Co nam dają ptaki
Wiele negatywnych opinii dotyczących ptaków w mieście okazuje się tylko mitem. Szepczący mądrale opowiadają, że ptaki roznoszą choroby, brudzą, rozgrzebują śmietniki. Jednak to zwyczajnie tendencyjne opinie wrogów przyrody.
Ptaki oczywiście chorują, ale to rozpowszechniony mechanizm selekcyjny dla całej przyrody. Jednak choroby miejskich ptaków w zasadzie nie zagrażają ludziom, a ptasia grypa potencjalnie sieje spustoszenie w fermach hodowlanych drobiu. Warto jednak pamiętać, by unikać bezpośredniego kontaktu ze znalezionymi martwymi ptakami – co dotyczy zwłaszcza kolekcjonerów piór dzikich ptaków i bezwzględnie przestrzegać podstawowych zasad higieny.
A brudzenie przez ptaki? To ludzie brudzą, wystarczy popatrzeć na rejony większych zbiorowisk ludzkich po imprezach plenerowych ze stertami opakowań po jakichś słodyczach czy plastikowych butelkach. Wystarczy zabezpieczyć altanki śmietnikowe i lepiej zabezpieczać kosze na śmieci by ptaki nie mając tam dostępu, przestały rozrzucać odpadki.
Gdy odrzucimy podszepty domorosłych „ekspertów”, szybko okaże się, że obecność ptaków w mieście to nie problem, lecz ogromna korzyść. To sprzymierzeńcy mieszkańców w walce z plagą owadów, naturalna służba sanitarna i element równowagi, której żadna firma komunalna nie jest w stanie zastąpić.
Sikory, pełzacze, dzięcioły czy kowaliki każdego dnia przeczesują korę drzew w poszukiwaniu larw i poczwarek. W sezonie lęgowym jedna para potrafi znieść do gniazda tysiące owadów. Wróble bardzo chętnie zjadają kleszcze zagrażające psom na gonitwach po trawnikach. Szpaki i kosy patrolują tereny zielone, wyciągając pędraki i inne bezkręgowce niszczące roślinność. Mewy i wrony usuwają resztki organiczne, które w innym przypadku zalegałyby w przestrzeni publicznej.
Ptaki są także doskonałymi bioindykatorami. Tam, gdzie znikają, zwykle wcześniej coś złego dzieje się ze środowiskiem. Ich obecność świadczy o tym, że miasto – mimo betonu i hałasu – wciąż pozostaje miejscem zdolnym do podtrzymania życia.
Nie można wreszcie pominąć wartości, której nie da się przeliczyć na pieniądze. Śpiew kosa o świcie, stukot dzięcioła w parku, zimowe stadka sikor przy karmniku – to element codziennego kontaktu z naturą. Dla wielu mieszkańców bywa on jedynym.
Ptasie problemy zimą
Zima brutalnie weryfikuje dostęp do pokarmu. To, co latem wydaje się proste – znalezienie owada, nasion czy resztek pokarmu – w mroźnych tygodniach staje się wyzwaniem wymagającym ogromnego wysiłku i energii. Duże ptaki i drapieżniki muszą się zmagać z niedostatkiem pokarmu. Potrzeby żywieniowe są proporcjonalne do ich wielkości, wzrastając dodatkowo tym bardziej, im bardziej spada temperatura. Często muszą pokonywać znaczne odległości w poszukiwaniu zdobyczy. Krótszy dzień oznacza mniej czasu na polowanie, a śnieg potrafi całkowicie ukryć potencjalne ofiary. Gdy temperatura spada, organizm potrzebuje więcej paliwa, by utrzymać ciepło. Bilans bywa bezlitosny – jeden czy dwa nieudane dni mogą oznaczać śmierć.
Małe ptaki jak wróble czy sikory mają jeszcze trudniej, bo jako znajdujące się niżej w łańcuch pokarmowym, są pożywieniem dla miejskich drapieżników. Funkcjonują na granicy biologicznego minimum. Niewielkie ciało szybko traci ciepło, dlatego ptaki muszą niemal bez przerwy jeść. Jednocześnie same są pokarmem dla krogulców, sów czy nawet wolno żyjących kotów. Każde wyjście na otwartą przestrzeń to ryzyko.
Do tego dochodzą zagrożenia typowo miejskie: zderzenia z szybami, brak naturalnych kryjówek, przycinanie krzewów, w których mogłyby się schować przed drapieżnikami. Mróz i głód działają razem, a margines błędu jest minimalny.
