Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Ciemna strona Służewca...

14-09-2022 21:36 | Autor: Tadeusz Porębski
Polski Klub Wyścigów Konnych (PKWK) wydał oświadczenia w sprawie zarzutów wysuwanych przez media i środowisko wyścigowe pod adresem Komisji Technicznej. Władze PKWK odniosły się również do publikacji medialnych, krytykujących zaniedbania oraz nieprawidłowości do jakich dochodzi na służewieckim torze.

W styczniu 2001 r. Sejm RP mocą ustawy powołał do życia Polski Klub Wyścigów Konnych, któremu Skarb Państwa powierzył wykonywanie niezbywalnego prawa własności w stosunku do położonych na terenie Warszawy nieruchomości po zlikwidowanym przedsiębiorstwie Państwowe Tory Wyścigów Konnych. W skrócie oznacza to, że PKWK zarządza torem na Służewcu, ale bez prawa zbycia tej 137-hektarowej nieruchomości, wpisanej w znacznej części do rejestru zabytków. Prezesa PKWK powołuje i odwołuje minister rolnictwa i rozwoju wsi na wniosek złożonej z 9 członków Rady PKWK, którzy podobnie jak prezes powoływani są i odwoływani przez szefa resortu rolnictwa. Sześcioro z nich powoływanych jest spośród kandydatów przedstawionych przez organizatorów wyścigów konnych oraz organizacje zrzeszające hodowców i właścicieli koni ras dopuszczonych do udziału w wyścigach; dwóch członków wywodzi się spośród kandydatów przedstawionych przez organizacje zrzeszające trenerów i jeźdźców, zaś jeden członek reprezentuje ministra. Od 2001 r. zmieniło się kilkoro prezesów PKWK, w lutym br. jego sternikiem został Krzysztof Kierzek, bardziej związany z promocją sportu jeździeckiego, niż z wyścigami konnymi. Prezes PKWK nadzoruje m. in. pracę powoływanej przez siebie Komisji Technicznej.

Na liczących się torach wyścigowych świata jockey cluby są organizacjami niezależnymi od państwa i rządzą się własnymi prawami, podobnie jak związki sportowe w rodzaju PZPN czy PZLA. W Polsce jest inaczej. Rada PKWK to gremium całkowicie uzależnione od decyzji ministra rolnictwa. To on jednoosobowo decyduje, kto może być prezesem PKWK i członkiem Rady, a kto nie. W październiku 2020 r. pan minister powołał w skład obecnej Rady Przemysława Błaszczyka (reprezentant resortu), Bogdana Pukowca (wiceprezes zarządu spółki Totalizator Sportowy), Jerzego Engela (prezes Turf Club Służewiec), Mariusza Gołębiowskiego i Michała Romanowskiego (prywatni właściciele koni), Macieja Kacprzyka (trener koni wyścigowych), Magdalenę Wyrzyk (Stowarzyszenie Jeźdźców Wyścigowych), Jerzego Sawkę (dyrektor wrocławskiego toru Partynice) oraz Kaję Koczurowską – Wawrzkiewicz (dyrektorka Hipodromu Sopot). Przewodniczącym Rady PKWK został Bogdan Pukowiec.

O tym, że ostatnio źle się dzieje na stołecznym hipodromie pisaliśmy w sierpniowym wydaniu „Passy”, a naszą publikację „Coraz więcej problemów na Służewcu” w całości przedrukował E-Play, największy polski portal branży hazardowej. Kilka dni później temat podjął dziennikarz Gazety.pl, jednego z największych w kraju portali internetowych, z liczbą użytkowników na poziomie ponad 17 mln. Zamieszczanych w mediach społecznościowych szyderczych komentarzy internautów pod adresem PKWK nie sposób zliczyć.

Odnoszą się one do dwóch wydarzeń, które zbulwersowały środowisko wyścigowe. W lipcowej gonitwie o Nagrodę Kozienic (kat. A) na celownik prawie równocześnie wpadły dwa ogiery – Night Tornado oraz Kaneshya. Po prawie półgodzinnym badaniu obrazu z foto finiszu stewardzi z Komisji Technicznej orzekli „łeb w łeb”, czyli dwóch zwycięzców. Na udostępnienie foto-finiszu właściciele koni i gracze musieli czekać aż 10 dni. Transparentność oraz uczciwość wobec graczy i środowiska wyścigowego wymagają, by foto-finiszowe zdjęcie było wywieszane natychmiast po ogłoszeniu werdyktu KT. Z foto-finiszu Nagrody Kozienic (zamieściliśmy je w nr 1125 „Passy” z dnia 25 sierpnia) wynika, że o koński nos (mniej więcej 20 cm) wygrał Night Tornado. Na torze zawrzało i nic dziwnego, że do Prokuratury Rejonowej na Ursynowie wpłynął wniosek o ściganie stewardów z KT w postępowaniu karnym z art. 271§1 (poświadczenie nieprawdy). W sytuacji uporczywego negowania faktów przez PKWK jedynie prokuratura może postawić kropkę nad „i”.

