Dla potrzeb realizacji filmu „Turnus” powołana została spółka „Baobab”, której z woli inwestorów zostałem prezesem. Taka funkcja to dla mnie novum i nieco mnie przytłacza, ale staram się nie zawieść zaufania inwestorów i reżysera. Po zakończeniu etapu scripts consulting & scripts doctoring rozpoczęliśmy przygotowanie moodboardu, budżetu produkcji, castingów oraz poszukiwanie koproducentów i dystrybutorów. Reżyser pozyskał świetnego operatora obrazu – Tomasz Madejski ma na swoim koncie zdjęcia do tak kasowych filmów, jak „Kler”, „Planeta singli”, „Jak pozbyć się cellulitu”, „Bejbis”, czy „Pod Mocnym Aniołem”. To niezwykle ciekawa osobowość filmowa. Mnie z kolei udało się pozyskać przychylność władz uzdrowiska Ciechocinek, samorządowej spółki „Uzdrowisko Ciechocinek” oraz dyrekcji sanatorium MSWiA „Orion”, gdzie będziemy kręcić sanatoryjne wnętrza. Zdjęcia plenerowe i dancingi z tańcami we wnętrzach we wrześniu, oczywiście w Ciechocinku.
Obsada filmu to przywilej reżysera, ale jako autor powieści i współautor scenariusza reprezentujący interesy inwestora – producenta, ja także wysunąłem kilka propozycji aktorskich. W moich planach castingowych jest kilkoro znanych aktorów i aktorek starszego pokolenia, jak również dwoje młodych artystów, których kreacje filmowe czy teatralne zrobiły na mnie duże wrażenie. Dbając o realia wprowadziliśmy do scenariusza dwoje młodych kuracjuszy, ponieważ, niestety, widzi się ich w polskich uzdrowiskach coraz większą liczbę. Kamil to poruszający się na wózku inwalidzkim początkujący prawnik po tragicznym wypadku, natomiast Dorota dotknięta jest SLA. Ostateczne decyzje w sprawie obsady podejmie oczywiście reżyser. Po konsultacjach z nim jedna z głównych ról męskich praktycznie jest już obsadzona, powierzymy ją jednemu z najbardziej rozpoznawalnych polskich kabareciarzy. Na spotkaniu z nami szczerze przyznał, że… czekał na taki scenariusz i taką rolę.
O czym jest film fabularny „Turnus”? Ta polifoniczna opowieść o grupie kuracjuszy z perły polskich uzdrowisk pokazuje jak w soczewce wiele aspektów ludzkiej egzystencji, a jednocześnie stanowi nienachlany komentarz do naszej rzeczywistości. Ulotność życia, obawy o zdrowie, skomplikowana przeszłość, czy poplątane relacje zderzają się tu z nieodpartym apetytem na życie, pogonią za marzeniami i potrzebą bliskości z drugą osobą. Emancypacja starszego pokolenia, uwolnionego już ze społecznego gorsetu, zderza się z trudnościami w zawieraniu relacji, jakie charakteryzują dzisiaj pokolenie młodsze. W malowniczej scenerii Ciechocinka poznajemy Krysię, Marię i Halę oraz Krzysztofa, Sylwka i Redaktora. Do spontanicznie integrującego się towarzystwa dołączają przedstawiciele młodszego pokolenia – Kamil i Dorota.
Powody ich pobytu w uzdrowisku są różne, od potrzeby relaksu i integracji towarzyskiej, po mniej lub bardziej widoczne schorzenia. Często osamotnieni w jesieni życia, upośledzeni fizycznie i psychicznie ludzie chcą znów żyć pełną piersią, bawić się i spełniać swoje marzenia. Zapewne większość z nas kojarzy sytuacje, w których życie znacząco przyspiesza. Wakacyjne obozy, wyjazdy integracyjne, czy sanatoryjne turnusy kreują okoliczności, w których dynamika procesów intensyfikuje się prowadząc do gwałtownej krystalizacji. Obiecująco zapowiadające się relacje często mocno poranionych istot wystawione zostaną na poważną próbę. Takiemu przypadkowi przyglądamy się w naszym filmie. „Turnus” jest melodyjną balladą o dojrzałych ludziach, którym nieobca jest nastoletnia swawola i prawo do bycia sobą. Zdrowie i choroba, miłość i zdrada, gniew i przebaczenie, zagubienie i odzyskanie pewności, to emocje, których doświadczać będą nasi bohaterowie.
