Będąc niedawno w stolicy Bawarii, nie mogłem nie odwiedzić miejsca wiecznego spoczynku naszej rodaczki, urodzonej równo 350 lat temu Teresy Kunegundy (1676–1730), córki króla Jana III Sobieskiego (1629–1696) i królowej Marii Kazimiery d’Arquien (1641–1716), pochowanej w Kościele pw. św. Kajetana przy Odeonsplatz, w rodowej krypcie Wittelsbachów. Gniazdo rodzinne opuściła, gdy miała osiemnaście lat, i nigdy już go nie ujrzała. Była jedynym dzieckiem „Lwa Lechistanu”, które zasiadło na tronie – została żoną elektora bawarskiego Maksymiliana II Emanuela i przez pewien czas rządziła w jego imieniu Bawarią, gdy on przebywał na wygnaniu. Wydała też na świat koronowaną głowę – jej syn Karol VII Albrecht został królem Czech oraz cesarzem rzymskim. O mały włos nie odmieniła losów europejskiej muzyki – zabiegała o sprowadzenie na monachijski dwór kompozytora Antonio Vivaldiego (1678–1741). Ostatecznie do tego nie doszło i kompozytor tworzył swe wybitne dzieła głównie w swoim mieście, czyli Wenecji, która przez kilkanaście lat była domem także dla Teresy Kunegundy. Tam też dokonała żywota, a do bawarskiej stolicy powróciła już w trumnie.
Papusieńka
Przyszła na świat na Wawelu 6 marca 1676 r., miesiąc po koronacji pary królewskiej. Poeta francuski Jean-François Regnard (1655–1709) napisał o niej, że została „ukoronowana w łonie matki”. Na chrzcie, który odbył się 19 lipca w Jaworowie niedaleko Lwowa, w jednej z siedzib Sobieskich, otrzymała imiona Teresa Kunegunda Karolina Kazimiera. Ostatnie imię otrzymała po matce, a pierwsze na cześć królowej Francji, trzecie zaś nawiązywało do króla Anglii, bowiem monarchowie znad Loary i Tamizy zostali jej rodzicami chrzestnymi (oczywiście na odległość).
Państwo Sobiescy mieli starszą córkę, Adelajdę (ur. w 1672 r.), ale ta nie dożyła pięciu lat. Maria Kazimiera rodziła dziewczynki jeszcze kilka razy, ale wszystkie umarły w dzieciństwie, więc Teresa Kunegunda pozostała jedyną córką właścicieli Wilanowa. Nazywali ją pieszczotliwie „Pupusieńką”. Zapewnili jej odpowiednie dla ówczesnej damy wykształcenie. Poznała kilka języków obcych (łacinę, francuski i włoski), wprowadzono ją w tajniki sztuki i muzyki. Zabierali ze sobą w dalekie, jak na ówczesne warunki, podróże. W 1687 r. towarzyszyła matce, gdy ta udała się na Śląsk do wód cieplickich oraz podążyła z rodzicami pod Kamieniec Podolski, gdy król Jan III znowu wyruszył przeciw Turkom, nie do końca rozgromionym cztery lata wcześniej pod Wiedniem. Najwięcej czasu spędzała w ulubionych przez „Lwa Lechistanu” rezydencjach kresowych, przede wszystkim w podlwowskiej Żółkwi. Z upodobaniem słuchała tam kozackich dumek i żydowskich melodii. Wobec nadmiaru otaczającej ją francuszczyzny, która była kodem kulturowym ówczesnego dworu (język, moda, maniery), a także z wrodzonej przekory, lubiła wszystko, co polskie – stroje oraz kuchnię. W Warszawie jadała z ochmistrzynią proste potrawy, takie jak barszcz i groch. Nawet będąc później elektorową bawarską, krzywiła się na miejscową kuchnię i zatrudniała polskiego kucharza, a matka słała jej z ojczyzny nasze wiktuały, takie jak leguminy, suszone grzyby, kasze, masło i wędzone karpie. Była dość charakterna. Irlandzki lekarz Bernard O’Connor (1666–1698), przebywający na dworze królewskim pod koniec życia Jana III Sobieskiego, tak ją scharakteryzował: „Acz grzeczna i uprzejma w rozmowie, wyniosły jednak posiada umysł i dumną jest nieco”.