Aby tego dokonać prokurator prawdopodobnie powoła biegłego sędziego, który obsługuje foto-finisz. Powinien to być sędzia z zewnątrz, spoza toru, najlepiej z innej dyscypliny sportu (np. lekkoatletyka, zawody sprinterskie), by uniknąć sytuacji, w której ktoś z PKWK byłby sędzią we własnej sprawie. W sprintach sędzia, podobnie jak jest na Służewcu, korzysta z umieszczonej dokładnie na linii mety kamery cyfrowej mającej wąski kąt patrzenia. Gdy biegacze przecinają linię mety kamera zaczyna wykonywać serię zdjęć opatrzonych kodem czasowym. Powstaje złożony obraz pokazujący kolejne fazy przekraczania linii mety przez biegacza. To jedyny sposób na definitywne rozwianie piętrzących się od lipca wątpliwości, związanych z rozstrzygnięciem KT w Nagrodzie Kozienic.

Do kolejnego skandalu na Służewcu nie ma odniesienia w całej historii toru, czyli od czerwca 1939 roku. Pod koniec sierpnia rozegrano klasyczną gonitwę St. Leger (kat. A, 2800 m). Widzów i kilku trenerów zaniepokoił zbyt szybki czas pierwszych 300 m biegu. Trzy dni po fakcie zdecydowano się dokonać pomiaru dystansu gonitwy. Okazało się, że konie ścigały się na dystansie o prawie 70 m krótszym. Ktoś przesunął w nieodpowiednie miejsce słupek startowy. Gorący temat podchwyciły media. Pod ich naciskiem Komisja Techniczna zdecydowała o unieważnieniu gonitwy. Przytaczamy wyżej fakty, z którymi nikt rozsądny nie powinien dyskutować. A jednak… W ostatnich dniach prezes i Rada PKWK wydali z siebie dwa bardzo podobne oświadczenia. Kwestionują w nich doniesienia medialne nazywając je „niepotwierdzonymi, niejednokrotnie nieprawdziwymi i wprowadzającymi w błąd oraz godzącym w dobro wyścigów konnych”. To Rada PKWK. Natomiast prezes Kierzek wydaje się być wręcz obrażony medialnymi zarzutami: „Stanowczo zaprzeczam doniesieniom o rzekomych zaniedbaniach bądź nieprawidłowościach, które były przypisywane przez media m.in. naszej organizacji… Zarówno zadania poszczególnych komisji, jak i pracowników PKWK, wypełniane są z należytą starannością i na podstawie obowiązujących przepisów… Jako Prezes PKWK wyrażam głębokie zaniepokojenie skalą pomówień…”.

Jeden ze służewieckich trenerów tak odniósł się do wynurzeń pana prezesa: „Nie znajduję cenzuralnych słów, by skomentować ten bełkot”. Nic dziwnego, że od oświadczenia – kuriozum, ośmieszającego wręcz PKWK, odcięło się aż trzech członków Rady w osobach Jerzego Sawki, Jerzego Engela oraz Mariusza Gołębiowskiego. Każdy z nich złożył do tego „dokumentu” votum separatum.

