Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Między nami i drzewami

29-04-2026 20:04 | Autor: Mirosław Miroński
No i stało się – kasztanowce zakwitły. Białe świece ich kwiatów zapłonęły nagle, jakby ktoś dał znak. W polskim pejzażu to sygnał czytelny od pokoleń: za chwilę matura. Rytm natury splata się tu z rytmem ludzkiego życia w sposób niemal symboliczny – jakby drzewa, niewzruszone i cierpliwe, odmierzały czas dojrzewania kolejnych roczników.

Pisałem już o tym szczególnym momencie przejścia, o tej cienkiej granicy między młodością a dorosłością. Dziś jednak wracam do niego z innej strony – przez pryzmat drzew, które co roku przypominają, że czas nie stoi w miejscu, ale też nie biegnie chaotycznie. Przeciwnie – ma swoją powtarzalność i logikę.

Na moim podwórku rosły do niedawna dwa kasztanowce. Ich kwitnienie było jak dialog – jeden zaczynał, drugi odpowiadał kilka dni później. W tym roku przemówił już tylko jeden. Drugi zamilkł na zawsze. Wichura złamała go bez ostrzeżenia, brutalnie przerywając jego wieloletnią obecność. Służby zrobiły swoje: sprawnie, bez sentymentu, zamieniając drzewo w materiał, w surowiec, w coś pozbawionego dawnego znaczenia. A przecież jeszcze niedawno było częścią krajobrazu, milczącym świadkiem codzienności. Jego los nie przypomina romantycznej wizji z dramatu Alejandro Rodrígueza Álvareza – „Drzewa umierają stojąc”. Tam śmierć związana jest z godnością, z metafizyką trwania. Rzeczywistość bywa bardziej szorstka. Drzewa – podobnie jak ludzie – nie zawsze mają przywilej odejścia w spokoju. Czasem ich historia urywa się gwałtownie, bez puenty, bez wzniosłej symboliki. W tym sensie natura nie tyle nas naśladuje, co raczej odsłania wspólny porządek kruchości bytu.

Pozostał jeden kasztanowiec. I to on teraz przejął rolę strażnika czasu – to on ogłasza nadejście matur, przypomina o nieuchronności zmian. Bo matura, choć ubrana w arkusze, procedury i egzaminy, jest w istocie doświadczeniem egzystencjalnym: momentem wyboru, pierwszym poważnym sprawdzianem wolności.

A przecież kasztanowiec jest tylko jednym z wielu drzew, które współtworzą pejzaż Warszawy. Miasto, choć z pozoru zdominowane przez beton i szkło, wciąż oddycha dzięki zieleni. Drzewa wpisane są w jego tkankę jak żywe oazy – nie tylko zdobią, ale podtrzymują życie. Dla człowieka są czymś więcej niż tłem. Oczyszczają powietrze, łagodzą upał, przynoszą cień – ale też, co trudniej zmierzyć wzbogacają nasze otoczenie. Ich obecność działa kojąco, przywraca proporcje, pozwala na chwilę wyjść pośpieszny rytm miasta. W ich cieniu łatwiej myśleć, a czasem – po prostu być. Dla zwierząt stanowią ostatnie enklawy naturalności. Wśród gałęzi, w dziuplach, w cieniu liści toczy się życie równoległe do naszego – dyskretne, lecz niezbędne. Drzewa tworzą korytarze istnienia, umożliwiające przetrwanie w środowisku, które coraz rzadziej jest przyjazne.

Wreszcie – klimat. Tu rola drzew ujawnia się najpełniej, choć często pozostaje niedoceniona. To one łagodzą skutki zmian, zatrzymują wodę, wiążą dwutlenek węgla, stabilizują przestrzeń, w której żyjemy. Są cichymi regulatorami rzeczywistości, której równowaga staje się coraz bardziej krucha. A jednak ich los w mieście nie jest oczywisty. W Warszawie, mimo obecności miejsc tak znaczących jak Łazienki Królewskie czy Park Skaryszewski, drzewa zmagają się z presją: zanieczyszczeniem, brakiem przestrzeni, ingerencją człowieka. Starzeją się, chorują, znikają. Ich miejsce zajmują nowe nasadzenia – młode, jeszcze kruche, dopiero uczące się miasta.

Między wycinką a sadzeniem, między stratą a nadzieją, rozgrywa się współczesna opowieść o drzewach. Opowieść, która w gruncie rzeczy jest także opowieścią o nas samych – o tym, jak radzimy sobie z przemijaniem, odpowiedzialnością za nasze działania i wyborem. Drzewa, choć milczą, mówią bardzo wiele. Trzeba tylko nauczyć się ich słuchać. Warto zwolnić albo przystanąć w ich pobliżu i zanurzyć się w szmer liści.

Wróć