Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Teatralna mapa Warszawy na marzec

21-02-2024 20:12 | Autor: Katarzyna Nowińska
W dniach od 6 do 10 marca w Teatrze Polskim zobaczyć będzie można sztukę „Dom otwarty” na podstawie tekstu Michała Bałuckiego i w reżyserii Krystyny Jandy. Państwo Żeleńscy, typowa mieszczańska rodzina, wiedzie spokojne, wręcz nudne życie. Pewnego dnia na skutek snobistycznej zachcianki postanawiają zacząć naśladować styl życia arystokracji i prowadzić „dom otwarty”. Pierwszym krokiem na drodze do osiągnięcia celu ma być wydanie uroczystego balu. Pomoc w organizacji balu oferuje pan Alfons Fikalski, który na co dzień pracuje z panem Żeleńskim i którego Żeleński nie raz wyratował z opałów w pracy. Fikalski jest animatorem modnych rozrywek, więc wydaje się, że sukces przedsięwzięcia jest gwarantowany. Jak się jednak okaże, wydanie uroczystego balu nie jest wcale taką łatwą sprawą i gospodarze co raz zostają zaskoczeni przez różne nieprzewidziane zdarzenia. Spektakl jest niezwykle dynamiczny i świetnie zagrany przez aż 21 aktorów. Na scenie zobaczymy, między innymi: Annę Cieślak, Ignacego Lissa, Hannę Skargę, Szymona Kuśmidera, Modesta Rucińskiego i Jakuba Kordasa. Niewątpliwym atutem sztuki jest ciekawa scenografia, która daje nam posmak drobno mieszczańskiego luksusu. Wzrok przyciągają również wytworne kostiumy. Spektakl miał swą premierę 27 stycznia 2024 roku, więc jak dotąd niewiele było okazji, aby go obejrzeć.

Z kolei 22 marca w Teatrze Polskim czeka nas premiera spektaklu muzycznego „Charków, Charków” w reżyserii Switłany Oleszko. Realizacja oparta jest na sztuce Serhija Wiktorowycza Żadana. Spektakl opowiada historię powstania i działalności awangardowego teatru Beresil i jego twórcy – reżysera i aktora Łesia Kurbasa. Łeś był jednym z przedstawicieli tzw. „rozstrzelanego odrodzenia”, czyli pokolenia ukraińskich artystów i naukowców, działających w latach 20. i na początku lat 30. XX wieku na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Większość przedstawicieli tego pokolenia została aresztowana i zamordowana przez NKWD w latach 30. XX wieku. Stworzony przez Łesia awangardowy Teatr Beresil był jednym z najpopularniejszych teatrów na terenie ZSRR, mimo iż wystawiane w nim sztuki raczej nie trafiały w gust przeciętnego widza. W październiku 1933 roku Kurbas został zwolniony z funkcji dyrektora teatru i wyjechał do Moskwy, gdzie przez pewien czas pracował w Teatrze Żydowskim na Małej Bronnej. W grudniu 1933 roku został aresztowany przez OGPU (Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny) i oskarżony o udział w rzekomej ukraińskiej organizacji terrorystycznej. Został skazany na pięć lat łagru. 3 listopada 1937 roku zginął w masowej egzekucji wraz z innymi ukraińskimi twórcami i działaczami społecznym. W sztuce poruszony zostanie również wątek konfliktów pomiędzy miastem i teatrem, dyrektorem teatru i reżyserem, reżyserem i widzami, reżyserem i aktorami.