Królewna na wydaniu
Od najmłodszych lat szykowano ją do przyszłego zamążpójścia, takie było bowiem przeznaczenie królewskich potomkiń – miały zapewnić korzystne sojusze i dynastyczne koligacje. Początkowo zamierzano wydać ją za syna cesarza austriackiego, potem za królewicza duńskiego, jednak na początku 1693 r. pojawiła się szansa wyswatana jej z owdowiałym właśnie elektorem bawarskim Maksymilianem II Emanuelem Wittelsbachem, pełniącym funkcję namiestnika hiszpańskich Niderlandów, którego Sobieski poznał dziesięć lat wcześniej podczas bitwy pod Wiedniem i z którym zaprzyjaźnił się wówczas królewicz Jakub Sobieski. Pewnym kłopotem była konieczność zapewnienia posagu odpowiedniego randze wybranka. Na mocy układu małżeńskiego, zawartego 19 maja 1694 r. w Żółkwi, dwory ustaliły, że władca Bawarii miał wraz z ręką polskiej królewny otrzymać 500 tys. talarów, z której to sumy 400 tys. zgodził się wyłożyć król Jan, a 100 tys. miała dać królowa Maria Kazimiera. Matka Teresy Kunegundy dołożyła jeszcze warte 50 tys. klejnoty, prawo do jednej czwartej spadku po niej oraz obiecała opłacić koszty podróży do Brukseli, gdzie wówczas rezydował elektor, a była ona w owych czasach długa (trwała półtora miesiąca) i bardzo droga, zważywszy że orszak musiał być odpowiednio liczny i okazały.
Zanim Teresa Kunegunda wyruszyła w drogę, poślubiła wybranka per procura (pana młodego zastępował jej brat, królewicz Jakub). Ceremonia odbyła się 15 sierpnia 1694 r. w katedrze św. Jana Warszawie, po niej zaś wyprawiono huczne wesele, które trwało pięć dni. Bawili się na nim nie tylko dostojnicy i możni, ale nawet zwykli mieszkańcy stolicy, którzy mogli się raczyć pieczonymi wołami oraz tryskającym z fontann węgierskim winem. Panna młoda otrzymała od przybyłych gości dużo cennych darów, których wartość oszacowano na 100 tys. talarów.
W Hiszpańskich Niderlandach
Królewna Sobieska opuściła Warszawę 13 listopada 1694 r. Ksiądz Maurycy Vota, jezuita rezydujący na dworze Sobieskich, zapisał, że wyjechała „po wielu dniach łez, zabierając ze sobą serca króla i królowej”. Orszak jej liczył 250 osób i 350 koni. Droga wiodła przez Poznań, gdzie Teresę Kunegundę powitali licznie zebrani przedstawiciele miejscowej szlachty (ok. trzech tysięcy osób) oraz mieszczanie. Miasto wystawiło bramę tryumfalną, bito z dział, palono sztuczne ognie, nie żałowano jadła i wina.
Właściwy ślub miał miejsce 2 stycznia 1695 r. na zamku w Wesel nad Renem, dzień po pierwszym spotkaniu Sobieskiej ze swym małżonkiem. Parę elektorską połączył węzłem małżeńskim biskup płocki Andrzej Chryzostom Załuski. Stamtąd nowożeńcy ruszyli do Antwerpii i wreszcie dwa dni później dotarli do Brukseli. Wszędzie byli uroczyście witani i fetowani, zaś żona elektora otrzymywała bogate podarki. Powitaniu w stolicy Niderlandów Hiszpańskich (czyli obecnej Belgii) towarzyszyło huczne świętowanie. W mieście ustawiono łuki triumfalne, a nawet fontanny z likierami, zorganizowano pokaz fajerwerków. Zaprezentowana też została przygotowana na tę okazję opera, w wykonaniu artystów z Paryża.
