W odróżnieniu od lewobrzeżnej Warszawy, dla wielu warszawiaków prawobrzeżna nadal jest utożsamiana z miejscami jak: Witolin, Kamionek z wysokim kościołem, gdzie jeszcze w latach siedemdziesiątych przy ulicy Grochowskiej był nieduży cmentarzyk, Olszynka Grochowska, z pokoleniami starszych i młodszych mieszkańców, co kreślili historię z racji nie tylko ciekawych wydarzeń i Grochów, z równie długą jak ulica Puławska, ulicą Grochowską. Nawet Saska Kępa, chociaż administracyjnie to Praga Południe, też jest szczególnym miejscem. Czy dlatego, że była na przestrzeni prawie pięciu wieków, obok dwóch innych kęp leżących w korycie Wisły („Kępa Polkowska” i tzw. „Kępa przy Bełku”), prawdziwą kępą zwaną „Kępą Saską”, dzierżawioną przez elektorów saskich: Augusta II i Augusta III, od władz miasta Starej Warszawy na potrzeby ich dworu, stąd emocjonalny nastrój tego miejsca?
Mój pierwszy kontakt z Pragą Południe, to słynny Teatr Powszechny przy ulicy Zamoyskiego. Do tego Teatru w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, chodziło się żeby po sześciodniowym dniu codzienności w pracy (czasem na II-III zmiany), obcować z kulturą, oglądać spektakle znanych pisarzy, podziwiać aktorów. Widzowie XX weku idąc do teatru, ubierali się elegancko, zachowywali poprawnie, bo pobyt w świątyni sztuki zobowiązywał.
Oczywiście obcowanie miało też dodatkowy wymiar – obsadę. Przystojnego Adama Hanuszkiewicza z głosem, którego można było słuchać bez końca, nawet w mrocznej „Zbrodni i Karze” Dostojewskiego, lub w scenicznym obrazie „Wesela” tłumy oglądały wiele razy. Pracownicy drukarni na Mińskiej, urzędnicy z Urzędu Dzielnicowego, inżynierowie Zakładów Optycznych bądź załogi z innych branż często wysiadali z tramwaju, żeby sprawdzić, czy już wiszą nowe plakaty i co ciekawego będą grali aktorzy. Młode kobiety naśladowały stroje Zofii Kucówny, dobierały do sukienek szytych według „Burdy” odpowiednie buty (oczywiście z Rutkowskiego), mężczyźni zakładali białe golfy z sąsiedniej Pragi, tej z Bazarem Różyckiego, strzygli włosy jak ich idol. Tak „upodobnieni” spacerowali w wolnym czasie po Krakowskim Przedmieściu licząc na podziw i zainteresowanie, nie tylko studentek i studentów U.W. lub ASP. Tamten klimat to również czas studenckiego luzu, charakterystycznych zwrotów przyszłych prawników cytujących regułki z „Prawa Rzymskiego”, strojów projektantek mody, nawet przed ukończeniem ASP, już spacerujących w oryginalnych „bananowych” sukienkach lub spódnicach.
Gdy młodzież wracała do akademika przy Kickiego, ulica i miejsca „po drodze”, były barwnym światem, innością, budziły zazdrość nie tylko u „niestudjujacych”.W latach siedemdziesiątych osoby z innych dzielnic, dojeżdżając do pracy na Grochów lub Gocławek, najczęściej tramwajami linii 3 lub 6, każdego dnia czując słodki zapach wyrobów unoszący się ze znanej fabryki producenta słodyczy, komentowali różnorodność asortymentu sklepu firmowego, widzianego przez szyby tramwajowe.
– Dobrze się mieszka w takiej okolicy, a aktorzy nie mają problemów z nabyciem, bo sąsiedztwo zobowiązuje obie strony!
Wedlowski sklep, przy zabytkowych rogatkach, podobnych do tych przy Placu Unii Lubelskiej, był miejscem, gdzie dorośli „polowali”, szczególnie przed Bożym Narodzeniem, na ptasie mleczka dla dzieci i tzw. „ścinki” z torcików wedlowskich, ręcznie malowanych czekoladą. Były tańsze i na wagę, a w reglamentowanych czasach smakowały tak samo. Bywało, że ktoś odważniejszy komentował po cichu: –ciemno-czerwone opakowanie deserowej czekolady „BELWEDERSKA” ze stylizowanym frontonem Belwederu i napisem E.Wedel, a ma dodatkowy napis: ZPC 22 LIPCA?
