To jednak kłóci się z Zarządzeniem nr 30 Komendanta Głównego Policji, które powiada, że policjant dokonujący kontroli prędkości urządzeniem laserowym MA OBOWIĄZEK okazać kierującemu parametr upływu czasu od dokonania pomiaru. Natomiast §26 ust. 2 pkt. 2 tegoż zarządzenia stanowi, iż policjant ma obowiązek odnotować w notatniku służbowym czas, jaki upłynął od pomiaru do okazania jego wyniku kierującemu pojazdem. A zatem, skoro parametr ten winien być wpisany do notatnika oznacza, że okazanie go kierującemu jest obowiązkowe. Dzielni funkcjonariusze włocławskiej drogówki czujnie ukryli się oznakowanym radiowozem na bocznym parkingu, niewidocznym dla kierujących pojazdami i stamtąd dokonywali pomiarów prędkości. Przyjąłem mandat, bo mocno spieszyłem się wtedy na wyścigi konne. Był to błąd z mojej strony, bowiem przyjęcie mandatu ma skutek nieodwracalny.
Aliści w Warszawie ustaliłem, że kontrolujący mnie funkcjonariusze prawdopodobnie złamali zapis w Rozdziale 3, §17, pkt. 4 Zarządzenia nr 495 Komendanta Głównego Policji z dnia 25 maja 2004 r. w sprawie sposobu pełnienia służby na drogach przez policjantów, tu cytat: „Podczas dokonywania pomiaru prędkości pojazd służbowy powinien być usytuowany w miejscu widocznym dla kierujących pojazdami”. Mniemam, że wydając powyższe rozporządzenie poeta miał na myśli także działanie prewencyjnie, a nie tylko łupienie niesfornych kierowców. Idea jest słuszna, ponieważ w moim przypadku gliniarze nie mieli do czynienia z piratem drogowym, ale z kierowcą, który nigdy nie został ukarany za przekroczenie prędkości (jedyne 2 punkty karne dostałem za jazdę bez pasów bezpieczeństwa). Gdyby więc zastosowali się do wewnętrznych przepisów zarządzonych przez najwyższego rangą przełożonego i zaparkowali na widocznym miejscu, z pewnością nie straciłbym punktów oraz 200 zł.
Był środek długiego weekendu, prawie zerowy ruch na drodze, zbliżał się koniec zmiany w WRD i mam wrażenie, że obijający od rana gruchy panowie policjanci na siłę szukali wyników, by o godzinie 14 (koniec zmiany) móc cokolwiek pokazać w notatnikach dowódcy kompanii. Aby wykazać swoją aktywność w służbie brali więc na drodze co popadnie, czujnie ukrywając się w przysłowiowych krzakach. Miałem nieszczęście paść ofiarą takiej „aktywności”. Napisałem do Komendanta Miejskiego Policji we Włocławku skargę, starając się dowieść, że jego podwładni złamali w moim przypadku §17, pkt. 4 wspomnianego wyżej Zarządzenia nr 495 Komendanta Głównego Policji z dnia 25 maja 2004 r., które jasno precyzuje, że „podczas dokonywania pomiaru prędkości pojazd służbowy powinien być usytuowany w miejscu widocznym dla kierujących pojazdami”. Zastępczyni pana komendanta spuściła mnie z wodą, twierdząc autorytatywnie, że owo zarządzenie straciło moc.
Jestem z tych dociekliwych, więc skierowałem do KGP stosowne zapytanie w trybie ustawy Prawo Prasowe. Gdzie mógłbym znaleźć bardziej wiarygodne źródło informacji jak nie tam, gdzie przedmiotowe zarządzenie powstało? Moje pytanie było krótkie, zrozumiałe i bardzo jasne: „Czy §17, pkt. 4 Zarządzenia nr 495 Komendanta Głównego Policji z dnia 25 maja 2004 r. nadal jest w mocy, czy też może został znowelizowany, bądź uchylony”. Biuro Prasowe KGP kazało długo czekać na odpowiedź, choć według prawa organ ma obowiązek udzielić dziennikarzowi wyczerpującej odpowiedzi w ciągu 14 dni. Ponaglenie nie przyniosło skutku, więc w dniu 8 czerwca 2023 r. pozwałem KGP do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Procedura jest dosyć prosta, wystarczy złożyć stosowny wniosek, wpłacić (naonczas) 100 zł i czekać na termin wokandy.
