Odpowiedź na to pytanie jest jednak prosta. Przez długie lata to ludzie zajmowali tereny naturalnie zasiedlane przez dzikie zwierzęta, wypierając je i znacząco ograniczając ich środowisko. Teraz sytuacja odwraca się: coraz częściej obserwujemy powrót fauny i flory na obszary zamieszkane przez człowieka. Dziś widok dzików na ulicach miasta nie jest niczym nadzwyczajnym. Co prawda zwierzęta takie jak dziki, lisy, bobry, sarny, a nawet łosie od dawna pojawiały się w lasach i zagajnikach otaczających miejskie tereny, jednak swobodne paradowanie tych czworonogów po ulicach wciąż należy do rzadkości.
W ostatnich latach dzik euroazjatycki (Sus scrofa) radzi sobie wyjątkowo dobrze, przede wszystkim dzięki inteligencji i umiejętności adaptacji do szybko zmieniających się warunków. Ten przodek świni domowej dysponuje zdolnością, którą – jak żartują niektórzy – Polacy stopniowo zatracają: potrafi się skutecznie rozmnażać. To kluczowy czynnik pozwalający utrzymać, a nawet zwiększyć liczebność populacji. Odwiedzając stołeczne parki i rezerwaty, często natrafiam na tropy dzików, co świadczy o ich obecności w tych miejscach.
Warto przypomnieć, że dziki pełnią istotną rolę ekologiczną. Można je porównać do naturalnych ogrodników – spulchniają glebę, ułatwiając kiełkowanie wielu drzew i krzewów, a przy okazji zjadają larwy licznych szkodników. Dzięki temu korzystnie wpływają na równowagę środowiska naturalnego.