Na Grochowskiej, obok poczty była duża księgarnia. W księgarni, chociaż nie zawsze na widocznym miejscu, było wszystko. Często w drodze powrotnej do domu, zachodziłam spytać o nowości wydawnicze, szczególnie z serii „Nike”, literatury amerykańskiej i latynoamerykańskiej, oraz o niskonakładowe tomiki współczesnych poetów. Gdy zaprzyjaźniłam się z jedną z pań działu historycznego, „zdobyłam” wiele książek; są do dziś w naszym księgozbiorze.
Kiedyś usłyszałam jak ktoś pytał o Edwarda Stachurę, bo podobno mieszkał niedaleko. –Tak, na Rębkowskiej 1 na parterze, jak się przechodzi do kina na Paca. Poeta siedzi w pokoju w podkoszulku, pali papierosy i często pisze na maszynie.
Zainteresowana poetą, który był otwarty dla czytelników jak otwarte okno, w którym tworzył, kupiłam w księgarni jego „Piosenki”. Po latach, czytając słowa zawarte w wierszu (…) „Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam,(…) maski coraz inne. coraz mylne się nakłada”, pomyślałam o dawnych wieczorach teatralnych na Zamojskiego.
Tamten Grochów to również słynne Zakłady Odzieżowe „Cora” na Terespolskiej, gdzie przez wiele lat szyto modne ubrania według pomysłów znanych projektantów. Chociaż wiadomo export,można było w firmowym sklepie zdobyć tzw. „odrzuty”, potem imponować na wieczorkach tanecznych w jednej z sal na parterze. Młodzi mówili: - Idziemy potańczyć do „Szmaty”!
Czy ktoś pamięta, że wieczorki były zawsze do godziny dwudziestej, a po wyjściu na ulicę była cisza i porządek?
Mieszkając „Nad Dolinką”, niedaleko metra M1, już rzadko odwiedzam Grochów. „Zaprzyjaźniona” księgarnia nie istnieje, książki są wszędzie, nawet w śmietnikach. Na Grochowskiej nie ma Zakładów Optycznych, w kinie „1 Maj” na Podskarbińskiej, całkowite przebranżowienie. Może komuś nie podobał się patron święta ludzi pracy stąd zmiana? Nie ma „wizytówki” naszego przemysłu odzieżowego, ale na dawną zabudowę Z. P. O ”Cora” mogłam czasem patrzeć z okien Sądu Rejonowego dla obu dzielnic: Pragi Południe i Pragi Północ. Tu, w składach sędziowskich i ławniczych wielokrotnie uczestniczyłam, rozpatrując sprawy o istnieniu lub nie, stosunku pracy, kiedy „powodom” zaginęły świadectwa bądź zaświadczenia o zatrudnieniu, szczególnie, po likwidacji ówczesnych zakładów.
Plusem zmian jest dostępniejszy dla mieszkańców starego Grochowa i tych z osiedli „Ostrobramska”, „Orlik”, ”Osiedle Młodych”, lub „Ateńska”, Urząd Dzielnicowy Praga Południe przy Grochowskiej, przeniesiony ze źle skomunikowanej ulicy Mycielskiego. Po ustawowych zmianach, każdy interesant z tzw. „ulicy” może załatwić swoją sprawę, nie różnicuje się nikogo.
Dzielnica, o której wspominam czeka na swoje metro. Skoro architekci już projektują przyszłą trasę i przystanki dla M3, budowniczowie szykują sprzęt do wiercenia podziemnych tuneli, może zobaczę wizualizacje stacji p.n. Mińska, Rondo Wiatraczna, Ostrobramska, Nowaka-Jeziorańskiego, Gocław. Prace inżynierów trwają, a w miejscach gdzie stoją nowe i zrewitalizowane kamienice czas płynie swoim rytmem w niewidocznych granicach, kultury, słodyczy lub pamięci patronów narodowego powstania 1794 roku: Dwernickiego i Chłopickiego.
Fot. wikipedia