Jeśli ktoś nie widział jeszcze spektaklu „Tartuffe albo Szalbierz” w Teatrze Narodowym, to w dniach 2 i 3 marca będzie ku temu ostatnia okazja, gdyż spektakl schodzi ze sceny. Przesłanie tej znanej komedii Moliera w przekładzie Jerzego Radziwiłowicza i w reżyserii Jacques’a Lassalle'a okazuje się bardzo aktualne. Tytułowy Tartuffe, w tej roli wyśmienity Wojciech Malajkat, to człowiek niezwykle obłudny i zakłamany, udający świętoszka. Tartuffe jest na tyle przekonujący, że Orgon, w którego postać doskonale wciela się Jerzy Radziwiłowicz, gości go z honorami w swoim domu. Zaufaniem obdarza go również matka gospodarza, podczas gdy pozostali domownicy, w tym przede wszystkim żona Orgona – Elmira szybko odkrywają jego prawdziwe oblicze. Ich argumenty nie trafiają jednak do Orgona, dla którego Tartuffe jest człowiekiem o nieposzlakowanej opinii. Orgon odkrywa obłudę i hipokryzję Świętoszka, niestety, dopiero w ostatnim akcie już po tym, gdy zapisał na niego cały swój majątek.

Wielkim atutem sztuki jest brawurowa gra plejady gwiazd polskiej sceny teatralnej. W spektaklu poza wspomnianymi już Wojciechem Malajkatem i Jerzym Radziwiłłowiczem podziwiać możemy, między innymi, Annę Chodakowską, Danutę Stenkę, Beatę Ścibakównę i Marka Barbasiewicza. Na uwagę widza z pewnością zasługuje również piękna scenografia autorstwa Doroty Kołodyńskiej. Dom Orgona z przestronnymi wnętrzami i stylowymi meblami prezentuje się imponująco. Niezwykle wytworne są kostiumy, które pomagają nam przenieść się w epokę Moliera.

Któż z nas nie zna kultowego filmu „Dzień Świra” na podstawie tekstu i w reżyserii Marka Koterskiego. W 2021 roku w badaniach opinii publicznej, które przeprowadził Uniwersytet SWPS film ten został wybrana „najlepszym polskim filmem wszechczasów”. Z tekstem Marka Koterskiego postanowił zmierzyć się Piotr Ratajczak, reżyserując spektakl, który w dniach 1, 2 i 3 marca będzie można zobaczyć w Teatrze Ateneum. Ratajczak pozostał wierny tekstowi Koterskiego, ale zupełnie zmienił formę przekazu. W postać Adasia Miauczyńskiego doskonale wcielił się Adam Cywka, a pozostała szóstka aktorów, których widzimy na scenie w różnokolorowych garniturach płynnie zmienia role, odgrywając różne osoby, które przewijają się w życiu Miauczyńskiego oraz jego wewnętrzne głosy. Miauczyński, tak jak i w filmie, jest wypalony, sfrustrowany, znerwicowany i zmordowany życiem. Pozostałe postacie na początku sztuki wydają się w porównaniu z Miauczyńskim tryskać energią, jednak z upływem czasu również tę życiową energię wytracają. Słabnie w nich zapał, opadają z sił tracąc chęci do podejmowania jakichkolwiek działań, a nawet do refleksji. Na pochwałę zasługuje doskonała plastyczność ruchów poszczególnych postaci oraz koordynacja tych ruchów.

Ascetyzm kostiumów i scenografii, która ogranicza się do wielkiej szarej kanapy ustawionej na środku sceny oraz porozrzucanych na podłodze zielono-żółtych pianek i kilku rekwizytów (gazeta, zegar, zabawkowa kosiarka) sprawia, że chyba bardziej niż to miało miejsce w przypadku filmu widz koncentruje się na tekście. Spektakl utrzymany jest w znakomitym tempie, a na scenie oglądamy Ewę Telegę, Jakuba Sasaka (wymiennie z Jakubem Pruskim), Magdalenę Schejbal, Milenę Suszyńską i Janusza Jagodzińskiego.

