Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

PRZEDZIWNA PODRÓŻ POETY PATRYKA

02-06-2026 19:47 | Autor: Wojciech Dąbrowski
Tydzień temu zaprezentowałem tautogram czyli utwór, którego wszystkie wyrazy rozpoczynają się od tej samej litery. Wybrałem literę S, opisując spotkanie Sylwii ze swoją szkolną sympatią pt. Słuchaj szeptu swego serca. Zaapelowałem do naszych czytelników, aby też spróbowali swoich sił i przysłali napisane przez siebie tautogramy.

Czytelnicy nie zawiedli. Autorów zapraszam na spotkanie Powitanie Lata w poniedziałek 22 czerwca o godz. 18 do Restauracji Winowajcy Roku (ul. Romera 4b), gdzie otrzymają nagrody i nastąpi prezentacja utworów. A dziś drukujemy tekst Lidii Lewandowskiej-Nayar, która jako pierwsza przysłała swój tautogram na literę P.

 

Poecie Patrykowi podczas podróży po Polsce pewnego poranka, przez pewną panienkę, po prostu przepadł polot pisarski. Podła, porzuciła pisarza! Przed przejściami prywatnymi posiadał prawdziwą pasję. Piejącą peany publiczność, pieniądze.

Patryk popił pigwówki, popłakał, potem pomyślał: Pora przełamać pechową passę! Poznać Portugalię! Porto podobno przecudne, Portugalki przepiękne. Pogłówkował: popłynąć parowcem? Podniebny przelot? Porzucił przebrzmiałe pomysły. Pragnę prawdziwej przygody! Potem poprawił pigwówkę porto.

Pijany poeta pontonem popłynął pod prąd. Płynął, płynął... przeminęła północ, poranek, południe. Patrzy: półwysep, pośrodku palma. Przycumował ponton. Posiedzę pod palmą! Portugalia poczeka.

Patryk poucztował, podjadając przywiezione polskie przekąski. Paląc papierosa przy piwku, podziwiał przestrzeń. Przyszła przedwieczorna pora. Poeta pośpiewał przedwojenne piosenki, pospał, pochrapał...

Poranek. Przykre przebudzenie. Przytomniał powoli. Piknął pager Patryka. „Papo, przyślij pieniądze. Pozdrawiam. Piotrek”. Przeszukał pantalony. Psiakość! Portfel przepadł. Piłem... pewnie przywidzenia. Przeszukał ponownie. Paranoja! Pieniądze przepadły. Pewnie podwędzili piraci. Powinienem powiadomić policję.

Podniósł powieki. Porażony pomrugał. Piękna panna patrzyła ponętnie. Prostytutka?

– Przysiądę, pan pozwoli? – padło pytanie.

– Proszę.

– Patrycja – przymilnie powiedziała panna.

– Patryk.

– Pan pobłądził?

– Przypuszczam...

– Pan pisze?

– Poniekąd... pisałem... poematy, powieści, peany, panegiryki. Polot pochłonęło piekło.

Patrycja popatrzyła porozumiewawczo.

– Pragniesz pisać ponownie?

– Pewnie.

– Posłuchaj: polot powróci, Pegaz poszybuje.

– Picujesz.

– Pomogę... pogadamy. Pobierowo, pensjonat „Ptaszek” przy porcie. Pokój pięć. Przyjdź...

Pod pieszczotliwym patronatem Patrycji Patrykowi przyznano Pulitzera.

Wróć