Małżonkowie szybko przypadli sobie do gustu i byli w siebie wpatrzeni, co nie zmieniało faktu, że Teresa Kunegunda czuła się w nowym miejscu ciągle obco i tęskniła za krajem. Na wyrażone w liście od ojca pytanie, jak jej się podobają obce kraje, odpowiedziała: „tuteczne, w których już mieszkać muszę, powinni by mi się podobać, ale przecie nie masz jako w Polszcze ruskie, bo weselsze od tutecznych”.
Z Brukseli do Monachium
Niespełna dwa lata po ślubie córki zmarł Jan III Sobieski. Maksymilian II Emanuel Wittelsbach brany był pod uwagę jako kandydat na polski tron, jednak mimo poparcia królowej Marysieńki ostatecznie wycofał się.
W Brukseli Teresa Kunegunda spędziła z mężem sześć lat. Nie układało im się najlepiej. Maksymilian II Emanuel miał pretensje do żony o niewypłacony w pełnej kwocie posag. Zarzucał jej też, że nie wypełniała należycie obowiązków żony głowy państwa, nie lubiła miejscowej arystokracji i otaczała się polskimi dwórkami, nie była zbyt ostentacyjnie pobożna (co w świetle późniejszej dewocji może dziwić) oraz że lubowała się nadmiernie w balach, maskaradach i innych rozrywkach. Skarżył się na nią do jej matki, z którą regularnie korespondował i był w zażyłych stosunkach. Teresa Kunegunda zaś nie umiała znosić milcząco licznych romansów i metres elektora. Przyzwyczajona była do innego wzorca rodziny – ojciec jej kochał swą towarzyszkę życia i słał do niej do dziś słynne czułe listy.
W maju 1701 r. para elektorska wraz z dziećmi (pięcioletnią córką i czterema małymi synami) przyjechała do Monachium. Od tego czasu relacje między Kurfürstem i jego małżonką znacznie się pogorszyły. On skarżył się na nią listownie do swej teściowej, ona zaś czyniła potajemnie starania, by uzyskać od papieża rozwód. Matka Teresy Kunegundy zaczęła dostrzegać trudne położenie swej córki i chciała się z nią zobaczyć, organizując spotkanie rodzinne podczas karnawału w Wenecji, na co elektor nie wyraził zgody. Zaniepokoił ją też fakt, że księżna elektorowa zaczęła zapominać języka polskiego, czego swego czasu bardzo się obawiał król Jan III Sobieski, i chciała jej wysłać zagwarantowanych kontraktem małżeńskim kilkoro dworzan z Polski, ale pomysł ten również został przez księcia Bawarii spostponowany. Napisał do królowej Marii Kazimiery, że Kurfürstin powinna się jak najprędzej nauczyć mówić po niemiecku, by mieć dobry kontakt ze swymi poddanymi.
Rok później sprzymierzony z Francją Maksymilian II Emanuel rozpoczął działania wojenne przeciw wojskom cesarza Leopolda I Habsburga (1640–1705) w tzw. wojnie o sukcesję hiszpańską, czyli o władztwo nad Hiszpanią i dominację w Europie, toczonej pomiędzy Wielką Brytanią, Holandią, Austrią i Sabaudią a Francją, Hiszpanią, Bawarią i Kolonią. Po początkowych sukcesach poniósł klęskę w bitwie pod Höchstädt (13 sierpnia 1704 r.) i musiał opuścić Bawarię. Udał się z powrotem do Brukseli, a zarządzanie krajem powierzył swojej żonie, ustanawiając ją regentką. W listopadzie 1704 r. Kurfürstin Teresa Kunegunda zmuszona była zawrzeć porozumienie z przedstawicielami cesarza, na mocy którego utrzymała zwierzchnictwo nad okręgiem monachijskim, zaś pozostała część Bawarii przeszła pod administrację Habsburgów.