Prezes swoje, a środowisko i media swoje. Pod adresem PKWK i Komisji Technicznej pada coraz więcej trudnych pytań, na które brak odpowiedzi. I chodzi nie tylko o regulamin wyścigowy, ale o akt wyższego rzędu, jak na przykład prawo administracyjne procesowe. I tak, unieważnienie gonitwy wynika WPROST z §78, ust. 1, pkt. 4 Regulaminu wyścigów: „Gonitwa JEST nieważna, jeżeli… odbyła się na innym dystansie niż ustalono w szczegółowych warunkach gonitwy”, a nie z mocno spóźnionego orzeczenia KT. A czy faktycznie St. Leger odbyła się na innym dystansie niż 2800 m? Któż to może wiedzieć, skoro pomiaru dystansu dokonano dopiero trzy dni po gonitwie? Zapis w orzeczeniu KT brzmi: „W dniu 31 sierpnia 2022 r…. na wniosek PKWK dokonano pomiaru dystansu gonitwy nr 5 o Nagrodę St. Leger w dniu 28 sierpnia 2022 r., który to pomiar wykazał, że odległość od tabliczki 2800 m do celownika wyniosła 2739 m…”. To nie są twarde fakty, lecz spekulacje stewardów, bowiem przez trzy dni tabliczka „2800 m” mogła zostać kilkakrotnie przesunięta do przodu lub do tyłu przez pracowników toru, bądź trenujących tam biegi jeźdźców. Trenerzy, właściciele koni i gracze mieli do czynienia w gonitwie St. Leger z wyjątkowym niechlujstwem i brakiem profesjonalizmu. Tymczasem prezes PKWK wypisuje w oświadczeniu peany na cześć swoją i pracowników, twierdząc, iż „zarówno zadania poszczególnych komisji, jak i pracowników PKWK, wypełniane są z należytą starannością i na podstawie obowiązujących przepisów”.

Czytając wydane oświadczenia można odnieść wrażenie, że zdaniem Przemysława Błaszczyka, Bogdana Pukowca, Michała Romanowskiego, Macieja Kacprzyka, Magdaleny Wyrzyk oraz Kai Koczurowskiej – Wawrzkiewicz, członków Rady PKWK, koniom i ludziom pracującym w stajniach żyje się wygodnie i dostatnio, komisje Klubu pracują wzorowo, a służewiecki zabytek znajduje się w pełni rozkwitu. Według nich tak zadbanego toru treningowego, jaki jest na Służewcu, nie powstydziliby się w Kentucky i na Longchamp w Paryżu. Zgładzenie ogiera Neverland, który doznał podczas treningu otwartego złamania nogi, to wymyślony przez pismaków spisek, by zrujnować nieskalany wizerunek PKWK i organizatora gonitw. Unieważnienie Nagrody St. Leger to kolejna medialna zadyma, wszak „zadania poszczególnych komisji, jak i pracowników PKWK, wypełniane są z należytą starannością”. Foto-finisz wywieszany jest niezwłocznie, a zarzuty, że służewieckie stajnie są zrujnowane i pokryte rakotwórczym azbestem nie trzymają się kupy, podobnie jak twierdzenie, iż obsługa większości stajni na kupę chodzi w krzaki. Polska to wolny kraj i każdy ma prawo patrzeć na rzecz oraz dokonywać ocen na swój sposób, tak jak czyni to sześcioro sygnatariuszy wspomnianego wyżej oświadczenia. Dlatego poddanie publicznej ocenie ich postawy w kwestii widzenia dzisiejszego Służewca byłoby dla gazety niestosowne i nie na miejscu.

Faktycznie, media mogą kłamać, jak sugerują autorzy oświadczeń wydanych przez PKWK, ale w przypadku Służewca zweryfikowanie medialnych informacji jest bardzo łatwe. O rzeczywistym stanie zabytkowego obiektu, a szczególnie zaplecza treningowego i stajni, Czytelnicy z Ursynowa, Mokotowa, Wilanowa i okolic mogą przekonać się naocznie odwiedzając po prostu ten zielony teren. Na część treningową oraz teren stajni można wejść w godzinach 12.00-22.00. Istnieją dwie bramy wejściowe na zaplecze Służewca, obie z Alei Wyścigowej – jedna od strony stacji PKN Orlen, druga u wylotu ul. Modzelewskiego. Warto się tam wybrać, ponieważ jest to darmowa okazja przeniesienia się do początków XX wieku. Jako komentarz do oświadczeń wydanych przez propagandystów z PKWK mamy pewną sugestię. Jeśli tak poważny państwowy podmiot zarzuca mediom, tu cytaty: „skalę pomówień”, a doniesienia medialne nazywa „niepotwierdzonymi, niejednokrotnie nieprawdziwymi i wprowadzającymi w błąd oraz godzącym w dobro wyścigów konnych”, to gdzie są pozwy sądowe przeciwko oszczercom? Wszak publiczne pomawianie oraz pisanie nieprawdy jest w Polsce karalne. Z oświadczeń PKWK wynika, że aż trzy media, w tym dwa o potężnej sile rażenia – kłamią, zniesławiają i godzą w wizerunek. Jeśli tak, to przypominamy, że wizerunku broni się nie poprzez wydawanie zalatujących PRL-em propagandowych oświadczeń, lecz na sali sądowej.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA