Tyle że ten wyśmiewany dzisiaj przez połowę świata niezguła włada najsilniejszym mocarstwem na świecie, uzbrojonym po zęby w broń najnowszej generacji, także jądrową. Robert Fico słusznie określił Trumpa mianem „niebezpieczny”, bo jest to fakt. To człowiek szalenie niebezpieczny, niestabilny i nieprzewidywalny, mający innych za nic i traktujący prawo międzynarodowe jak szmatę. Wspólnie z Netanjahu (zwanym pieszczotliwie „Bibi”), syjonistą i marzycielem o Wielkim Izraelu, napadł na Iran. Rzekomo państwo to stało się wielkim zagrożeniem dla obu agresorów. Liznąłem w szkole trochę geografii, ale nie przypominam sobie, by choć jedno z nich graniczyło z Iranem. Izrael oddzielają od Iranu aż trzy państwa – Jordania, Syria i Irak. Waszyngton i Teheran dzieli ponad 10 tys. km. Lot samolotem na tej trasie trwa zazwyczaj ponad 19-20 godz. Gdzież zatem to straszne zagrożenie?
Brednie serwowane przez Netanjahu i Trumpa za pośrednictwem posłusznych mediów każdy zdrowo myślący człowiek może tylko wyśmiać. Koreański despota Kim Dzong Un, który doprowadził swój naród do skrajnego upodlenia i aktywnie rozwija rakiety balistyczne, w tym międzykontynentalne (ICBM) zdolne dosięgnąć USA, nie wydaje się być dla misia Fozzie z Białego Domu zagrożeniem. Dlaczego? Dobre pytanie. Dlatego, że poza nędzą i wszechobecnym syfem nie można tam nic ukraść. Co innego w Wenezueli (ropa), a szczególne w Iranie. Dawna Persja to jedno z najbogatszych państw świata pod względem zasobów naturalnych. Zajmuje czwarte miejsce pod względem udokumentowanych złóż ropy naftowej oraz drugie pod względem zasobów gazu ziemnego. Jest tam także mnóstwo miedzi, żelaza, węgla, ołowiu, cynku oraz metali ziem rzadkich. To jest prawdziwy powód agresji, a nie jakieś wydumane wzbogacanie uranu.
USA i usłużni Białemu Domowi sojusznicy (w tym Polacy) już kiedyś szukali broni jądrowej w Iraku. Napadli na ten kraj, strącili dyktatora z piedestału, wprowadzili w tym regionie chaos dając życie ISIS (Państwu Islamskiemu), skrajnie radykalnej organizacji terrorystycznej, po czym czmychnęli nie znajdując żadnej broni jądrowej. Dzisiaj powtórka z rozrywki – szukanie pretekstu, by zbrojnie napaść na Iran, obalić reżim, podporządkować sobie nową władzę i ile tylko się da kraść cenne surowce. Iran to kraj muzułmański, ale nie obowiązuje tam szariat. Irański islam nie jest agresywny, raczej liberalny. Potwierdza to wielu moich znajomych, którzy odwiedzili ten kraj. My, Polacy, mamy historyczny dług wobec Persów. Podczas II wojny światowej to właśnie Iran przyjął 120 tysięcy Polaków uciekających z łagrów ZSRR. Persowie, mimo własnej biedy rzucali wycieńczonym polskim dzieciom jedzenie i słodycze do ciężarówek. Isfahan do dziś nazywany jest „Miastem Polskich Dzieci”. To stamtąd pochodzi kapral niedźwiedź Wojtek kupiony od perskiego chłopca w Hamadanie.
Reżyser Armin Kurasz pisze: „Przejechałem Iran od wschodu po zachód i od północy po południe. Ten kraj w mediach mainstreamowych (głównego nurtu) to głównie drony, reżim i lęk. Propaganda robi wszystko, byśmy widzieli w Persach „obcych”. Ale na miejscu spotkałem najbardziej uprzejmy naród na świecie, który masowo prosił mnie o jedno: „Gdy wrócisz do siebie, powiedz im, że nie jesteśmy terrorystami. My po prostu chcemy żyć po swojemu”. Wiemy co to polska gościnność, ale w Iranie wchodzi ona na poziom kosmiczny. To Ta’arof – skomplikowany kod etykiety. Taksówkarz powie ci, że kurs jest za darmo, a piekarz nie będzie chciał pieniędzy za chleb. Musisz stanowczo nalegać na zapłatę. Gość jest tam świętością – dostaje najlepszy kawałek owocu i najwygodniejsze miejsce przy stole. Choć Iran jest krajem muzułmańskim Persowie nigdy nie dali się „zarabizować” i do dziś z dumą pielęgnują swoją odrębną tożsamość, język i kulturę”.