W tym czasie załamany po klęsce elektor, głęboko poruszony oddaniem małżonki i jej dzielnością, przewartościował swoje dotychczasowe zachowanie wobec niej i ukorzył się, pisząc w jednym z listów: „Moje drogie dziecko, składam ci tutaj uroczystą przysięgę przed Bogiem i wszystkimi jego świętymi, że będę ci wierny i nie uczynię niczego, co mogłoby wzbudzić w tobie najmniejszy niepokój i podejrzenie. Nienawidzę na zawsze wszystkiego, co ciebie tak martwiło. Błagam cię tysiąc razy o przebaczenie za zgryzoty, jakie ci sprawiałem. Nie chcę więcej w swoim życiu zamartwiać ciebie. Jest to moim obowiązkiem, ale również postanowieniem, że raczej wybiorę śmierć, aniżeli miałbym nie dotrzymać danego ci słowa”.
Podczas kilkumiesięcznej regencji Teresa Kunegunda nie tylko po raz kolejny została matką (w grudniu 1704 r. urodziła ostatnie z dziesięciorga dzieci, z których wieku dorosłego dożyła połowa), ale też energicznie i rozważnie zarządzała swoją domeną. Podejmowała działania zapobiegające spadkowi wartości bawarskiej waluty, a co za tym idzie ubożeniu społeczeństwa. Dbała o dobre stosunki z sąsiednimi księstwami, krajami, biskupstwami i opactwami. Angażowała się też w działalność filantropijną – opiekowała się biednymi, zapewniała im wyżywienie, a nawet osobiście przyrządzała im posiłki. Dzięki swej roztropnej polityce zyskała w Bawarii uznanie i wielki szacunek, aczkolwiek tylko wśród warstw pośledniejszych, arystokracja bowiem była nastawiona do niej co najmniej niechętnie.
Dziesięć lat w Wenecji
Księżna elektorowa była osobą głęboko religijną. Podczas wojny, w którą, nie słuchając jej rad, zaangażował się jej mąż, wielokrotnie organizowała wotywne procesje. Gdy Maksymilian II Emanuel przebywał w Brukseli, a ona nie mogła do niego dołączyć, wpadła na pomysł, by swoje życie związać z klasztorem, bowiem długotrwałą rozłąkę z małżonkiem uważała za niezgodną z prawem bożym. W monachijskiej rezydencji wbudowała drzwi łączące galerię jej apartamentu z przyległym Klasztorem Franciszkanek św. Jana, na co zezwolenie wydał jej sam papież Klemens XI.
Tymczasem przebywający w Brukseli elektor wymyślił, że jego żona mogłaby doń dołączyć, a regencję w Bawarii przejęłaby jego teściowa, królowa Maria Kazimiera, przebywającą wówczas na „wdowiej emeryturze” w Rzymie. Teresie Kunegundzie oraz jej matce ten pomysł także się spodobał, toteż 15 lutego 1705 r. elektorowa, za zgodą cesarza, który chciał się jej pozbyć z podbitego księstwa, wyruszyła z niewielkim orszakiem do Padwy, żeby spotkać się tam z Marią Kazimierą i towarzyszyć jej w drodze do Monachium. Po przeszło dziesięciu latach matka z córką znowu się zobaczyły. Miało to miejsce 11 marca, a 2 kwietnia udały się do Wenecji. Długa rozłąka sprawiła, że nie umiały znaleźć wspólnego języka. Sobieskiej przeszkadzały dewocyjne zachowania córki oraz wpływ, jaki miał na nią jej spowiednik.
Ostatecznie do przekazania regencji nie doszło, ponieważ Maria Kazimiera nie dostała pozwolenia na przejazd przez austriackie kraje dziedziczne i wróciła do Rzymu. Teresa Kunegudna ruszyła więc do domu, ale 14 maja została zatrzymana na granicy Republiki Weneckiej i Cesarstwa Austriackiego, mimo że posiadała paszport cesarza Leopolda I, zmarł on bowiem 5 maja, a jego syn i następca Józef I (1678–1711) wydał rozkaz zajęcia domeny monachijskiej, wbrew umowie, jaką jego ojciec zawarł z księżną elektorową.
