Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Rowerowa alternatywa

14-06-2022 21:44 | Autor: Mirosław Miroński
Wielokrotnie pisałem na łamach naszego tygodnika o rowerzystach. Sam należę do coraz liczniejszego grona rowerzystów, dlatego kwestie te są mi bliskie. Oczywiście, nie da się pisać na ten temat bez odniesienia się do innych zagadnień ściśle z tym związanych. Chodzi przede wszystkim o to, po czym rowerzyści jeżdżą, czyli o ścieżki rowerowe. Mówiąc precyzyjniej, zgodnie z kodeksem drogowym są to drogi dla rowerów albo drogi rowerowe. Określenie „ścieżka rowerowa” przyjęło się przed laty, być może dlatego, że trasy rowerowe są wąskie i nadal w niewielkim stopniu przypominają drogę.

Tak czy inaczej jest to droga lub jej część przeznaczona do ruchu rowerów, oznaczona odpowiednimi znakami drogowymi, określona w art. 2 pkt 5 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o Ruchu Drogowym.

Dla tych, którzy mają z tym do czynienia, a więc na rowerze jeżdżą, to temat szczególnie istotny. Zwłaszcza w ostatnich latach rowerzystów przybyło i to wyraźnie. Jeszcze kilka, może kilkanaście lat temu na trasie można było ich liczyć na palcach rąk. Dziś nie wystarczyłoby wszystkich członków, bo liczby te idą w setki tysięcy w dużych miastach, a w skali kraju nawet miliony.

Wielka liczba rowerzystów to powód do radości m. in. dla obrońców planety. Trudno o bardziej przyjazny dla środowiska środek lokomocji niż rower, a jednak nie jest on właściwie wspomagany przez decydentów zarządzających naszym miastem. To poważny problem.

Rowerzyści potrzebują dróg dobrej jakości i bezpiecznych, a z tym wciąż nie jest najlepiej. Dróg jest za mało, a ich jakość i oznakowanie pozostawiają wiele do życzenia. Znaczna ich część to drogi z kostki, które pod wpływem warunków atmosferycznych wyglądają jak tor przeszkód. Nie lepiej jest z asfaltowymi nawierzchniami. Są one podatne na wysokie temperatury, odkształcają się, powstają w nich dziury i po kilku latach wymagają remontów. A tych nie ma lub są w niewystarczającym stopniu.

Rosnąca liczba cyklistów prędzej czy później wymusi na władzach odpowiednie zmiany w tym zakresie i skłoni je do większej aktywności. Polacy to naród praktyczny. Wiemy, jakie korzyści można mieć z jazdy dwukołowcem, a do tego przyjemność. W efekcie rowery stają się znaczącą alternatywą dla samochodów. Rowery to wygodny środek komunikacji i rekreacji. Wystarczy wyjechać albo przejść się trasą wzdłuż ulicy Przyczółkowej i dalej ulicą Łukasza Drewny do Powsina, zwłaszcza w weekend, żeby zobaczyć jak wielu jest amatorów rowerowej rekreacji. Liczba fanów dwóch kółek których tam ujrzymy i wszelkich innych pojazdów robi wrażenie.

Rowery to nie jedyny środek ułatwiający i przyśpieszający przemieszczanie się. Ciągle przybywa hulajnóg, napędzanych siłą mięśni i (dla bardziej leniwych) hulajnóg elektrycznych. Oprócz nich można spotkać wynalazki w rodzaju monocykli, chociaż to wcale nie tanie zabawki. Nieco tańsze są deskorolki elektryczne, które jednak nie są aż tak popularne, jak tradycyjne. Prawdziwą karierę robią hulajnogi zarówno wspomagane silnikiem elektrycznym jak też siłą mięśni.

Mimo wielkiej popularności rowerów i wszystkiego, co pozwala na posuwanie się do przodu, nie idą za tym adekwatne rozwiązania ze strony władz miejskich. Nie przybywa w wystarczającym stopniu dróg rowerowych i innych miejsc do jazdy. Wydawać się może, że w sytuacji światowego kryzysu energetycznego, przy wysokich cenach paliw rowery i wszelkie alternatywne środki lokomocji będą mile widziane przez włodarzy Warszawy. Tymczasem wcale tego nie widać. Przeciwnie, nie tylko dróg dla rowerów nie przybywa, ale stare rozpadają się z każdym rokiem. W Wilanowie droga rowerowa wzdłuż al. Wilanowskiej woła o pomstę do nieba. Wprawdzie, asfalt jest co jakiś czas łatany, ale dość niechlujnie, więc przybywa niechcianych wyrw i nierówności, na które narzekają użytkownicy tej trasy. Garby powstałe przez rozrastające się korzenie drzew mają więcej niż kilka lat. O dziwo, nawet podczas łatania drogi takie muldy nie są z jakiegoś powodu usuwane. Jak jeździ się po czymś takim, lepiej nie mówić. Każdy może przekonać się sam, gdy przyjdzie mu taką trasą jechać. Pół biedy, jeśli ktoś jedzie na rowerze terenowym, czy tzw. góralu. Inaczej jest to odczuwalne na rowerze szosowym, czy na miejskim.

Wielu spośród rowerzystów to zapaleńcy z ambicjami sportowymi. Ta grupa znacznie się powiększyła w ostatnich latach. Nie oszczędzają na sprzęcie, dlatego też bardziej przypominają sportowców niż rowerzystów jeżdżących rekreacyjnie, czasem w grupach rodzinnych, z dziećmi. Jako rowerzysta poruszający się po różnych drogach niemal przez cały rok dość często obserwuję przykłady braku odpowiedzialności rodziców za dzieci na trasach dla rowerów. Taka droga to nie plac zabaw, a i tu trzeba mieć baczenie na dziecko.

Warto o tym pamiętać, bo wchodzimy w sezon letni i można spodziewać się nasilenia ruchu na drogach rowerowych. Do tematu wrócę w kolejnym numerze.

Wróć