Syjoniści w Izraelu pod wodzą Netanjahu z uporem dążą do zrealizowania koncepcji „Wielkiego Izraela” (Erec Israel ha-Szlema). To tajny syjonistyczny plan, którego celem jest rozciągnięcie granic państwa od Nilu do Eufratu, czyli obszarów biblijnych. Dobrali sobie wspólnika w osobie Trumpa rządzącego USA – państwem agresorem. To duet jak z marzeń. Ostatnio ambasada Chin w Moskwie opublikowała listę krajów, które zostały zbombardowane przez USA od zakończenia II wojny światowej do dziś. Japonia (dwie bomby atomowe 1945), Korea i Chiny, Gwatemala, Indonezja, Kuba (inwazja w Zatoce Świń w 1959), Kongo, Laos i Wietnam, Kambodża, Grenada, Liban i Syria, Libia, Salwador i Nikaragua, Iran, Panama, Irak, Kuwejt, Somalia, Sudan, Afganistan, Jemen, Pakistan, Syria. Należy dodać, że z Kuby, Wietnamu i Afganistanu Jankesi uciekli z podwiniętym ogonem.
Wszystko wskazuje na to, że w Iranie będzie podobnie. Nie jestem politologiem czy wojskowym strategiem, ale już kilka lat temu pisałem, że jeśli Amerykanie i Żydzi napadną na Iran połamią sobie zęby, a jeśli zbrojnie wejdą na terytorium tego kraju utoną w morzu krwi. Po pierwsze, Persowie to bitny i honorowy naród z tysiącletnią tradycją, nawiasem mówiąc, najlepiej wykształcony w tym regionie. Irańscy uczeni, matematycy i programiści to światowa elita. Jednocześnie Pers gotowy jest oddać życie za kraj – bez wahania. Po drugie, mogą liczyć na wsparcie potęgi równej obecnie USA, czyli Chin. Mając do dyspozycji ponad 40 chińskich satelitów BeiDou na orbicie irański odwet jest niezwykle precyzyjny. Chiny dostarczyły dodatkowe radary dalekiego zasięgu zdolne do wykrywania nowoczesnych samolotów oraz rakiety hipersoniczne. Natomiast Rosja pomaga Teheranowi w fałszowaniu GPS zapewniając Iranowi kontrolę nad krytycznymi obszarami sygnału. Biorąc pod uwagę powyższe, Jankesi i Żydzi nie są w stanie wygrać wojny z Iranem.
Trump w coraz szybszym tempie traci popularność w Europie, także wśród wyborców prawicowych partii populistycznych, które jego administracja uznaje za naturalnych sojuszników. Wspomniany na wstępie portal Politico przeprowadził ostatnio sondaż. Badanie objęło ponad 10 tys. respondentów w pięciu krajach (Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Kanadzie i USA) i pokazuje, że popularność Trumpa spada na łeb i szyję. We Francji i Niemczech aż dwie trzecie respondentów deklaruje wobec niego negatywny stosunek. W Wielkiej Brytanii krytycznie ocenia go 55 proc. ankietowanych. Najmniej popularny Trump jest w Kanadzie, gdzie aż 72 proc. respondentów ma o nim złe zdanie.
Jego polityczna wędrówka zdaje się dobiegać kresu, ale ile jeszcze wyrządzi światu szkód zanim trafi na śmietnik historii. Ile szkód wyrządzi jeszcze Netanjahu i jego syjoniści zanim zostaną okiełznani w swoich marzeniach o „Wielkim Izraelu”. Historia zatoczyła koło – naród wczoraj ciemiężony dzisiaj ciemięży innych, przede wszystkim Palestyńczyków i Libańczyków. Chce także podporządkować sobie i ciemiężyć Persów, ale to raczej nie wchodzi w grę. Reinhard Heydrich, szef RSHA (Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy) wypowiedział 20 stycznia 1942 r. podczas konferencji w Wannsee znamienne słowa: „Przymusowa emigracja Żydów z naszej wspólnoty narodowej nie była złym pomysłem, niech gdzie indziej szkodzą…”. Co Heydrich miał na myśli stawiając tezę o szkodliwym działaniu rasy żydowskiej na niemiecką wspólnotę narodową, jak określał III Rzeszę?
Podczas meczu piłkarskiego Maccabi Hajfa – Raków Częstochowa żydowscy kibice zachowywali się skrajnie agresywnie. Jeden z nich symulował gwałt na polskiej kobiecie w postaci kukły okrytej polską flagą, którą wsadził sobie między nogi i wykonywał ruchy frykcyjne. To jedno z wielu agresywnych zachowań Żydów pod adresem państwa polskiego i Polaków. A potem biadolą, że jesteśmy antysemitami. Typowo żydowskie podejście do rzeczy.