Kurfürstin Teresa Kunegunda wróciła więc do Wenecji, w której miała spędzić aż dziesięć lat. Na tak długi czas oddzielona została nie tylko od męża, ale też od dzieci (niektórych z nich już nigdy nie miała zobaczyć, bowiem dwaj synowie, trzy- i pięcioletni, zmarli podczas jej nieobecności). Znalazła dach nad głową w domu byłego sekretarza poselstwa weneckiego w Polsce, Girolama Albertiego, a później w pałacu reprezentanta Elektoratu Bawarii w Wenecji, Giovanniego Battisty Trevano. Pomocy udzielił jej też papież Klemens XI, oferując jej swój pałac w sanktuarium maryjnym w Loreto. Wydawać by się mogło, że powinna była zamieszkać w Rzymie u Marii Kazimiery, która ją tam zresztą zapraszała, ale wobec matki była nastawiona tak źle, że już nigdy więcej się z nią nie zobaczyła.
W niedługim czasie na parę elektorską spadły kolejne ciosy – w 1706 r. czterech ich starszych synów wywieziono do Austrii (dwóch młodszych i córkę pozostawiono w Monachium). Teresie Kunegundzie zabroniono nawet utrzymywać z jej mężem kontaktu listownego. Dopiero po pewnym czasie zakaz ten został zniesiony i państwo Wittelsbachowie znowu zaczęli do siebie pisywać. Paradoksalnie okres ten należał do najbardziej udanych w małżeństwie księżnej elektorowej. Mąż słał do niej czułe epistoły, zapewniając o swoich uczuciach i tęsknocie, a ona odwdzięczała mu się podobnymi wynurzeniami. Gdy doniosła mu, że pewna Wenecjanka doradziła jej, by stosowała pomadę dla zachowania ładnych piersi, Maksymilian II Emanuel odpisał jej: „Środek ten nie wystarcza, trzeba natomiast posiadać taki biust jak twój, chociaż wydałaś na świat dziewięcioro [czyżby zapomniał, że dziesięcioro?] dzieci. Pamiętam go bardzo dobrze, aczkolwiek żyję oddalony o 200 mil od ciebie”.
Przebywając w Wenecji, Teresa Kunegunda oddawała się dwóm swoim pasjom – życiu religijnemu i muzyce. Brała udział w medytacjach modlitewnych, urządziła sobie prywatną kaplicę. Korzystała z zaproszeń klasztorów i uczestniczyła w organizowanych przez nie świętach. Ogłaszała na ich rzecz kwesty i sama składała sute ofiary. Tak jak wcześniej w Monachium, otaczała opieką biednych i potrzebujących. Przygarnęła pewną armeńską sierotę, która stała się jej przybranym dzieckiem. W jednym ze zgromadzeń, zajmujących się wychowaniem ubogich panien, poznała uczącego ich muzyki Antonio Vivaldiego (1678–1741). Koncerty jego wychowanek cechowały się wysokim poziomem artystycznym i stanowiły atrakcję kulturalną Wenecji. Kompozytor uhonorował córkę Sobieskiego we wstępie do swojej opery „La costanza trionfante” z 1716 r., nazywając ją „królową penatów” (etruskich bóstw opiekuńczych).
Z niemal równym zaangażowaniem chadzała do weneckich teatrów operowych. Oglądała m.in. dzieła Tomasa Albinoniego (1671–1751) i Georga Friedricha Haendla (1685–1759), wystawiającego swe spektakle także w Rzymie, na zlecenie królowej Marii Kazimiery. By mieć muzykę na wyciagnięcie ręki, zakupiła do swych rezydencji klawesyn i szpinet. Zatrudniała też śpiewaków oraz instrumentalistów, w tym wysokiej klasy artystów, jak wirtuoz skrzypiec i kompozytor Giuseppe Antonio Brescianello (ok. 1690–1758).