Analizy prowadzone przez medialne koncerny wskazują, że grupa 60+ powinna zostać wydzielona z grupy 45+. Zwłaszcza że są to osoby o już ustabilizowanym statusie, posiadający odchowane dzieci, dysponujący większą ilością wolnego czasu i często pieniędzy, które musiały dotychczas przeznaczać na wychowanie i wykształcenie dzieci. Dziś ludzie ci znów mają możliwość, by choć przez chwilę skupić się na sobie i korzystać z dobrodziejstwa czasu, finansowej stabilności i wciąż względnie dobrego zdrowia. Podobnie jak bohaterowie naszej opowieści, którzy mimo fikcyjnego anturażu wcale nie są wymyśleni, a zaobserwowani. Ciechocinek to marka sama w sobie. Inwestorzy, reżyser i ja sam uznaliśmy, że grzechem byłoby nie podjąć próby skonsumowania marketingowego potencjału tego słynnego w całej Polsce, fantastycznego uzdrowiska. W grupie wiekowej 50+ już dawno ukształtowała się swego rodzaju moda na Ciechocinek, w duchu postawy „cudze chwalicie, swego nie znacie”.
Ciechocinek to przebogata oferta prozdrowotna i rozrywkowa, fantastyczny mikroklimat, słynne na całą Polskę tężnie, wysoko zmineralizowana i właściwie lecznicza woda „Krystynka”, bijąca na głowę sławniejszą i przepłacaną Vichy. Uzdrowisko ma dzisiaj kilkadziesiąt tysięcy wiernych fanów rozsianych po całym kraju – od Bałtyku po Tatry. Tworzą oni szczególną społeczność. Z naszej perspektywy stanowi ona wspaniały zaczyn pod przyszłą widownię mogącą zapewnić projektowi niebagatelny poziom szeptanego marketingu. Życzliwość i deklarowana współpraca ze strony władz miasta oraz województwa kujawsko – pomorskiego potwierdza, że jest to projekt oczekiwany przez ten region. Obserwując jak rozwinęła się w małych miastach i miasteczkach infrastruktura kulturalna i jakim powodzeniem w grupie wiekowej 60+ cieszy się tam wszelkiego typu oferta kulturalna, zaadresowanie naszego projektu do tej właśnie widowni wydaje się być pomysłem społecznie pożądanym.
Jako autor powieści, współscenarzysta i producent postawiłem przed sobą dwa główne cele: pierwszy, w epizodach ciechocińskich poza wynajętymi statystami zagrają autentyczne osoby z tamtejszego środowiska uzdrowiskowego; drugi, przywrócenie do scenariusza scenerii kończącej moją mini powieść. Kończy się ona sceną na Służewcu podczas ważnego wyścigu selekcyjnego. Wyrzuciłem ją ze scenariusza, ponieważ przez ostatnie 8 lat byłem w sporze z zarządem państwowej spółki Totalizator Sportowy, która od 2008 r. dzierżawi Służewiec od Skarbu państwa i organizuje tamże mityngi wyścigowe. Przed kilkoma miesiącami nasz spór przeszedł do historii, co powinno umożliwić ekipie filmowej wejście na służewiecki hipodrom. Tory na Służewcu to od ponad połowy wieku mój drugi dom, mam dzisiaj okazję, by dać im ogólnopolską promocję. Kiedy ruszy produkcja, a nastąpi to najpóźniej na początku czerwca, będę rozmawiał w tej sprawie z zarządem TS.
Chodzi nie tylko o uzyskanie pozwolenia na umieszczenie dwóch scen na terenie centralnego polskiego toru wyścigowego, ale także o to, by nasycić te sceny autentycznymi postaciami z wyścigowego środowiska – właścicielami koni, trenerami, obsługą stajni, jak również pracownikami TS zarządzającymi Służewcem. Oczami wyobraźni widzę scenę, jak aktorka odtwarzająca postać Krysi (w scenariuszu właścicielki konia wyścigowego) odbiera z rąk prezeski TS nagrodę za zwycięstwo swojego podopiecznego. Padok, gdzie odbywa się dekoracja, setki rozentuzjazmowanych widzów, a wśród nich utrwaleni po wsze czasy moi przyjaciele i znajomi z toru. Film „Turnus” dedykowany jest starszemu pokoleniu, które znalazło się na ostatniej prostej swojego życia. Motto życiowe jednego z głównych bohaterów brzmi: „Życie pędzi w błyskawicznym tempie, jest tylko jedno i na mnie nie zaczeka. Dlatego muszę z niego wyszarpać najsmaczniejsze kąski zanim umieszczą mnie w drewnianym pierogu i spuszczą do ziemi”. Więcej szczegółów dotyczących filmu będziemy chcieli przedstawić na corocznym mityngu Uniwersytetu Trzeciego Wieku, który tradycyjnie odbędzie się na torze Służewiec w dniu 6 czerwca.