że był człowiekiem skrytym. Był też bardzo drażliwy, stanowił typ samotnika i czuł się zdolnym głównie do rozkazywania, a na uchybienie przeciwko sobie reagował z nadzwyczajną gwałtownością. To był umysł ogarniający tylko pewne rzeczy, które starał się widzieć, nie widząc zupełnie z boku konsekwencji i niebezpieczeństw jakimi mogło to grozić. Nie był to człowiek o szerokich poglądach, ale ideowo bezwzględny. Malarz Jan Skotnicki, znajomy Niewiadomskiego, powiedział m.in. na procesie: „Jako człowiek był złośliwy, mściwy, bezwzględny i uparty, a głównym źródłem jego radykalizmu była pryncypialność. Te cechy charakteru nie zjednywały mu sympatii”. Słowa te oddają aspołeczny charakter Niewiadomskiego.

Z kolei lekarz psychiatra Maurycy Urstein, który na zlecenie sądu prowadził kilka sesji z Niewiadomskim, stwierdził m.in.: „Megalomania w ocenianiu własnej osoby, typowe idee reformatorskie, nieobliczalne postępki i dziwactwa, to cechy charakterystyczne dla katatonii. Nie zapominał uraz. Jeśli ktoś go dotknął nie okazywał tego, lecz nie przebaczał i szukał sposobności, by mu się odpłacić”. Kilka lat temu w programie telewizyjnym „Rewizja nadzwyczajna” dwoje lekarzy przeanalizowało wszystkie zachowane wypowiedzi Niewiadomskiego starając się opracować na ich podstawie jego profil psychologiczny. Ich zdaniem, zabójca prezydenta cierpiał na tzw. obłęd posłannictwa. Osoba dotknięta tym schorzeniem ma poczucie misji, którą realizuje bez względu na konsekwencje. Kiedy czytam opinie lekarskie o Niewiadomskim nieodmiennie pojawia mi się przed oczami twarz... Prezesa, bo widzę wiele cech wspólnych.

Do czego mogą doprowadzić postępujące podziały w społeczeństwie, rosnąca nienawiść i ofensywa populistów, prawicowych ekstremistów, Prawdziwych Polaków, czy zaciekłych wrogów Tuska i jego ekipy? Do wojny domowej? Rozruchów na wielką skalę? Aktów skrytobójstwa? Prof. Ulrike Guerot, znana niemiecka myślicielka i politolog, pisze m.in. w swojej arcyciekawej książce „Europejska wojna domowa”, że prawicowy populizm dzieli dzisiaj narody Europy. Po jednej stronie europejscy „tożsamościowcy” pragnący Europę całkowicie odizolować zachowując jej staroświecki ład państw narodowych, po drugiej liberalne, postępowe społeczeństwo obywatelskie chcące zorganizować Europę w sposób parlamentarny. Zdaniem Ulrike Guerot, jest to proces konieczny, ponieważ „europejska wojna domowa” otwiera tak naprawdę drogę ku nowej Europie, w której postawy polityczne staną się ważniejsze od przynależności narodowej.

Na szczęście w całej Europie zwolennicy otwartego na świat społeczeństwa obywatelskiego stanowią większość, tyle że nie połączyli się jeszcze w ruch polityczny. Kiedy to nastąpi rozwieje się widmo renacjonalizacji i populizmu otwierając drogę ku nowoczesnej, wolnościowej Europiei. Zgadzam się z koncepcją niemieckiej politolog, że Europa jest na drodze wielkich przemian. Mało – oczekuję i chcę takiej właśnie zjednoczonej Europy. Problem jedynie w tym, czy my, Europejczycy, zdołamy przebyć tę drogę w sposób bezkrwawy. Mam tylko jedno ale: model społeczny i doktryna polityczna zwana „multikulti” okazały się dotkliwą porażką i należy je o wsze czasy odesłać do lamusa. Nie jestem zwolennikiem szczelnego zamykania Starego Kontynentu, bardziej kwestii dawkowania. Tak czy siak, Europa nie może stać się przytułkiem dla milionów rozbitków życiowych z całego świata. To już przerobiliśmy i wiele państw dotkliwie się na tym eksperymencie poparzyło.

Groźba dominacji technologicznej, gospodarczej i handlowej Chin Ludowych oraz militarnej w wyniku coraz bardziej agresywnej polityki Federacji Rosyjskiej rośnie z roku na rok i tylko jedna wielka zintegrowana gospodarczo Europa ma szanse przeciwstawienia się gigantom. Sami znaczymy dzisiaj mniej więcej tyle, co ziarnko piasku na pustyni. Nawet Niemcy – pierwsza gospodarka Europy – nie są w stanie stawić czoła hegemonom, nie mówiąc o Polsce. Porzekadła „w kupie siła” i „kupą, mości panowie” – to drogowskaz na dzisiaj dla naszego kraju.

Wróć