We wnioskach dowodowych przesłanych przez KGP do sądu wyczytałem, że tamtejsze Biuro Prasowe dokonało ekwilibrystyki godnej mistrza olimpijskiego w gimnastyce artystycznej tłumacząc się, że nie udzielono mi odpowiedzi, gdyż to będące ponad wszystkim biuro… nie udziela porad prawnych. Potraktowano proste pytanie o wewnętrzny przepis policji jako pytanie o poradę prawną! Skrajna bezczelność. Nie wiedziałem śmiać się, czy płakać. W kwietniu 2024 r. uśmiałem się, bo zapadł wyrok. Sąd stwierdził, że „Komendant Główny Policji dopuścił się bezczynności”; że „bezczynność organu nie miała miejsca z rażącym naruszeniem prawa” (co uchroniło KGP przed pieniężną grzywną); oraz że „zasądza od Komendanta Głównego Policji na rzecz skarżącego Tadeusza Porębskiego kwotę 100 (słownie: sto) złotych tytułem zwrotu kosztów postępowania sądowego”. Wyszło na to, że szef polskiej policji wisi mi stówę. Myślę sobie – zapłaci, czy też będę musiał ponownie zaciągnąć go do WSA?
Po kilku tygodniach przyszedł pocztą przelew od KGP na kwotę 100 zł. Sprawa zakończona sukcesem? Niestety, połowicznym, ponieważ wyrok sądu stwierdza wyłącznie bezczynność KGP i zawiera dywagacje prawne sędzi, czy zadane przeze mnie pytanie mieści się w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej. Nadal więc nie wiem, jak również miliony polskich kierowców, czy Zarządzenie nr 495 KGP jest w mocy i czy policjanci z drogówki mogą nas atakować zza krzaków, wiat autobusowych, przęseł mostów, przydrożnych parkingów i przecinek leśnych. Z mojej wiedzy wynika, że zarządzenie komendanta nie jest dokumentem tajnym, czy też opatrzonym klauzulą poufności, więc z definicji powinno być dokumentem jawnym, dostępnym dla każdego zainteresowanego kierowcy. Mamy prawo wiedzieć co policjant na drodze może, czego nie może i jakie ma obowiązki wobec użytkowników dróg publicznych.
Cała ta sprawa daje dużo do myślenia i nasuwa na myśl jeden wniosek: oni po prostu boją się publicznie przyznać, że zarządzenie jednak obowiązuje i radiowozy dokonujące stacjonarnego pomiaru prędkości powinny być widoczne dla kierujących pojazdami, bo oficjalne potwierdzenie mogłoby wywołać burzę i znacznie zmniejszyć wpływy do budżetu państwa uzyskiwane z tytułu nakładanych mandatów karnych. Jednak służba państwu i obywatelom nie polega na ich łupieniu. Służenie obywatelom to także prewencja. Podczas pełnienia służby policjanci powinni podchodzić do kierowców w sposób uczciwy – być widoczni dla kontrolowanych, tak jak zarządził komendant główny. Ten trend potwierdzają m.in. znaki D-51a oraz D-51b informujące kierowców o zbliżaniu się do urządzeń automatycznie kontrolujących prędkość. Jest to najlepszy przykład działania prewencyjnego i uczciwego wobec obywatela.
Należałoby zatem ponownie zapytać KGP o to samo: czy §17, pkt. 4 Zarządzenia nr 495 Komendanta Głównego Policji z dnia 25 maja 2004 r. nadal jest w mocy i czy w związku z tym policjantom z drogówki nie wolno chować się po krzakach, tylko być widocznym dla kontrolowanych kierowców? Nasuwa się kolejne pytanie, dlaczego z jednej strony państwo podchodzi do obywatela uczciwie, informując zawczasu kierowców o zbliżaniu się do przydrożnych fotoradarów, a z drugiej nieuczciwie zezwalając swoim służbom na wolną amerykankę i łupienie kierowców z zasadzek. Żeby była jasność: powyższe uwagi nie dotyczą operujących na autostradach i drogach ekspresowych policjantów z Grupy Speed, których zadaniem jest wyłapywanie m.in. pijaków za kierownicą. Pijacy i piraci za kółkiem to prawdziwa plaga, którą należy zwalczać wszelkimi dostępnymi metodami. W sporze sądowym z KGP chodziło mi wyłącznie o stacjonarne pomiary prędkości dokonywane przez umundurowanych policjantów w oznakowanych radiowozach za pomocą tzw. „suszarek” na drogach wojewódzkich, powiatowych i gminnych.
Na koniec informacja dla każdego kierowcy, który uzna, że zarzucane mu wykroczenie drogowe jest wątpliwe, a nawet dęte. Należy odmówić przyjęcia mandatu. Wiadomo, trafiamy wówczas do sądu, ale możemy przedstawić tam swoje racje i dowody. Nawet jeśli przegramy, to będziemy musieli jedynie zapłacić mandat, bo sądy nie nakładają punktów karnych, którymi w przypadku przyjęcia mandatu zostalibyśmy obłożeni przez policjanta.