„Z tem największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz” – pisał w Słówkach Tadeusz Boy-Żeleński. Czy z takim właśnie przypadkiem mamy do czynienia w twórczości Andrzeja Zaniewskiego – warszawiaka z urodzenia, poety, prozaika, krytyka sztuki, autora tekstów piosenek, laureata Nagrody Czerwonej Róży (1966), Nagrody im. Władysława Stanisława Reymonta (1995) i wielu innych wyróżnień? Być może odpowiedź odnajdziemy w jego wierszach. Czy rozwiązanie, po które sięgnął autor zbioru lirycznych utworów 93 wiersze dla Kariny, okazało się skuteczne?
Tom zawiera zwierzenia, refleksje, impresje, anegdoty i przemyślenia wynikające z wieloletniej przyjaźni z młodą, fascynującą pod wieloma względami kobietą. Taka opinia wydaje się w pełni uzasadniona, nawet jeśli mamy świadomość, że obraz Kariny został zapewne częściowo wyidealizowany przez zauroczonego nią autora. Była sąsiadką poety, spotykaną przypadkiem w windzie kamienicy przy ulicy Królewskiej w Warszawie.
A oto, jak autor wspomina jedno ze wspólnych spotkań. Z pozoru zwyczajne i przypadkowe, a jednak kryjące w sobie pewną głębię, drugie dno:
„Naprzeciw siebie w Bursztynowej… łączy nas stół
i wszystko co na stole… Wódka, kieliszki, potrawy,
kompot w przejrzystym dzbanie
i rozmowa…”
Tyle wystarczy na początek. Ktokolwiek chciałby dowiedzieć się więcej o tej niepospolitej relacji dwojga ludzi, powinien koniecznie sięgnąć po tom 93 wiersze dla Kariny autorstwa Andrzeja Zaniewskiego.
Promocja książki odbyła się w siedzibie Związek Literatów Polskich przy ul. Krakowskie Przedmieście w Warszawie. Uczestnicy spotkania mogli nie tylko wysłuchać wybranych wierszy i porozmawiać z autorem, lecz także zobaczyć w kuluarach obiekt jego poetyckiej fascynacji – Karinę.