Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Pragną tylko żyć...

11-03-2026 20:21 | Autor: Bogusław Lasocki
W niedzielne popołudnie, 8 marca, spacerujący w pobliżu Skarpy Ursynowskiej w rejonie ulic Rzodkiewki i Aksamitki na chwilę zatrzymali się. Z wysokiej nawłoci na sąsiednim polu zaczęło wychodzić stado dzików. Spacerowicze patrzyli w milczeniu. Jedni robili zdjęcia, inni zawracali z drogi.

Obecność dzików na obrzeżach dużych miast, także Warszawy, nie jest już niczym wyjątkowym. Z jednej strony to naturalna konsekwencja rozrastania się miasta, z drugiej to sygnał, że dzika przyroda wciąż próbuje funkcjonować w coraz bardziej zurbanizowanym krajobrazie. Dla wielu mieszkańców oznacza to jednak realne problemy: zniszczone trawniki, rozkopane ogródki i niepokojące spotkania podczas spacerów. W rzeczywistości konflikt między ludźmi a dzikami jest przede wszystkim skutkiem coraz ściślejszego sąsiedztwa dwóch światów – natury i miasta.

Skąd dziki w mieście

Odpowiedź jest prosta. Zanim pojawiło się miasto ze swoją zabudową, były pola, łąki, kępy drzew, zalesienia. Otoczenie przyrodnicze było znakomitym środowiskiem dla dzikich zwierząt, znajdowały tam wystarczająco dużo pożywienia. Owszem, czasem „wchodziły w szkodę”, jednak skala strat rolników była stosunkowo niewielka.

Jednak w miarę zabudowy granicznych dzielnic miast i łączenia aglomeracji miejskich, obszary bytowania dzikich zwierząt gwałtownie ulegały ograniczeniu. Jeszcze 20 – 30 lat temu, tereny pomiędzy Wilanowem a Ursynowem były rajem dla dzikich zwierzą, dodatkowo połączonym ze sporym kompleksem Lasu Kabackiego. I chociaż spotkanie ze stadem dzików w niedzielne popołudnie przy ul. Aksamitki było dla wielu spacerowiczów zaskoczeniem, jednak z przyrodniczego punktu widzenia nie była to sytuacja niezwykła.

Zwierzęta wyszły z rozległego terenu porośniętego nawłocią – jednego z ostatnich większych i jeszcze niezabudowanych terenów w tej części pól wilanowskich. Kierowały się do cieku wodnego odwadniającego Skarpę Ursynowską, gdzie mogły napić się wody i znaleźć trochę pokarmu. Pola obecnie nadal są przesuszone, ale w pobliży cieku w wilgotnej ziemi znacznie łatwiej znaleźć jakieś pędraki czy zimujące owady.

Gdy takie stado pojawia się na ścieżce spacerowej, reakcją ludzi jest zwykle niepewność lub strach. Trudno się temu dziwić – dorosły dzik to potężne zwierzę, a locha prowadząca młode potrafi bardzo zdecydowanie bronić warchlaków. W świadomości mieszczuchów dzik to groźne, często agresywne zwierzę. Jednak w normalnych warunkach dziki unikają ludzi i starają się zejść im z drogi. Również te spotkane przy Aksamitki zachowywały się spokojnie. Przez kilka minut ryły ziemię przy brzegu cieku, napiły się wody i stopniowo, pojedynczo wróciły na pole nawłociowe, z którego przyszły.Takie sytuacje pokazują, że obecność dzików w mieście najczęściej wynika nie z ekspansywności zwierząt, lecz z potrzeby poszukiwania pożywienia i wody w przestrzeni, która jeszcze niedawno była dla nich naturalnym środowiskiem.

Czy dzik to szkodnik

W ekosystemie przyrodniczym nie ma kategorii „szkodnik”. Natura funkcjonuje wykorzystując „łańcuchy pokarmowe”, gdzie funkcje wszystkich elementów są konkretne i bardzo zhierarchizowane. Ktoś silniejszy ciągle poluje na kogoś słabszego, podgryza, zarasta, zacienia. Ofiarami są zwierzęta czy rośliny – na ogół z niższych ogniw łańcucha pokarmowego. Potencjalne straty przyroda rekompensuje nadmiarową rozrodczością populacji, aby utrzymać możliwości rozwojowe poszczególnych gatunków. Wytworzone jednostki nadmiarowe i niewykorzystane – są w jakiś sposób eliminowane – zjadane, giną z braku pożywienia, tracą potencjał rozrodczy, funkcjonalnie się degenerują.

W ekosystemie leśnym pozycja dzika jest analogiczna. Zwierzęta te należą do gatunków, które w istotny sposób kształtują środowisko. Ryjąc w ściółce leśnej, spulchniają glebę i przyspieszają rozkład materii organicznej. Dzięki temu składniki odżywcze szybciej wracają do obiegu w przyrodzie, a młode rośliny mają lepsze warunki do wzrostu. W poszukiwaniu pokarmu dziki zjadają ogromne ilości owadów oraz ich larw, w tym pędraki niszczące systemy korzeniowe drzew. Jednocześnie polują na drobne gryzonie, które potrafią poważnie uszkadzać młode uprawy leśne. Nie bez znaczenia jest też ich funkcja sanitarna. Dziki zjadają padlinę i resztki organiczne, ograniczając rozwój chorób w środowisku. Z tego powodu często określa się je mianem „sanitariuszy lasu”.