Powrót do Bawarii
Pokój w Rastatt, zawarty w 7 marca 1714 r., który zakończył wojnę o sukcesję hiszpańską, pozwolił parze elektorskiej na powrót do Bawarii. Teresa Kunegunda opuściła Wenecję 20 marca 1715 r. Dziewięć dni później w zamku Lichtenberg spotkała się z córką Marią Anną, a 4 kwietnia z synami i mężem. Z tej okazji jezuici wydali okolicznościową publikację, w której księżną elektorową nazwali „bawarską Penelopą” wiernie czekającą na powrót swego Odyseusza.
Wraz z Kurfürstin Teresą Kunegundą z Wenecji do Monachium przybył liczny orszak, składający się m.in. z sióstr zakonnych. Dla tych ostatnich księżna założyła klasztor, który jej mąż wsparł kwotą stu tysięcy guldenów. Dla porównania cały zbiór jej dzieł sztuki w monachijskim pałacu Nymphenburg, liczący w 1701 r. ok. 150 obrazów, wart był jedną dziesiątą tej kwoty. Przy szpitalu książęcym wzniesiony został kompleks budynków z zielnikiem i zapleczem do opieki medycznej i farmaceutycznej nad chorymi i biednymi.
Za Teresą Kunegundą podążyła do Bawarii liczna grupa muzyków i śpiewaków. Księżna elektorowa zapragnęła nawet sprowadzić na dwór monachijski swego znajomego kompozytora Antonio Vivaldiego, ale ten zażyczył sobie zbyt wysokiego honorarium, na które wyjątkowo hojny po długiej rozłące małżonek jednak nie zgodził się. Kto wie, jak dalej potoczyłaby się kariera autora „Czterech pór roku”, gdyby opuścił swą Wenecję. Jeśli zaś chodzi o parę elektorską, to po nacieszeniu się sobą małżonkowie powrócili do dawnych niesnasek – do tego stopnia, że córka Sobieskiego usuwała się często do swej letniej rezydencji w podmonachijskim Dachau (nie mogła przeczuwać, jak złowieszczo brzmieć będzie w przyszłości ta nazwa w uszach jej rodaków).
Księżna elektorowa nie tylko pasjonowała się muzyką, ale też aktywnie korzystała z dworskiej biblioteki, liczącej ok. 18 tys. tomów. Interesowała się nauką, w szczególności chemią i jej praktycznymi zastosowaniami. Dbała o rozwój umysłowy swoich dzieci, podsuwając im lektury i zabierając je do teatru. Wraz z mężem wysłała córkę do zakonu klarysek, a trzem z pięciu synów, którzy dożyli dorosłości, zapewniła wysokie stanowiska duchowne (zostali biskupami). Czwarty, Filip Maurycy, po powrocie ze studiów w Rzymie zmarł w 1719 r. z powodu epidemii w wieku zaledwie 21 lat. Piąty zaś odziedziczył po ojcu bawarski tron.
Po długich zmaganiach bawarscy Wittelsbachowie powrócili do dobrych relacji z Habsburgami – do tego stopnia, że cesarz Karol VI (1685–1740) zgodził się na ślub swojej bratanicy, arcyksiężnej Marii Amalii (1701–1756), z Karolem VII Albrechtem (1697–1745), synem Maksymiliana II Emanuela i Teresy Kunegundy. Odbył się on 5 października 1722 r. Wnuk króla Jana III Sobieskiego zasiadał potem nie tylko na dziedzicznym książęcym tronie bawarskim, ale też został królem Czech (1741–1743) i cesarzem rzymskim (1742–1745).