W marcu Teatr 6 Piętro zaprasza na sztukę „Things We do for love”. Ta tragikomedia autorstwa wybitnego angielskiego dramatopisarza Alana Ayckbourna, zgodnie uznana została przez krytyków za arcydzieło. Sztuka opowiada o losach mieszkańców trzypiętrowej wiktoriańskiej kamienicy, którzy łączą się w zaskakujące związki drastycznie zmieniające ich dotychczasowe życie. Właścicielka kamienicy – pedantyczna Barbara – mieszka na parterze. Przyjaciółka Barbary ze szkolnych lat – Nikki – chwilowo wprowadza się wraz z narzeczonym Hamishem na pierwsze piętro. Suterenę zajmuje Gilbert. Między Barbarą a Hamishem nawiązuje się ognisty romans. To niespodziewane uczucie powoduje ogromne zawirowania i komplikacje. Amplituda emocji narasta z minuty na minutę. To niesamowite, do czego jesteśmy zdolni w imię miłości. Bohaterowie w obronie swego płomiennego uczucia są w stanie posunąć się nawet do przemocy psychicznej i fizycznej. Obserwujemy ich diametralną metamorfozę w trakcie trwania spektaklu. Jest to prawdziwy popis gry aktorskiej w wykonaniu Anny Dereszowskiej, Joanny Liszowskiej, Marka Kality i Lesława Żurka. Na ogromną pochwałę zasługują innowacyjne rozwiązania scenograficzne autorstwa Dariusza Walaszczyka. Nie sposób nie wspomnieć też o niesamowicie klimatycznej muzyce zespołu MUSE.

Premiera sztuki „Niespodziewany powrót” w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz była wielkim wydarzeniem teatralnym w Teatrze IMKA. 17 marcu sztuka będzie znów grana na tej scenie, ale w dniu 8 marca będzie okazja, by zobaczyć ją również w najbliższej okolicy - w Ursynowskim Centrum Kultury Alternatywy przy ulicy Indiry Gandhi 9. To opowieść o bardzo trudnej relacji pomiędzy ojcem i synem. Pewnego dnia w mieszkaniu 50-letniego Henryka, w tej roli doskonały Tomasz Karolak, niespodziewanie zjawia się z walizką jego ojciec, emerytowany aktor, w którego postać brawurowo wciela się Daniel Olbrychski. Ojciec chce zatrzymać się chwilowo u syna, gdyż, jak twierdzi, w jego mieszkaniu zepsuło się ogrzewanie, ale jest to tylko pretekst to tego, aby podzielić się z Henrykiem wspaniałą wieścią. Oto po latach przerwy ojciec ma wrócić na scenę – i to w jakiej roli!. Ma zagrać Króla Leara w Teatrze Narodowym. Nie sposób w tym miejscu nie przypomnieć, że Daniel Olbrychski swoje 60. urodziny świętował właśnie rolą Leara w spektaklu wyreżyserowanym przez Andrieja Konczałowskiego w warszawskim Teatrze na Woli. W sztuce aż kłębi się od emocji – ojciec i syn wspominają przeszłość. Ranią się przy tym i okłamują. Henryk nie dopuszcza do siebie prawdy – tego, że jest lustrzanym odbiciem swego ojca. Ma te same wady i powtarza jego błędy, co doprowadziło do rozpadu jego małżeństwa. To spotkanie i czas, który obaj mężczyźni ze sobą spędzą, będzie dla nich prawdziwym katharsis. Przez lata nie potrafili ze sobą rozmawiać. Ojciec, mimo że bardzo kochał swą żonę i syna, nie potrafił im tego okazać, gdyż był zbytnio skoncentrowany na sobie i na swej karierze. Spektakl jest prawdziwym popisem gry aktorskiej.