Jednak dla właścicieli ogródków czy działek dzik bywa przede wszystkim sprawcą szkód. Rozryta ziemia i zniszczone rabaty trudno uznać za pożyteczne działanie. Jeszcze gorszą sytuacje mają rolnicy uprawiający na rozległych polach kukurydzę, ziemniaki czy zboża. Zwłaszcza wiosną i latem, dziki poszukują przede wszystkim łatwo dostępnego, wysokoenergetycznego pokarmu. Do ich przysmaków należy kukurydza. Jest to główny cel żerowania, szczególnie w fazie wschodów oraz dojrzewania. Również chętnie zjadają młode ziemniaki i inne okopowe, ryjąc w ziemi w poszukiwaniu bulw, a także młode pędy oraz dojrzewające ziarna zbóż, szczególnie pszenicy. A przy okazji, szukając pędraków, ślimaków, larw czy dżdżownic, ryją ziemię na polach uprawnych, czynią kolejne szkody.

Statystyki niepokoją

Choć w miastach spotkania z dzikami są coraz częstsze, sugerując nadmierny rozrost ich populacji, dane statystyczne pokazują zupełnie inny obraz sytuacji. Według Rocznika Statystycznego Leśnictwa GUS z 2025 roku liczebność dzików w Polsce spadła z 264,8 tysiąca osobników w 2015 roku do 75,2 tysiąca w roku 2020, a następnie do około 59,8 tysiąca w roku 2025. Oznacza to zmniejszenie populacji dzików w ciągu dziesięciolecia do mniej niż 25% wielkości wcześniejszej.

W województwie mazowieckim liczbę tych zwierząt szacuje się obecnie na około 5,1 tysiąca osobników. Jednocześnie odstrzał w tym regionie przekroczył w 2025 roku 12,3 tysiąca sztuk. Dodatkowo ponad 10 tysięcy dzików ginie każdego roku z innych przyczyn – w wypadkach drogowych, w wyniku kłusownictwa lub odstrzałów sanitarnych.

Z przytoczonych oficjalnych wskaźników wynika, że śmiertelność dzików w obrębie populacji przekracza 80 procent. Dane te pokazują, że mimo lokalnych przerostów, dzik w Polsce nie należy dziś do gatunków szczególnie licznych. Występująca znaczna redukcja liczebności tych zwierząt budzi poważny niepokój przyrodników i pokazuje, że dzik w skali kraju znalazł się w sytuacji wymagającej ochrony, a nie dalszej eksterminacji. Nie zmienia to faktu, że dziki stają się coraz bardziej uciążliwym towarzyszem, a często nawet współmieszkańcem, obrzeżnych dzielnic Warszawy.

Sposoby rozwiązania

Najczęściej proponowanym sposobem ograniczania liczby dzików jest odstrzał. Zwolennicy tej metody argumentują, że populacja tych zwierząt bardzo szybko się odnawia. Jednak statystyki, choćby przytoczone wyżej, nie potwierdzają tezy o wielokrotnym rocznym przyroście w skali kraju.

Coraz częściej zwraca się więc uwagę na inne metody zarządzania populacją. Jedną z nich jest kontrola rozrodu, czyli sterylizacja części osobników. W niektórych krajach stosuje się również przemieszczanie stad do większych kompleksów leśnych, gdzie presja urbanizacyjna jest mniejsza. Najważniejsze znaczenie ma jednak ograniczenie dostępu do łatwego pożywienia. Dziki bardzo szybko uczą się korzystać ze śmietników i rozrywanych worków z odpadami. Jeśli takie źródła pokarmu znikają, zwierzęta zazwyczaj same wracają w bardziej naturalne środowisko. Warunkiem jest jednak to, aby miały dokąd wrócić. Niestety, rozrastająca się zabudowa coraz częściej przecina dawne korytarze migracyjne zwierząt.

Jak żyć obok dzików

Specjaliści podkreślają, że w przypadku dzików najważniejsza jest zmiana codziennych nawyków mieszkańców. Nie należy dokarmiać dzikich zwierząt ani pozostawiać dostępnych odpadków. Kontenery na śmieci powinny być zamykane, a ogrodzenia odpowiednio zabezpieczone.

Podczas spotkania z dzikiem najlepiej zachować spokój i powoli się wycofać, pozostawiając zwierzęciu drogę ucieczki. Szczególną ostrożność należy zachować w pobliżu loch prowadzących młode. Dziki nie są wrogami ludzi. Są po prostu dzikimi zwierzętami, które w zmieniającym się krajobrazie szukają miejsca do życia i pożywienia.

W niedzielne popołudnie przy ul. Aksamitki stado po kilku minutach zniknęło ponownie w wysokiej nawłoci. Na ścieżce znów pojawili się spacerowicze, rowerzyści i psy. Przez chwilę można było jednak zobaczyć fragment przyrody, która jeszcze niedawno była tu gospodarzem.

Jak zachować się przy spotkaniu z dzikiem

Większość dzików unika ludzi i atakuje tylko wtedy, gdy czuje się zagrożona.

– zachowaj spokój i nie wykonuj gwałtownych ruchów

– powoli wycofaj się, pozostawiając zwierzęciu drogę odejścia

– nie podchodź do warchlaków – locha może odpowiedzieć atakiem

– trzymaj psa na smyczy

– nie dokarmiaj dzikich zwierząt i nie pozostawiaj resztek jedzenia.

Wróć