Zimowe dokarmianie
Dokarmianie może być realnym wsparciem, ale tylko wtedy, gdy jest prowadzone odpowiedzialnie. Karmnik nie jest miejscem pozbywania się kuchennych resztek, lecz punktem ratunkowym, który ma pomóc ptakom przetrwać najtrudniejszy czas. Podstawą są produkty wysokokaloryczne i możliwie naturalne: słonecznik, niesolone orzechy, ziarna zbóż, kule tłuszczowe bez dodatku soli i przypraw. Chleb, zwłaszcza biały i wilgotny, bardziej szkodzi niż pomaga – pęcznieje w przewodzie pokarmowym i nie dostarcza odpowiedniej energii.
Ważna jest systematyczność. Jeśli zaczniemy dokarmiać, ptaki przyzwyczają się do źródła pokarmu. Nagłe przerwanie dostaw w okresie silnych mrozów może być dla nich dramatem.
Karmnik powinien być także miejscem bezpiecznym. Regularne sprzątanie ogranicza rozwój chorób, a odpowiednia lokalizacja – z dala od łatwych zasadzek drapieżników – daje ptakom szansę na spokojny posiłek.
Woda jest niezbędna
Mówiąc o pomocy, najczęściej myślimy o jedzeniu, tymczasem równie ważna jest woda. Ptaki potrzebują jej nie tylko do picia, ale i do utrzymania piór w dobrej kondycji. Czyste, elastyczne upierzenie to najlepsza ochrona przed utratą ciepła.
Naturalne zbiorniki zamarzają, kałuże znikają pod warstwą śniegu i lodu. Nawet niewielkie poidełko ustawione na balkonie czy w ogrodzie może stać się miejscem, od którego zależeć będzie ptasie przetrwanie. Trzeba jedynie pamiętać, by regularnie usuwać lód i dolewać świeżej, letniej wody.
Spacerując ostatnio z aparatem w okolicach ursynowskiej Psiej Górki zauważyłem przy jednym z bloków, na parapecie parterowego okna, stojącą płytką miskę. W tym momencie wyszła właścicielka mieszkania z czajnikiem ciepłej wody i rozbiła cienką warstwę lodu, która zdążyła się utworzyć i uzupełniła płyn. Nie trzeba było długo czekać. Najpierw pojawiła się sikora, potem dwa wróble mazurki. Piły łapczywie, po czym jeden z nich wskoczył do miski na krótką, błyskawiczną kąpiel. Wszystko trwało kilkadziesiąt sekund – ptaki wiedzą, że na otwartej przestrzeni nie mogą zostać zbyt długo.
– Zauważyłam, że kiedy woda zamarza, kręcą się niespokojnie po okolicy. Jak tylko ją uzupełnię, przylatują niemal od razu – powiedziała mi pani Jadwiga. – To dla mnie drobiazg, a mam poczucie, że naprawdę im pomagam – stwierdziła mieszkanka.
Dla przechodniów to tylko miska na parapecie. Dla ptaków – zimowa studnia życia. A poza tym, obserwacja ptaków korzystających z poidełka daje wyjątkową możliwość bliskiego kontaktu z przyrodą – często bliższego niż latem.
Ptaki nam się odwdzięczą
Pomoc udzielona zimą nie znika bez śladu. Ptaki, którym uda się przetrwać, wrócą do parków, na skwery i pod nasze okna wraz z pierwszym ociepleniem. Rozpoczną lęgi, wychowają młode i ponownie podejmą swoją nieocenioną pracę.
To właśnie one będą ograniczać liczebność owadów, sprzątać resztki organiczne i ożywiać miasto śpiewem od bladego świtu. Wiosenny koncert kosa czy bogatki brzmi zupełnie inaczej, gdy mamy świadomość, że kilka miesięcy wcześniej mogliśmy pomóc jego wykonawcy.
Relacja z ptakami jest więc partnerska. Drobny gest z naszej strony może przełożyć się na cały sezon korzyści – ekologicznych i czysto ludzkich, bo kontakt z żywą naturą poprawia samopoczucie, uczy uważności i przypomina, że nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami miasta. Przypomina, że zanim pojawiliśmy się i zbudowaliśmy miasto, zwierzęta, w tym ptaki, już tam były i ciągle są równorzędnymi gospodarzami.