Kunszt aktorski Tomasza Karolaka będziemy mogli w marcu podziwiać jeszcze w innym spektaklu w Teatrze IMKA. Mowa o sztuce Gogola „Rewizor” w reżyserii Łukasza Kosa, która wystawiana będzie w dniach 15 i 16 marca. Akcja rozgrywa się na rosyjskiej prowincji. Mieszkańcy pewnego niewielkiego miasteczka dowiadują się, że wkrótce ma do nich przyjechać rewizor – wysoki rangą urzędnik państwowy. Wszystkich ogarnia paniczny strach, gdyż każdy ma coś na sumieniu i każdy niezwykle boi się i nienawidzi biurokratycznego aparatu państwa. Każdego dnia przygotowują się na wizytę niechcianego gościa. Żyjąc w tym ciągłym napięciu i strachu, finalnie biorą za rewizora zwykłego przyjezdnego – młodego człowieka Chlestakowa. Przybysz, oczywiście, wypiera się tego, ale finalnie odpuszcza i z lubością daje się traktować jak dygnitarz. Początkowo wbrew własnej woli, z upływem czasu z coraz większą ochotą wciela się w rolę rewizora. Daje się traktować z honorami i bez zmrużenia oka przyjmuje łapówki. Pomyłka wychodzi na jaw, gdy gościa nie ma już w miasteczku. Komedia nie tylko wywołuje w widzach gromki śmiech, ale również skłania do wielu refleksji. Myśląc o spektaklu z perspektywy współczesnych wydarzeń łatwo dojdziemy do wniosku, że w Rosji mimo upływu dwustu lat niewiele się zmieniło. Spektakl trwa aż trzy godziny, ale o nudzie nie ma mowy. Wszystko utrzymane jest w znakomitym tempie, a wielkie zaangażowanie i świetna gra aktorów pozostają niezmienne przez całe pięć aktów. Sztuka jest nie lada wyzwaniem zarówno dla reżysera, jak i dla aktorów nie tylko ze względu na czas jej trwania. W komedii Gogola występuje ponad dwieście postaci, a w IMCE na scenie mamy sześciu aktorów, w tym reżysera w roli tytułowego bohatera.

Teatr Syrena, specjalizujący się w spektaklach adresowanych do najmłodszych widzów, w dniach 21, 22, 23, 24, 26 i 27 zaprasza na musical „Kajko i Kokosz. Szkoła latania” na podstawie kultowego komiksu Janusza Christy. Kasztelan Mirmił, w tej roli doskonały Marcin Wortmann, czuje się znudzony swym życiem i postanawia spróbować czegoś nowego - chce nauczyć się latać. Hegemon namawia go na lekcje latania u czarownicy Jagi. Podczas nauki dochodzi do wielu niefortunnych wydarzeń, w tym do zniszczenia domu Jagi. Podstępny Hegemon ponownie odwiedza Mirmiła i tym razem zachęca go do skorzystania z nauki lotów w Wyższej Szkole Latania znajdującej się na Łysej Górze. Na zakończenie pomyślnie zaliczonego kursu Mirmił otrzymuje latający kufer i maść latania. Niestety, nieobecność Mirmiła w grodzie wykorzystuje Hegemon – napada ponownie na Mirmiłowo. Łamignat, jego żona Jaga i mieszkańcy Mirmiłowa bohatersko odpierają pierwszy atak zbójców. Na szczęście w międzyczasie Mirmił z towarzyszami wraca do grodu i pomaga odeprzeć kolejny atak zbójcerzy. W obronie mieszkańcy Mirmiłowa korzystają z pomocy magii wykorzystując latający pień drzewa. Po zwycięstwie mieszkańcy grodu świętują wyprawiając ucztę, podczas której nadają swojemu przywódcy tytuł Mirmiła Walecznego. Spektakl jest niezwykle dynamiczny. Aktorzy są w ciągłym ruchu. Na uwagę zasługują z pewnością wspaniałe rozwiązania scenograficzne i piękne, niezwykle kolorowe kostiumy. Musical w reżyserii Jakuba Szydłowskiego nie tylko bawi i śmieszy, ale także skłania młodych widzów do wielu refleksji, dlatego warto na niego zabrać swe pociechy.