Znowu w Wenecji
Po śmierci Maksymiliana II Emanuela, która nastąpiła 26 lutego 1726 r., księżna Teresa Kunegunda nie otrzymała od monachijskiego dworu, na czele którego stał jej syn Karol VII Albrecht, należnej jej wdowiej oprawy, bowiem skarb Bawarii po hiszpańskiej awanturze świecił pustkami. Po różnych sporach udała się więc na pół roku do syna Klemensa Augusta (1700–1761), arcybiskupa i księcia elektora Kolonii, a następnie osiadła z powrotem w dobrze jej znanej Wenecji, do której przybyła latem 1727 r. Znowu zaczęła bywać w teatrach operowych, śledziła nowości księgarskie. Dwukrotnie odwiedził ją tam wspomniany Klemens August, w drodze do Rzymu i z powrotem do domu.
W święto Wniebowstąpienia, które w 1729 r. przypadało 26 maja, Teresa Kunegunda, razem ze swoją bratanicą Klementyną Sobieską i jej mężem Jakubem Stuartem, katolickim pretendentem do korony angielskiej, wzięła udział w ceremonii „zaślubin z morzem” weneckiego doży, dla którego rosyjscy cieśle zbudowali okazały okręt „Bucentoro”. Wydarzeniu temu towarzyszył wielki pokaz baletowy.
To były ostatnie chwile jej krótkiego, acz bogatego i ciekawego, choć naznaczonego też wieloma smutkami i tragediami życia. Zmarła w nocy 10 marca 1730 r., tuż po swoich 54. urodzinach. Przyczyną zgonu był najprawdopodobniej rak jelita grubego. Zgodnie z wyrażoną ustnie ostatnią wolą jej majątek miał być rozdysponowany równo między pięcioro jej dzieci. A było co dzielić, bowiem tylko w gotowiźnie zostało po niej 6 mln złotych reńskich, nie licząc kosztowności, dzieł sztuki i sześćdziesięciu złotych zegarków. Zabrany z Polski obraz Matki Boskiej miał być przekazany jej przebywającej w zakonie córce.
Parafia San Simeon Grande uhonorowała księżniczkę Teresę Kunegundę okazałym castrum doloris, które w dzień pogrzebu oświetlono wieloma świecami. Od 21 do 24 marca w monachijskim Kościele św. Kajetana odbywały się czuwania pośmiertne i nabożeństwa. Listami kondolencyjnymi i różnymi wyrażającymi szacunek gestami żegnali ją liczni książęta Rzeszy i dostojnicy kościelni, a także zagraniczne dwory. 1 kwietnia trumna z ciałem elektorowej wyruszyła do Monachium w eskorcie 24 weneckich kawalerzystów. Do stolicy Bawarii kondukt dotarł 14 kwietnia i tego dnia odprawione zostało nabożeństwo żałobne w Kościele Teatynów. 18 kwietnia modlono się za duszę córki polskiego króla w wiedeńskim Kościele Augustianów – tym samym, w którym 13 września 1683 r. odprawiona została msza dziękczynna za zwycięstwo nad armią turecką, z udziałem Jana III Sobieskiego (dziś upamiętnia go tam stosowna tablica).
Księżna elektorowa pochowana została w podziemiach monachijskiego Kościoła św. Kajetana. Piętnaście lat później spoczął tam jej syn Karol VII Albrecht. Kolejnym elektorem bawarskim został jego syn Maksymilian III Józef (1727–1777), wnuk córki króla Jana III Sobieskiego i zarazem mąż kolejnej polskiej królewny – Marii Anny Wettyn (1728–1797), córki króla Augusta III Sasa (1696–1763), która notabene była jego cioteczną siostrą, bowiem jej matka, Maria Józefa Habsburg (1699–1757), była siostrą jego matki Marii Amalii. To on na fasadzie Kościoła Teatynów, w podziemiach którego urządzona została rodowa krypta Wittelsbachów, umieścił splecione ze sobą dwa herby: władającego Bawarią rodu oraz Rzeczypospolitej Obojga Narodów, z polskim Orłem i litewską Pogonią.
Pisząc artykuł, korzystałem m.in. ze strony internetowej Muzeum Pałacu w Wilanowie, „Polskiego słownika biograficznego” oraz książki Michała Komaszyńskiego „Teresa Kunegunda Sobieska” (Warszawa 1982).