W marcu wiele spektakli dla dzieci i młodzieży oferuje również Teatr Capitol. 5, 8 i 10 marca będzie można tu zobaczyć multimedialny musical „Kongo” w reżyserii Hanny Piasecznej. Akcja „KONGA” rozgrywa się w okresie pomiędzy dzieciństwem, a dorosłością. Dojrzewający na naszych oczach bohaterowie przeżywają pierwsze miłości, zmagają się z problemami w szkole i w rodzinnym domu, walczą o swoje marzenia. Musical porusza niezwykle ważne dla współczesnej młodzieży tematy. Mowa w nim, między innymi, o wpływie portali społecznościowych i kultury celebryckiej na relacje międzyludzkie i po prostu na nasze życie.

Wszechogarniająca presja na bycie idealnym powoduje wiele stresu i cierpienia. Bardzo negatywnie odbija się na psychice młodych ludzi, powodując często cierpienie i wiele negatywnych emocji. Spektakl skłania do ważnych refleksji, ale nie pozbawiony jest humoru. Ze sceny przez cały czas bije niesamowita energia, a to za sprawą kilkunastoosobowej niezwykle utalentowanej grupy młodzieży. W roli jurora występuje Elżbieta Zapendowska, znana z takich telewizyjnych programów, jak, między innymi, „Idol”, „Must Be the Music” czy „Jak oni śpiewają”. Dynamiczna muzyka, świetny wokal i choreografia, ciekawe rozwiązania choreograficzne i barwne stroje tworzą na scenie niesamowicie egzotyczny klimat.

Również z myślą o młodzieży przygotowany został spektakl „My dzieci z dworca ZOO” w reżyserii Giovanniego Castellanosa. W dniu 1 marca będzie można zobaczyć to widowisko w Teatrze Kamienica. Sztuka stworzona została w oparciu o reportaż Kaia Hermanna i Horsta Riecka i przedstawia historię piętnastoletniej narkomanki - Christiane Felscherinow z Berlina Zachodniego. Reportaż powstał na podstawie zapisu magnetofonowego rozmów dziennikarzy z Christiane. Rozszerzeniu perspektywy posłużyły też załączone wypowiedzi matki Christiane oraz kilku innych osób, z którymi dziewczyna miała kontakt. Dowiadujemy się jak samotność, brak zrozumienia i akceptacji mogą doprowadzić młodego człowieka do uzależnienia. Bohaterka miała 12 lat, gdy zaczęła palić haszysz, następnie sięgnęła po LSD. Niedługo po tym w pobliżu popularnej w Berlinie Zachodnim dyskoteki Sound miała pierwszy kontakt z heroiną. Christiane wielokrotnie przechodziła odwyk i wracała do nałogu, by finalnie wyjść z uzależnienia. Opisywane wydarzenia miały miejsce w latach 1975–1977, podczas narastającej fali narkomanii wśród młodzieży w Berlinie Zachodnim, natomiast tytułowy Dworzec Zoo to miejsce, w którym młodzi narkomanii zarabiający na prostytucji czekali na swoich „klientów”. Dworzec stanowił też miejsce spotkań i wymiany działek heroiny.

Spektakl w Kamienicy daje do myślenia i prowokuje do szukania odpowiedzi na ważne pytania, ale nie moralizuje, nie ocenia, nie wskazuje młodym ludziom jedynej słusznej drogi. Sztuka uświadamia nam jak niewiele potrzeba, aby utracić kontrolę nas swoim życiem i jak poważne mogą być tego konsekwencje. Aktorzy pokazują na scenie wiele emocji i jest to aktorstwo na najwyższym poziomie. Na scenie podziwiać możemy Dawida Czupryńskiego, Grację Niedźwiedź, Katarzynę Ptasińską, Magdalenę Nieć i Adama Serowańca. Reżyser posłużył się oryginalnym i ciekawym rozwiązaniem budując spektakl z krótkich, poszarpanych scen. Twórcom udało się pokazać, że za pomocą środków jakie daje teatr możliwym staje się odkrycie nowych interpretacji dobrze znanych nam historii.

Wróć